poniedziałek, 14 listopada 2016

Zeszyt do zajęć logopedycznych

Właściwie zawsze proszę, by dziecko uczęszczające do mnie na zajęcia logopedyczne posiadało zeszyt i przychodziło z nim na nasze spotkania. Klej, kredki, nakładki na kredki, nożyczki, ołówki – wszystko to (i wiele, wiele innych pomocy) może być, i zwykle jest, potrzebne na zajęciach, ale jednak nie proszę, by dziecko miało je ze sobą. Przeciwnie, mówię, że wszystko inne jest już w gabinecie i jedyne, co dziecko powinno przynosić to zeszyt logopedyczny.

No tylko dlaczego? I po co?


Nie proszę o przynoszenie klejów, kredek i nakładek na te kredki, przede wszystkim dlatego, że nie chcę odwracać uwagi od konieczności posiadania i przynoszenia zeszytu. W gąszczu wszelakich akcesoriów koniecznych do przyniesienia zeszyt łatwo mógłby się zagubić. Drugi powód jest taki, że na zajęciach lubię wykorzystywać najróżniejsze pomoce, zwykle plastyczne. Pojedynczo zajmują mało miejsca i są lekkie, ale w większej ilości już ważą więcej i zajmują sporo miejsca. Nie widzę powodu, dla którego dziecko miałoby dokładać te wszystkie akcesoria do ciężkiego i niekiedy przepełnionego plecaka. Zwycięża prostota – trzeba mieć tylko zeszyt (i aż zeszyt). Jeśli zabieram na zajęcia dziecko ze świetlicy, to naprawdę idzie ono do mnie tylko z zeszytem, bo i po co niepotrzebnie obciążać plecy kolejnym niesieniem torby czy plecaka.

Nie proszę też rodziców dzieci o kupowanie (a dzieci o przynoszenie) na zajęcia logopedyczne konkretnych książek lub ćwiczeń. Dodatkowy koszt dla rodziców, konieczność pracowania na zajęciach (głównie) konkretnym programem bez większej możliwości dostosowania go do potrzeb konkretnej osoby oraz przymus noszenia kolejnej książki przez dziecko skutecznie mnie odwodzą od tego pomysłu.

Rolę podręcznika spełnia zeszyt. Podczas zajęć wklejane są do niego ćwiczenia aparatu artykulacyjnego, karty pracy, materiał językowy, kolorowanki motywacyjne… I wszystko to, co jest wykonane na zajęciach lub zadane do wykonania po nich.


Zeszyt to po prostu osobisty podręcznik, pamiętnik, kalendarz i notatnik logopedyczny. A może nawet i magiczna księga zaklęć, w której jest opis, co robić, by prawidłowo wymawiać daną głoskę… Dlatego lepiej nie zapominać o zabraniu zeszytu.

Ja akurat zawsze proszę o to, by zeszyt był formatu A5. Taki zeszyt łatwiej kupić (nawet w sklepiku szkolnym) i łatwiej przynieść (zmieści się nawet do małego plecaka branego na szkolną wycieczkę). Wolę, kiedy zeszyty są grube, ponieważ mam zwyczaj wklejać dużo materiałów, a nie lubię, kiedy zeszyt-pamiętnik trzeba po dwóch czy trzech spotkaniach zastąpić nowym. Wiem jednak, że plecaki uczniów są naprawdę ciężkie i wcale nie mam ochoty dokładać do tego swojej – nomen omen – cegiełki. 32 kartki wydają mi się rozsądnym kompromisem.


No a sam zeszyt, jeśli nawet nie jest dobrze ułożony, to powinien być przynajmniej dobrze prowadzony.

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza