niedziela, 31 grudnia 2017

Integracja sensoryczna

Miło mi poinformować, że 3 grudnia pomyślnie ukończyłam kurs integracji sensorycznej II stopnia. Tym samym uzyskałam uprawnienia do prowadzenia diagnozy i terapii procesów integracji sensorycznej.


Ze szkolenia jestem bardzo zadowolona ze względu na jego wartość merytoryczną. Kurs II° trwał 15 dni (z rzędu) i w tym czasie odbywały się wykłady związane z różnymi aspektami integracji sensorycznej, nauka i ćwiczenia wykonywania standaryzowanych testów z baterii Testów Południowo-Kalifornijskich, nauka i ćwiczenia przeprowadzania obserwacji klinicznych… Oraz, oczywiście, ćwiczenia w sali.


Dużym atutem był też wliczony w koszt kursu obiad. Nie miałam żadnego problemu z otrzymaniem posiłków dostosowanych do mojego żywienia.

leczo z oliwkami oraz kasza gryczana
kluski z nadzieniem truskawkowym oraz wiśnie w żelu
Jednak pewne elementy organizacji kursu były dla mnie trudne do zrozumienia. Na kurs II stopnia zapisywałam się pod koniec 2015 roku i w tym czasie uiściłam obowiązkową wpłatę rekrutacyjną oraz zostałam wstępnie zakwalifikowana do udziału w szkoleniu (informację o tym otrzymałam drogą mailową). Jednak zanim nadszedł termin mojego szkolenia, organizator podniósł cenę kursu, o czym nie zostałam zawiadomiona. Informacja o podniesieniu opłat za kurs została umieszczona jedynie na stronie Polskiego Stowarzyszenia Terapeutów Integracji Sensorycznej.

Samo szkolenie przebiegło już bez większych trudności organizacyjnych. Kwestią bardziej merytoryczno-organizacyjną, która mnie do tej pory zastanawia była decyzja całego PSTIS-u, by nie udostępniać kursantom żadnych prezentacji ze szkolenia. Z jednej strony jest to korzystne, bo mobilizuje kursanta to uważnego słuchania i notowania oraz chroni autora prezentacji przed ewentualnym niedozwolonym rozpowszechnieniem jej przez uczestnika kursu… Z drugiej zaś jest stratą czasu, bo kursant przepisuje do własnego zeszytu to, co ktoś już raz napisał, a w czasie bardzo intensywnego notowania kursant ma też mniejsze możliwości skupienia się na tym, co dokładnie mówi wykładowca. Sama w czasie szkolenia II stopnia zapisałam dokładnie 197 stron zeszytu formatu A5…

Na kilku z tych prawie dwustu stron są między innymi notatki z wykładu i ćwiczeń o ekstrapolacji wyników testów. Wspominam o tym, ponieważ był to wykład, na którym pokazany został kursantom zapis działań matematycznych wymuszający uznanie, że wartość bezwzględna może być ujemna. Razem z jedną kursantką proponowałyśmy stosowanie zapisu zgodnego z powszechnie uznawanym znaczeniem symboli matematycznych (w praktyce oznaczałoby to po prostu usunięcie w działaniu symbolu wartości bezwzględnej), jednak nie spotkało się to ze zrozumieniem osoby prowadzącej wykład.

Całe szkolenie uznaję jednak za udane. Przez ponad dwa tygodnie dzień w dzień dowiadywałam się czegoś nowego i zdobywałam nowe umiejętności praktyczne. Wyszłam ze szkolenia nie tylko z certyfikatem, ale i z wiedzą, materiałami (w tym opasłym segregatorem udostępnionym przez PSTIS) oraz pomysłami, które mogłam wykorzystać podczas zajęć już następnego dnia po szkoleniu.

poniedziałek, 11 grudnia 2017

Makaton II

Byłam wczoraj na szkoleniu II stopnia z Makatonu. Makaton jest metodą komunikacji alternatywnej i wspomagającej. W jego skład wchodzą gesty oraz symbole graficzne, które można stosować oddzielnie lub łącznie.


Uczciwie powiem, że jestem wielką miłośniczką Makatonu. Lubię makatońskie gesty, które są oczywiste, kiedy się je pozna. Lubię to, że polska wersja Makatonu, którą stworzyła i nadal rozwija Bogusława Kaczmarek jest dostosowana do języka polskiego i realiów życia w Polsce. Lubię też to, że szkolenia Makatonu prowadzą świetnie przygotowane osoby, a sama cena szkolenia dla rodzica/rodziców dziecka z niepełnosprawnością nie jest bardzo wysoka. Szczególnie to ostatnie mnie cieszy, ponieważ faktycznie wpływa na możliwość używania Makatonu przez wielu rodziców/opiekunów osób potrzebujących komunikacji alternatywnej lub wspomagającej.


Szkolenie Makatonu I stopnia, które odbyłam w czerwcu było na 29. piętrze budynku Golden Floor w Warszawie. II stopień był w tym samym budynku, ale już na 15. piętrze… I choć sala była mniejsza, a widok z okna znacznie mniej imponujący, kurs utrzymał poziom ustawiony wysoko przez szkolenie pierwszego stopnia. Jestem naprawdę wymagającą kursantką – oczekuję sensownej organizacji szkolenia oraz rzetelnego przeprowadzenia go (w tym dostępności osoby prowadzącej podczas niektórych przerw, aby móc dopytać o szczegóły). To wszystko na Makatonie otrzymałam, więc z czystym sumieniem polecam szkolenie wszystkim chcącym poszerzyć swoją wiedzę i umiejętności z zakresu alternatywnych i wspomagających metod komunikacji.

piątek, 1 grudnia 2017

Kotki zwiedzają okolicę

Kotki samoprzylepne to atrakcja sama w sobie. Do tego świetny materiał do przyjemnego utrwalania głosek we frazach/zdaniach oraz utrwalania przyimków.

Zasada jest banalnie prosta: logopeda podaje zdanie związane z miejscem pobytu kota, a dziecka tworzy ilustrację składającą się z kociej naklejki i własnoręcznie wykonanego rysunku.


U mnie na rysunku są: „kot w szafie”, „kotek na tronie” oraz „kot między szafą a tronem”. Rzecz jasna, czarny kot pomaga utrwalać głoskę „sz”, brązowy głoskę „r” po spółgłosce „t”, a rudy kot jest pomocny na etapie różnicowania w wymowie głosek szeregu szumiącego i syczącego.

Przykładowe propozycje miejscówek futrzaka do utrwalania głoski „sz”:
kot w szafie
kot pod łóżkiem
kot na poduszkach
Przykładowe propozycje miejscówek futrzaka do utrwalania głoski „ż”/„rz”:
kot obok róży
kot na leżaku
kot przed kałużą
Przykładowe propozycje miejscówek futrzaka do utrwalania głoski „s”:
kot pod stołem
kot na piasku
kot obok studni
Przykładowe propozycje miejscówek futrzaka do utrwalania głoski „z”:
kot za wazonem
kot pod bluzą
kot obok zegara
Przykładowe propozycje miejscówek futrzaka do utrwalania głoski „r” po spółgłosce:
kot pod drabiną
kot obok traszki
kot na tronie

czwartek, 16 listopada 2017

Dzień Czarnego Kota

17 listopada jest Dzień Czarnego Kota, dlatego tematem przewodnim u mnie na zajęciach już od poniedziałku są zwierzęta domowe.

Jako wielka miłośniczka kotów nie mogłam przepuścić takiej okazji – przygotowałam dla swoich podopiecznych kartę pracy związaną z różnymi rasami kotów. Zadaniem dziecka jest przeczytać opis danej rasy, a następnie na podstawie tego opisu wskazać odpowiednią fotografię i umieścić pod nią stosowny opis. Zadanie wydaje się dość proste, ale słowo honoru – wcale nie jest banalne. Koty niektórych ras potrafią być do siebie bardzo podobne, więc i opisy tych ras potrafią wyprowadzić na manowce nawet najbardziej dociekliwych i uważnych czytelników.


Opisy ras do pobrania:
https://drive.google.com/file/d/0B4Znt_PeD4EEaVREXzVIMVhQODJJeFdvSjJ5WUYyZUkyRkJn/view
Karta z fotografiami kotów do pobrania:
https://drive.google.com/file/d/0B4Znt_PeD4EEQkFNck9RSkZSNDRzTGJOMm9mVHVuREFHY3Bv/view

Warto skorzystać z tych materiałów przede wszystkim w czasie ćwiczeń z osobami, które utrwalają w wymowie głoskę „s”. Wszystkie przedstawione rasy kotów mają w nazwie „s”, więc łatwo przy okazji ćwiczenia czytania ze zrozumieniem zadbać o prawidłową wymowę.


Z kolei dla młodych detektywów językowych przygotowałam dość proste rebusy związane ze zwierzętami domowymi.

Rebusy do pobrania:
https://drive.google.com/file/d/0B4Znt_PeD4EER3RZZ21LTzhsdEtheGt1U25GLWlTeGtoUGdB/view

środa, 15 listopada 2017

Materiały

Stare spodnie:

Nowe rybki:

Idealne do karmienia pluszowego kota oraz do zabaw w łowienie, podczas którego nie ucierpi żadne zwierzę. Aby rybki dało się łowić na wędkę z magnesem, wystarczy w okolicach rybiego łebka umieścić duży spinacz biurowy.

poniedziałek, 13 listopada 2017

Utrwalanie głosek razem z czarownicą

Czytanie na głos albo też recytowanie z pamięci wierszy logopedycznych jest jednym ze skuteczniejszych sposobów utrwalania prawidłowej wymowy. Z myślą o moich podopiecznych, którzy mają trudności z głoskami „sz” i „ż” („rz”) napisałam wierszyk o wywarze.

Wiersz „W wywarze” do pobrania:
https://drive.google.com/file/d/0B4Znt_PeD4EELUdIV0pjQ25VVXQ5MDBHLWNveGlXWUtzR1Vz/view


Do czego wykorzystać wierszyk na zajęciach logopedycznych? Przede wszystkim, do utrwalenia głosek „sz” i „ż” („rz”). Ale nie tylko do tego.

Warto od razu skorzystać z okazji i zadbać o poszerzenie słownictwa dziecka. Może się okazać, że wręcz konieczne będzie wyjaśnienie, czym jest wywar oraz kto i dlaczego go robi. Jest to też dobry moment, by wspomnieć o eliksirze, miksturze czy zupie. Nie zaszkodzi również krótka rozmowa o lekarstwie i antidotum.

Wiersz sprawdzi się też do ćwiczenia czytania ze zrozumieniem, umiejętności znajdowania informacji w tekście i kategoryzacji ze względu na różne kryteria. Zadaniem dziecka może być znalezienie w tekście wszystkich składników wywaru czarownicy, a następnie podzielenia ich na: jadalne i niejadalne, potem na rzeczywiste i nieistniejące w rzeczywistości.

Na koniec dziecko samo może skomponować własny wywar… Z przedmiotów znajdujących się w gabinecie, które w swojej nazwie mają głoskę „š” lub „ž”.

wtorek, 24 października 2017

Halloween – inspiracje i gotowe materiały

31 października zbliża się wielkimi krokami, więc u mnie na zajęciach w tym tygodniu króluje temat Halloween.

W ramach wstępu rozmawiam z dziećmi o samym Halloween – o tym, kiedy się je obchodzi i jaka jest jego możliwa geneza. Rozmawiam też z dziećmi o tym, jakie osoby nie obchodzą Halloween i dlaczego. Później jest czas na przypominanie sobie lub poznawanie halloweenowych zwyczajów, ustalanie za kogo można się w Halloween przebrać oraz wymienianie pozostałych symboli tego dnia. Podczas całego wstępu korzystam też z materiału, który przygotowałam. Są to cztery kartki (plus jedna tytułowa z napisem „Halloween”) włożone do skoroszytu. Jest to głównie materiał obrazkowy, który pokazuję dzieciom, kiedy chcę uzupełnić ich wypowiedzi. Zawarłam w nim też kilka linijek tekstu dla podopiecznych, którzy już umieją czytać.


Po wstępie przychodzi czas na halloweenowe ćwiczenia aparatu artykulacyjnego (u mnie standardowo podczas gry tematycznej), a następnie wywoływanie lub utrwalanie ćwiczonej głoski. Tutaj idealnie sprawdza się Potworna Pomoc Uniwersalna, czyli karta pracy z samymi konturami. Dziecko ma za zadanie powtórzyć głoskę/sylabę/wyraz/frazę/zdanie, a następnie przemienić kolorowy kontur w potwora z prawdziwego zdarzenia. Podczas tego zadania dziecko nie tylko utrwala ćwiczoną głoskę, ale też ćwiczy wyobraźnię oraz własne umiejętności twórcze.


Karta pracy do pobrania:
https://drive.google.com/file/d/0B4Znt_PeD4EEMElrcEpRamRkME1vQTQ5bkxrWjZ6bTJKM1FF/view

Jako uniwersalne ćwiczenia do utrwalania ćwiczonej głoski polecam też odrysowywanie rysunków z szablonu oraz stawianie pieczątek.
Szablon, z którego korzystam podczas zajęć Halloweenowych to wspaniały szablon marki Koh-i-noor. Jego jedyną wadą jest to, że do wykonania niektórych „odrysunków” potrzebny jest bardzo, bardzo mocno zatemperowany ołówek.




Dzieci, z którymi pracuję często mają trudności z prawidłową wymową głosek szeregu szumiącego i syczącego. Z myślą o nich stworzyłam zadanie, w którym dziecko wciela się w pomocnika czarownicy. Czarownica chce stworzyć swój magiczny wywar, a do jego wykonania potrzebuje przedmiotów, które mają w swojej nazwie… Głoskę, którą dziecko ćwiczy. Zadaniem dziecka jest podać nazwę wszystkich przedmiotów i pokolorować te zawierające poszukiwaną głoskę. W tym ćwiczeniu dziecko nie tylko utrwala prawidłową wymowę, ale jeszcze szkoli własny słuch fonemowy. No i staje się nieocenionym pomocnikiem czarownicy.

Karta do ćwiczenia głoski „š”:
https://drive.google.com/file/d/0B4Znt_PeD4EEYkRBUHFhZVRmOE1nRlJNeDBjY3d4WmV4RUdB/view
Karta do ćwiczenia głoski „ž”:
https://drive.google.com/file/d/0B4Znt_PeD4EENlF5cmxGRzRlclg2cERQQnJRNjkwWndJZDVF/view
Karta do ćwiczenia głoski „č”:
https://drive.google.com/file/d/0B4Znt_PeD4EEZ0tlMVBoYXpMazFlbUY5ZVNXdzc4OGVEWWtV/view
Karta do ćwiczenia głoski „s”:
https://drive.google.com/file/d/0B4Znt_PeD4EEMV9oSXRtYTJqSzNsd1A5NWNaaU5OVEl6VnN3/view
Karta do ćwiczenia głoski „z”:
https://drive.google.com/file/d/0B4Znt_PeD4EENGVFVC1VZmVJWV80dUh5OWUwOUNVUVZSRmxv/view

A na koniec… Pająki i żaby. Do zabawy potrzebne są:

  • pudełko – u mnie idealnie sprawdza się kwadratowe pudełko po chusteczkach higienicznych,
  • zestaw plastikowych pająków – ja mam ich trzydzieści,
  • dwie różne figurki żabek – u mnie zielona i czerwona żabka marki Schleich (świetne są!).




Dziecko najpierw dotyka żabek, żeby wiedzieć, jakie są w dotyku i czym się różnią. Potem pająki i żabki wędrują do pudełka po chusteczkach, a moje ręce ręce zasłaniają otwór w pudełku. Zadaniem dziecka jest:

  • wykupić otwarcie wrót do pudełka poprzez prawidłowe powtórzenie słowa,
  • włożyć rękę do pojemnika i złapać żabkę,
  • a na koniec za pomocą samego dotyku ustalić, którą żabkę trzyma.
Używane przeze mnie figurki żabek różnią się naprawdę minimalnie, więc dzieci muszą się bardzo skupić, by podać prawidłową odpowiedź.

W grze możliwe jest też zamienienie ról. Wielu moich podopiecznych lubi wymyślać dla mnie trudne słowa do powtórzenia, a następnie skrupulatnie sprawdzać, czy dałam radę prawidłowo zidentyfikować złapaną żabkę…

wtorek, 10 października 2017

Jesienne utrwalanie głosek „š" i „ž”

W maju prezentowałam tutaj roślinne karty pracy do utrwalania głosek „š”, „ž” oraz „r”. Na jesień przygotowałam analogiczne ćwiczenie. Zasady pracy są proste: dziecko podaje nazwę rośliny/zwierzęcia/przedmiotu ze zdjęcia, a jeśli poda ją prawidłowo, koloruje jesienny liść znajdujący się pod fotografią.


Karta pracy do pobrania:

wtorek, 3 października 2017

Jesień, jesień…

Lubię jesień. Za kolory liści, za deszcz, za ziąb i wilgoć przeplatane ciepłymi słonecznymi chwilami. Za babie lato, grzyby w lesie i przejmująco chłodne wieczory, które wymagają ciepłej aromatycznej kawy.


Lubię też jesień za to, że jest charakterystyczna. Nie ma już drugiej pory roku, która byłaby tak wyrazista jak jesień. Każda pora roku ma swój atrybut. Śnieg nierozerwalnie łączy się z zimą, kwitnące kwiaty i powracające z ciepłych krajów ptaki należą do wiosny, a upały i żniwa są domeną lata. Jesień ma liście we wszystkich kolorach, ma ulewne deszcze, coraz krótsze dni i coraz dłuższe noce. Ma spadające kasztany i żołędzie, kwitnące wrzosy, dojrzałe dynie… Ma swoje odmiany jabłek, gruszek i śliwek. Ma też swoje zadanie – przygotować świat fauny i flory na zimę, okres spokoju, stagnacji i snu.

W tym czasie następuje jednak rozkwit życia szkolnego. Dzieci wracają z wakacji i na nowo zasiadają w szkolnych ławach. To dla nich w tym roku przygotowałam kolejne materiały logopedyczne związane z jesienią.

Jesienne zagadki to zbiór siedmiu rymowanych zagadek, które sprawdzą się przy utrwalaniu wiedzy o jesieni, przy kształtowaniu umiejętności szukania słów kluczowych, a także przy ćwiczeniu szybkiej aktualizacji nazw.
Zagadki do pobrania:

Z kolei do rozwijania umiejętności czytania ze zrozumieniem przygotowałam tekst o jesieni wraz z dwiema kartami pracy. Pierwsza zawiera pytania do tekstu, a w drugiej zawarte są pytania i zadania dodatkowe, wymagające od ucznia więcej kreatywności.
Tekst do pobrania:

Pytania i zadania do tekstu do pobrania:

Pytania dodatkowe do pobrania:

środa, 20 września 2017

Wizerunek płci w serii „Opowiem Ci Mamo”

„Opowiem Ci Mamo”¹ to seria czterech zestawów historyjek obrazkowych („Opowiem Ci Mamo”, „Opowiem Ci Mamo 2”, „Opowiem Ci Mamo Super” i „Opowiem Ci Mamo XXL”) wydawnictwa Alexander. Jest to pomoc dydaktyczna bardzo popularna wśród logopedów, z powodzeniem wykorzystywana w terapii właściwie wszystkich zaburzeń mowy i języka².

Owa popularność serii „Opowiem Ci Mamo” sprawia, że według mnie warto zastanowić się, jaki obraz świata przedstawia ona dzieciom. Kto pojawia się w pokazanym świecie i co w tym świecie robi.

Na „Opowiem Ci Mamo” składa się się dziesięć czteroelementowych historyjek obrazkowych, na kartach których pojawiają się członkowie rodziny: mama, tata, córka, syn i babcia, którzy wykonują różne czynności. W każdej historyjce prawdopodobnie pojawia się inna rodzina. W niektórych przypadkach niemożliwe jest ustalenie, czy przedstawione na ilustracjach osoby łączą więzy krwi. Z tego powodu w swojej analizie uznaję, że każda dorosła kobieta z „Opowiem Ci Mamo” to matka, chyba, że na ilustracji są dwie kobiety w sytuacji formalnej i nic nie wskazuje na to, by były one ze sobą spokrewnione. Analogicznie założenia przyjęłam w przypadku postaci męskich.

Mama (dorosła kobieta):
  • piecze babeczki i podaje je dzieciom siedzącym przy stole,
  • sprząta stłuczony kubek leżący na podłodze,
  • jedzie na wakacje z mężem i dziećmi, siedzi w samochodzie po stronie pasażera,
  • daje synowi plaster po tym, jak ten zranił sobie kolana po spadnięciu z roweru,
  • czyta córce na dobranoc.

Tata (dorosły mężczyzna):
  • buduje karmnik dla ptaków,
  • sadzi i podlewa rośliny w ogródku,
  • jedzie na wakacje z żoną i dziećmi – synem i córką.

Córka:
  • siedzi przy stole z bratem i czeka na babeczkę upieczoną przez mamę,
  • jedzie z rodzicami i z bratem na wakacje, bawi się w piasku razem z bratem,
  • leży w łóżku i słucha tego, co czyta jej mama na dobranoc.

Syn:
  • wraca brudny po kolana z gry w piłkę nożną, myje się i przebiera w piżamę,
  • siedzi przy stole razem z siostrą i czeka na babeczkę upieczoną przez mamę,
  • jedzie z rodzicami i z siostrą na wakacje, bawi się w piasku razem z siostrą,
  • jedzie na rowerze, przewraca się, płacze i przychodzi do domu, w którym mama daje mu plaster na zranione kolana,
  • temperuje kredki, rysuje laurkę dla mamy, a następnie wręcza obrazek mamie.

Babcia:
  • robi przetwory na zimę.
Matka pojawia się pięć razy, ojciec trzy razy, córka także trzy, a syn pięć razy. Babcia pojawia się jeden raz.

Na „Opowiem Ci Mamo 2” składa się się dziesięć czteroelementowych historyjek obrazkowych, na kartach których pojawiają się członkowie rodziny: mama, tata, córka, syn i babcia, którzy wykonują różne czynności. Podejrzewać można, że każda historyjka przedstawia inną rodzinę, ponieważ w każdej historyjce członkowie rodziny różnią się wyglądem, szczególnie kolorem i długością włosów. Tak jak w poprzedniej części „Opowiem Ci Mamo” w niektórych przypadkach niemożliwe jest ustalenie, czy przedstawione osoby są ze sobą spokrewnione. W swojej analizie uznaję każdą kobietę za matkę, a każdego mężczyznę za ojca chyba, że przedstawiona w historyjce sytuacja jest formalna i nic nie wskazuje na to, by przedstawione w niej osoby dorosłe były częścią jednej rodziny.

Mama (dorosła kobieta):
  • otrzymuje kwiaty od córki,
  • pomaga synowi uśmierzyć ból zęba i prowadzi dziecko do dentysty,
  • idzie z córką na zakupy spożywcze,
  • idzie z synem do fryzjera,
  • otrzymuje od synów grzyby,
  • pociesza syna, któremu pękł zbyt mocno nadmuchany balon i wręcza synowi nowy balon.

Tata (dorosły mężczyzna):
  • uczy syna robić samoloty z papieru.

Córka:
  • zbiera kwiaty dla mamy,
  • idzie z mamą na zakupy spożywcze i daje kotu mleko do picia,
  • lepi z bratem bałwana,
  • otrzymuje od babci sweter zrobiony na drutach,
  • pisze list i wysyła go do koleżanki.

Syn:
  • je dużo słodyczy, wyrzuca papierki po nich na podłogę, idzie z mamą do dentysty, kiedy czuje ból zęba,
  • lepi z siostrą bałwana,
  • idzie z bratem o lasu zbierać grzyby,
  • uczy się od taty robić samoloty z papieru,
  • idzie z mamą do fryzjera,
  • dmucha balon tak mocno, że ten pęka, później płacze i otrzymuje od mamy pocieszenie.
Babcia:
  • robi sweter na drutach.
Inna dorosła kobieta:
  • sprzedaje nabiał.
Inny dorosły mężczyzna:
  • jest fryzjerem i strzyże chłopca.

Matka (dorosła kobieta) pojawia się w sześciu historyjkach, ojciec w jednej, córka w pięciu, a syn w sześciu. Babcia pojawia się jeden raz.

Na „Opowiem Ci Mamo XXL” składa się się siedem czteroelementowych historyjek obrazkowych, na kartach których pojawiają się członkowie rodziny: mama, tata, córka i syn, którzy wykonują różne czynności. Podejrzewać można, że każda historyjka przedstawia inną rodzinę, ponieważ członkowie rodziny na kartach różnych historyjek różnią się między sobą wyglądem. W opakowaniu „Opowiem Ci Mamo XXL” jest też jedna historyjka przedstawiająca rodzinę antropomorficznych niedźwiedzi. Nie podejmuję analizy tej historyjki, ponieważ moim celem jest ustalenie obrazu kobiety i mężczyzny w przywoływanej serii historyjek obrazkowych.

Mama (dorosła kobieta):
  • ogląda choinkę, którą ubrał tata z dziećmi,
  • przygotowuje synkowi śniadanie, jest w domu, kiedy ten wychodzi już do szkoły.

Tata (dorosły mężczyzna):
  • ubiera z synem i córką choinkę,
  • pracuje jako piekarz,
  • łowi ryby,
  • ogląda z synem zwierzęta w zoo,
  • pracuje jako strażak.

Córka:
  • ubiera choinkę z tatą i z bratem.

Syn:
  • ubiera choinkę z tatą i z siostrą,
  • wstaje rano, je śniadanie przygotowane przez mamę i idzie do szkoły,
  • ogląda z tatą zwierzęta w zoo,
  • idzie z bratem jeździć na łyżwach na zamarzniętym jeziorze, wpada do wody, kiedy pęka pod nim lód.
Matka pojawia się w dwóch historyjkach, ojciec w pięciu, córka w jednej, a syn w czterech. 

Na „Opowiem Ci Mamo Super” składa się się osiem sześcioelementowych historyjek obrazkowych, na kartach których pojawiają się członkowie rodziny: mama, tata, córka, syn i babcia, którzy wykonują różne czynności. Jak i w poprzednich częściach „Opowiem Ci Mamo”, i w tej na kartach przedstawione są prawdopodobnie losy różnych rodzin (sugerują to przede wszystkim odmienne fryzury zilustrowanych postaci).

Mama (dorosła kobieta):
  • kupuje córce miód, a w domu podaje jej go do zjedzenia,
  • jedzie z mężem, synem i córką na wakacje, siedzi po stronie pasażera.

Tata (dorosły mężczyzna):
  • maluje obraz,
  • jedzie z żoną i dziećmi na wakacje (siedzi po stronie kierowcy), ma wypadek na nartach, po którym trafia do szpitala
  • jest sędzią na zawodach sportowych,
  • jest pracownikiem na budowie.

Córka:
  • kupuje z mamą miód, w domu je podany przez mamę miód,
  • kupuje jabłko na targu,
  • jedzie z rodzicami i z bratem na wakacje, zjeżdża z nimi na nartach.

Syn:
  • konstruuje latawiec,
  • jedzie z rodzicami i z siostrą na wakacje, zjeżdża z nimi na nartach,
  • wyjeżdża na obóz harcerski,
  • bierze udział w zawodach sportowych.

Inny dorosły mężczyzna:
  • sprzedaje miód,
  • jest pracownikiem w sadzie,
  • sprzedaje jabłka na targu.

Matka pojawia się w dwóch historyjkach, ojciec w czterech, córka w trzech, a syn w czterech.

Łącznie, we wszystkich częściach „Opowiem Ci Mamo” matka pojawiła się w piętnastu historyjkach, ojciec pojawił się w trzynastu, córka w dwunastu, a syn w aż dziewiętnastu. Babcia obecna była na kartach dwóch historyjek.

Czynności, które wykonuje matka to opieka nad dziećmi, przygotowywanie posiłków oraz prace porządkowe. W większości historyjek matka jest obecna w domu. Poza domem jest wtedy, gdy robi zakupy. Z kolei ojciec z serii „Opowiem Ci Mamo” zajmuje się majsterkowaniem, dbaniem o ogród oraz uczeniem syna, jak wykonać samolot z papieru. Tata (lub inny dorosły mężczyzna) jest też przedstawiony jako wykonawca różnych zawodów (piekarz, sędzia sportowy, sprzedawca, pracownik sadu, strażaka). Ojciec z serii „Opowiem Ci Mamo” ma także swoje zainteresowania: chodzi na ryby i maluje obraz.

Podobny podział na aktywności damskie i męskie dotyczy dzieci z serii „Opowiem Ci Mamo”. Czynności, której wykonuje córka to w dużej mierze zadania związane z prowadzeniem domu (córka pomaga matce m.in. w robieniu zakupów). Dziewczynki z „Opowiem Ci Mamo” zajmują się też pisaniem listu, zbieraniem kwiatów czy pojeniem kota. Są to zajęcia o charakterze opiekuńczym i podtrzymującym dobre relacje społeczne. Zgoła odmiennie wygląda aktywność chłopców. Czynności, które oni wykonują to między innymi granie w piłkę, jeżdżenie na rowerze i na łyżwach, rysowanie obrazka dla mamy czy dmuchanie balona. Czas chłopców wypełniony jest więc głównie zabawą. Niekiedy chłopcy podejmują aktywności mające na celu utrzymanie dobrych relacji z innymi osobami (np. tworzenie rysunku dla mamy, zbieranie grzybów dla mamy). W ani jednej historyjce chłopiec nie wykonywał jednak typowych zadań związanych z utrzymaniem domu.

Chłopcy i mężczyźni obecni na kartach „Opowiem Ci Mamo” wykonują znacznie bardziej zróżnicowane działania niż dziewczynki i kobiety. Odczuwają też znacznie więcej emocji niż postacie kobiece. Babcie, matki i córki na wszystkich ilustracjach są po prostu uśmiechnięte, zaś ojcowie i synowie przeżywają sytuacje, które doprowadzają do płaczu (pęknięcie balona i przewrócenie się na rowerze), przerażają (wpadnięcie do wody w wyniku załamania się lodu na rzece lub jeziorze) czy po prostu sprawiają ból (odniesienie kontuzji podczas jazdy na nartach).

Obraz kobiety i mężczyzny oraz chłopca i dziewczynki w „Opowiem Ci Mamo” łudząco przypomina ten, który znajduje się chociażby w podręczniku „Już w szkole”. Podręcznik ten przeanalizowały pod kątem wzorców płciowych Jolanta Szpyra-Kozłowska i Małgorzata Winiarczyk. W swoim tekście „(Nie)Wesoła szkoła Igi i Kuby – problematyka genderowa w podręcznikach do kształcenia zintegrowanego” pisały tak:
Matka jest stale obecna w domu i zajmuje się wszystkimi czynnościami związanymi z jego prowadzeniem oraz wychowywaniem dzieci. Ciągle gotuje, piecze, sprząta, robi zakupy, pielęgnuje chore dzieci i chodzi z nimi do lekarza. Brak jest informacji, czy pracuje zawodowo [Szpyra-Kozłowska, Winiarczyk: 2012, s. 311].
W „Opowiem Ci Mamo” matka zasadniczo również zajmuje się jedynie prowadzeniem domu i wychowywaniem dzieci. Sporadycznie razem z rodziną wybiera się na wakacje. Nic nie wskazuje na to, by matka była aktywna zawodowo. W całej serii zresztą tylko raz pojawia się ilustracja kobiety, która pracuje. Zajmuje ona stanowisko sprzedawcy.

O ojcu w „Już w szkole” Jolanta Szpyra-Kozłowska i Małgorzata Winiarczyk pisały:
Ojciec pojawia się rzadko, najczęściej w czasie świąt i uroczystości rodzinnych. Jego wkład w życie rodziny polega głównie na organizowaniu wyjazdów wakacyjnych oraz innych form spędzania czasu. Czasami zdarza mu się wykonywać drobne naprawy zepsutego sprzętu domowego. Wobec dzieci, a zwłaszcza wobec synów, pełni rolę mentora [Szpyra-Kozłowska, Winiarczyk: 2012, s. 311].
Znów opis rodziny z podręcznika łudząco przypomina świat przedstawiony w omawianych historyjkach obrazkowych. W „Opowiem Ci Mamo” ojciec majsterkuje i ubiera z dziećmi choinkę. Poza tym zabiera syna do zoo i uczy syna, jak zrobić samolot z papieru. Ojciec jest też prawdopodobnie aktywny zawodowo – w całej serii historyjek mężczyźni wykonują różne prace (sprzedawca, pracownik sadu, strażak itd.).

W całej serii historyjek obrazkowych „Opowiem Ci Mamo” widać wyraźny podział na świat kobiet i dziewczynek oraz świat mężczyzn i chłopców. Światem kobiet jest środowisko domowe, w którym zawsze uśmiechnięte babcie dbają o rodzinę robiąc sweter na drutach i przetwory na zimę, zawsze uśmiechnięte matki dbają o dzieci i pichcą posiłki rodzinie, a zawsze uśmiechnięte córki wręczają mamie kwiatki i pomagają jej w robieniu zakupów. Świat mężczyzn i chłopców jest w dużej mierze światem zewnętrznym. Ojcowie (znamienne jest, że dziadków w tym świecie brak) wykonują różnorodne prace zarobkowe, zabierają synów na wycieczkę lub pokazują, jak wykonać samolot z papieru, a z całą rodziną spędzają czas w okresie świąt i wakacji. Synowie z kolei zajmują się zabawą czy wyjazdem na obóz harcerski. Ojcowie i synowie mają też różne, niekoniecznie przyjemne, przygody. Syn wpada do wody po tym, jak zapada się pod nim lód na rzece (lub jeziorze), a ojciec prawdopodobnie łamie rękę podczas jeżdżenia na nartach.

Świat przedstawiony w „Opowiem Ci Mamo” jest światem bardzo stereotypowym. Ze stereotypu wyłamuje się właściwie tylko ilustracja płaczącego chłopca (co ciekawe, nie ma w „Opowiem Ci Mamo” żadnej płaczącej dziewczynki). Na próżno szukać w historyjkach pracujących kobiet (z wyjątkiem sprzedawczyni), matek zajmujących się swoim hobby czy dziewczynek podejmujących ryzykowne zachowania. Nie ma też gotujących ojców czy ojców spędzających czas z córką (z wyjątkiem wakacji i świąt).

Zdaję sobie sprawę z tego, że „Opowiem Ci Mamo” to zestaw kart z historyjkami obrazkowymi służącymi do rozwijania u dziecka rozumienia relacji przyczynowo-skutkowych. Nie są to karty służące rozwijaniu wiedzy o społeczeństwie czy materiały do nauki o współczesnej rodzinie. Rodziny przedstawione na kartach historyjek nie muszą więc idealnie i w idealnych proporcjach odwzorowywać rodzin ze świata rzeczywistego. Szkoda jednak, że przedstawiają tak nierzeczywisty obraz świata. Karty „Opowiem Ci Mamo” są wytrzymałe, a dodatkowo ładnie ilustrowane (i to w jednym stylu we wszystkich seriach!). Z tego powodu są powszechną i bardzo cenioną pomocą dydaktyczną. Sama dalej zamierzam z nich w swojej pracy korzystać… Jednak równoważąc je innymi materiałami dydaktycznymi, które nie utrwalają bardzo stereotypowego obrazu świata.

Przypisy:
  1. Nie wiem, dlaczego przed słowem „mamo” nie został postawiony przecinek.
  2. Układanie historyjek obrazkowych i opowiadanie powstałej historii na pozór jest zadaniem prostym, ale nie można tutaj dać się zwieść pozorom. Aby prawidłowo ułożyć i opowiedzieć historyjkę należy rozumieć koncept następowania różnych wydarzeń po sobie, a także rozumieć pokazywane na ilustracjach relacje przyczynowo-skutkowe. Później trzeba wykorzystać własne kompetencje narracyjne i ciekawie opowiedzieć historię (a nie opisać po kolei każdy obrazek).

Bibliografia:
Szpyra-Kozłowska Jolanta, Winiarczyk Małgorzata, (Nie)»Wesoła szkoła« Igi i Kuby – problematyka genderowa w podręcznikach do kształcenia zintegrowanego [w:] Oblicza płci. Język – Kultura – Edukacja, red. Szpyra Kozłowska Jolanta, Winiarczyk Małgorzata, Lublin 2012

środa, 9 sierpnia 2017

„Język i logopedia” – recenzja

„Język i logopedia” to zbiór krótkich artykułów z zakresu językoznawstwa i logopedii. Recenzowany tom nie zawiera tematu przewodniego, prezentowane w nim artykuły dotyczą różnych kwestii logopedycznych i językoznawczych. Znajduje się w nim m.in. tekst o gatunkach książkowych, studium przypadku pacjenta z encefalopatią i artykuł o zmienności w afazji. Zasięg tematyczny jak na pozycję mającą mniej niż 200 stron jest więc dość duży. Owa różnorodność tematyczna zbioru była zresztą tym, co na początku budziło moje największe wątpliwości. Wydawała mi się ona właściwa dla czasopisma prezentującego nowości naukowe, a nie pozycji książkowej.

Tom „Język i logopedia” broni się jednak wysoką jakością zamieszczonych w nim artykułów. Teksty, które według mnie zasługują na szczególną uwagę, to (w kolejności, w której pojawiają się w zbiorze): „Galizyzmy w języku polskim i niemieckim” (Hans Christian Leschützky, Liliana Madelska), „Studium przypadku pacjenta z encefalopatią – diagnoza logopedyczna” (Monika Kamińska, Iwona Sołtys), „Czy i w jakim stopniu narzędzia służące do diagnozy logopedycznej odzwierciedlają strukturę języka?” (Natalia Siudzińska, Marzena Stępień) oraz „Jąkanie rozwojowe a zaburzenia czynności językowych związanych z prawą półkulą mózgu” (Krzysztof Szamburski, Sylwia Zaręba).

„Galizyzmy w języku polskim i niemieckim” to mający bardzo przejrzystą strukturę artykuł dotyczący zapożyczeń z języka francuskiego, które obecnie funkcjonują w języku polskim i niemieckim. Autorzy tekstu, Hans Christian Leschützky i Liliana Madelska nie tylko w prosty i jednocześnie ciekawy sposób wprowadzają wiedzę o typach zapożyczeń/transferów w różnych językach, ale też podejmują temat kulturowego podejścia Niemców i Polaków do galicyzmów, szczególnie w wymowie cudzoziemców. To wszystko okraszone jest jeszcze ciekawostkami z języka inslandzkiego oraz interesującym pokazaniem różnicy między adopcją a adaptacją ksenizmów.

„Studium przypadku pacjenta z encefalopatią – diagnoza logopedyczna” to z kolei artykuł dotyczący próby zdiagnozowania zaburzeń językowych mężczyzny, u którego stwierdzono zamartwicę i zespół niedokrwienno-niedotleniowy, gdy ten był niemowlęciem. I choć ubawiło mnie w artykule stwierdzenie, że opisywany 23-latek „rzadko ma kontakt z rówieśnikami, woli przebywać w otoczeniu dorosłych”, to całą resztę tekstu uważam, że bardzo wartościową. Autorki tekstu i badań logopedycznych, Monika Kamińska i Iwona Sołtys w sposób bardzo szczegółowy przebadały swojego pacjenta. Szczególnie ważne jest według mnie to, ile prób językowych musiały wykonać, a także jak dużo czasu potrzebne było, by dobrze poznać funkcjonowanie badanego mężczyzny i móc prawidłowo ocenić jego trudności językowe. Autorki tekstu, choć nie napisały tego wprost, pokazały też, że proces (re)diagnozowania logopedycznego trwa cały czas – konieczne jest bowiem stałe ocenianie stanu mowy pacjenta, notowanie postępów i ewentualnych regresów, aby prowadzona terapia przynosiła efekty.

„Czy i w jakim stopniu narzędzia służące do diagnozy logopedycznej odzwierciedlają strukturę języka?” pytają Natalia Siudzińska i Marzena Stępień, a następnie dokonują przeglądu testów logopedycznych dostępnych na polskim rynku. Przeprowadzona analiza jest wnikliwa, a wysnute przez autorki wnioski bardzo trafne. Autorki przedstawiły też opis narzędzia diagnostycznego, które ich zdaniem przydałoby się w praktyce logopedycznej. Opis ten jest według mnie bardzo interesujący, ponieważ zwraca uwagę choćby na potrzebę diagnozowania pacjenta w sytuacji naturalnej, a także na możliwość jednoczesnego badania różnych aspektów mowy pacjenta.

„Jąkanie rozwojowe a zaburzenia czynności językowych związanych z prawą półkulą mózgu” to temat, którym zajęli się Krzysztof Szamburski i Sylwia Zaręba. Autorzy artykułu przebadali osoby jąkające się oraz osoby, które nigdy się nie jąkały Baterią Testów do Badania Funkcji Językowych i Komunikacyjnych Prawej Półkuli Mózgu (RHLB-PL). Celem badania było ustalenie, czy osoby z niepłynnością mówienia w inny sposób niż osoby niedotknięte tą przypadłością realizują czynności językowe związane z prawą półkulą mózgu.

Do recenzowanego tomu „Język i logopedia” mam jednak też pewne uwagi. W artykule „Zmienność w afazji” na stronie numer 174 Bożena Strachalska pisze: „»Poszukiwania« odnotowano u wszystkich osób (…) nawet u J.F. – osoby, u której nie było żadnego wyrazu realizowanego niezmiennie prawidłowo (…)”, a już na kolejnej stronie, w podsumowaniu, twierdzi, że u „wszystkich osób wystąpiły też realizacje niezmienne sprawdzanych wyrazów (tj. 6-krotne realizacje takie same), ale były to wyłącznie realizacje prawidłowe (…)”.

Wiele do życzenia pozostawia też strona edytorska zbioru. Już na początku, bo w spisie treści nazwisko „Krasowicz-Kupis” jest, nie wiedzieć czemu, zapisane nie z łącznikiem, ale z półpauzą (szczęście, że chociaż bez spacji dookoła znaku). W publikacji pojawiły się nadmiarowe spacje (dla równowagi, w innych miejscach ich brakowało) oraz myślnik błędnie użyty jako dywiz, np. „ICD – 10” (s. 82) czy „przedniojęzykowo – zębowe” (s. 84). W treści tomu był także nieprawidłowy zapis nazwiska Carla Wernickego w dopełniaczu, tj. „Wernicke'go” (s. 114) oraz błąd fleksyjny skutkujący powstaniem słowa „przekonywujące” (s. 133). W różnych tekstach też w różny sposób umieszczane były przypisy bibliograficzne. Raz w nawiasie kwadratowym, raz w okrągłym. Raz z inicjałem autora przywoływanej publikacji, raz tylko z samym nazwiskiem… Smaczku dodaje fakt, że na czwartej stronie na samej górze tekst dumnie głosi: „Praca finansowana przez Instytut Polonistyki Stosowanej” (!).

Ze względu na wysoką jakość wielu artykułów zamieszczonych w tomie „Język i logopedia” mogę polecić zapoznanie się z jego treścią. Formę, zwłaszcza w niektórych artykułach¹, lepiej próbować zignorować, choć to dość kuriozalne rozwiązanie. W przypadku pracy finansowanej przez Instytut Polonistyki Stosowanej oczekuję jednak polszczyzny stosowanej poprawnie, również w zakresie polskiej typografii.

Dokładne dane bibliograficzne całego tomu:
Zaron Zofia, Porayski-Pomsta Józef (red.), 2013, Język i logopedia, Warszawa

Przypisy:
1. Te zawierające najwięcej błędów nie są autorstwa pracowników IPS-u.

wtorek, 25 lipca 2017

Karty Oceny Logopedycznej Dziecka - KOLD – test do diagnozy dzieci w wieku od 1 miesiąca do ukończonego 9 roku życia

Na polskim rynku pojawił się KOLD (Karty Oceny Logopedycznej Dziecka) – test do badania mowy dziecka od 1. miesiąca do 9. roku życia. 16 lipca odbyłam szkolenie z zakresu posługiwania się tym narzędziem.

Szkolenie prowadziły Joanna Gruba (autorka KOLD-a) oraz Martyna Polczyk (logopeda biorąca udział m.in. w przeprowadzaniu diagnozy testem KOLD). W programie szkolenia znalazły się przede wszystkim: wyjaśnienie powodów powstania Kart Oceny Logopedycznej Dziecka, przedstawienie cech testu KOLD oraz nauka przeprowadzania badania diagnostycznego tym narzędziem.


Karty Oceny Logopedycznej Dziecka są narzędziem wystandaryzowanym i znormalizowanym (na grupie ponad 1000 dzieci). KOLD-em przebadać można rozumienie mowy, nadawanie mowy, reakcje słuchowe, narządy mowy, artykulację i sprawność narządów artykulacyjnych oraz umiejętności pragmatyczno-społeczne. Układ zadań i kart do zapisywania wyników dziecka jest przemyślany i uporządkowany. Pomaga też po przeprowadzeniu badania i przeanalizowaniu jego wyników na postawienie właściwej diagnozy. Na szkoleniu Joanna Gruba mówiła też o konieczności stawiania diagnozy zgodnie z obowiązującą w Polsce klasyfikacją Międzynarodową Klasyfikacją Chorób i przygotowała dla kursantów tabelę, którą śmiało można nazwać logopedyczną esencją ICD-10. Rewelacyjna sprawa.

W budowie KOLD-a podoba mi się też to, że zawarte w nim zadania równolegle sprawdzają różne elementy mowy i języka dziecka. Zadania z testu są też dość różnorodne, przez co mniej nużące niż te wykonywane podczas badania kwestionariuszem obrazkowym. Moje wątpliwości budzi na razie jedynie zadanie wymagające od dziecka podania rymującego się słowa. W jednym z podpunktów tego zadania prawidłową odpowiedzią jest słowo tworzące z poprzednim rym niedokładny, zaś w innym z podpunktów wymagane jest, by dziecko zrymowało słowo jednosylabowe z dwusylabowym (akcentowanym paroksytonicznie).

Podczas samego szkolenia z kolei nieszczególnie przypadł mi do gustu sposób motywowania uczestników poprzez zadawanie im do wykonania zadań na punkty. Szczególnie, że pierwsze zadanie (które było najwyżej punktowane) nie dotyczyło żadnej z kluczowych dla szkolenia kwestii. Cała reszta szkolenia była według mnie ciekawa i wartościowa, więc cieszę się, że na nie poszłam i śmiało polecam je osobom zainteresowanym tematyką diagnozowania logopedycznego.


niedziela, 2 lipca 2017

Makaton

W piątek i w sobotę byłam na szkoleniu pierwszego stopnia z Makatonu.


Makaton jest metodą komunikacji alternatywnej i wspomagającej (AAC), a więc takiej komunikacji, która wspiera/uzupełnia tradycyjny sposób komunikowania się lub też całkowicie go zastępuje.

Makaton składa się z gestów i symboli obrazkowych. W zależności od potrzeb można stosować same gesty, same obrazki lub też gesty i obrazki razem. Szkolenie pierwszego stopnia obejmowało m.in. poznawanie podstawowych gestów i symboli, a także sposobu wprowadzania Makatonu.

Ze szkolenia jestem bardzo zadowolona. Bogusława Kaczmarek, pani prowadząca szkolenie (i jednocześnie autorka polskiej wersji Makatonu) w sposób naprawdę ciekawy przekazała wiedzę dotyczącą komunikacji alternatywnej i wspomagającej, a także metod jej wprowadzania. Szkolenie było bardzo uporządkowane, zachowana była też odpowiednia proporcja między teorią a praktyką (w tym powtarzaniem wcześniej poznanych gestów). Zdziwiło mnie jednak, że w Makatonie, w którym odróżnia się czasowniki i rzeczowniki, gest określający wodę do picia oraz gest oznaczający picie wody jest tym samym gestem, mimo że łatwo dałoby się te gesty odróżnić. Na samym szkoleniu też dość irytowało mnie, że osoba prowadząca nie zawsze wiedziała, na której stronie w skrypcie dla kursantów są informacje, do których mamy spojrzeć… Szczęśliwie, są to jedyne zarzuty, jakie mam, więc samo szkolenie mogę z czystym sumieniem polecić.

Ja szkoliłam się w Warszawie w Millenium Plaza, więc przy okazji dobrze wspominam czarne kawy, które piłam tam podczas przerw.


Widok z 26. piętra również zapadł mi w pamięć…


sobota, 3 czerwca 2017

Zaburzenia przetwarzania słuchowego

Byłam dzisiaj na szkoleniu „Zaburzenia przetwarzania słuchowego (C)APD. Nowe możliwości diagnozy i terapii”, które prowadziła Renata Borowiecka, a organizowało Centrum Wspierania Rozwoju Osobowości (CWRO).

Zaburzenia przetwarzania słuchowego to trudność w interpretacji prawidłowo słyszanych dźwięków. Osoba z (C)APD nie ma ubytku słuchu, odpowiednio odbiera bodźce słuchowe, jednak występują u niej trudności w dalszej obróbce tych bodźców. Dotyczy to zwłaszcza dźwięków mowy.

Prowadząca szkolenie przedstawiła kolejno ogólne objawy zaburzeń przetwarzania słuchowego, częstotliwość występowania tego deficytu i podział (C)APD na trzy typy (wraz ze szczegółowym ich omówieniem). Na szkoleniu pojawiły się też bardzo wartościowe informacje na temat powiązań (C)APD z dysleksją oraz czynników mogących powodować zaburzenia przetwarzania słuchowego.

Końcowa część kursu dotyczyła za to w większości konkretnego treningu słuchowego, który można odbyć przy użyciu platformy Neuroflow. Renata Borowiecka po kolej zaprezentowała zadania słuchowe, które musi przejść osoba badana, a my-kursanci sprawdzaliśmy na sobie umiejętność poprawnego ich wykonania. Mogliśmy też zaobserwować proces uczenia się radzenia sobie w konkretnych sytuacjach, np. następującą po jakimś czasie ćwiczenia poprawę rozumienia wyrazów w szumie.

Jedyna moja duża uwaga związana z tym szkoleniem dotyczy kolejności przekazywanych informacji, która nie pokrywała się z kolejnością przedstawioną w materiałach dla kursantów. Efektem tego była stała potrzeba wertowania otrzymanych materiałów i szukania właściwego miejsca na umieszczenie własnych dopisków. Niby drobiazg, ale utrudniający przyswajanie wiadomości. Szczególnie, że prowadząca kurs nie zawsze pamiętała, na której stronie są informacje, które aktualnie podaje. W samych materiałach szkoleniowych brakowało mi też czasami miejsca na bardziej obszerne dopiski. CWRO, w którym odbywało się szkolenie nie przeprowadziło na koniec ankiety ewaluacyjnej, więc, niestety, nie miałam możliwości podzielenia się swoimi odczuciami z prowadzącą kurs.

sobota, 27 maja 2017

Roślinność

Bez względu na to, gdzie żyjemy, w naszym otoczeniu znajdują się rośliny. Część z nich cieszy oko obserwatorów swoimi wspaniałymi barwami, inne z kolei zachwycają zapachem lub imponują wielkością. Niektóre stanowią cenne źródło włókien, z których tworzy się różne tkaniny. A wreszcie są i te, które uwielbiane są za walory smakowe i odżywcze.

Nie mogłabym w terapii logopedycznej pominąć tematu roślin.

Przygotowałam dwie analogiczne karty pracy – jedna do utrwalania głoski „r” po spółgłoskach, druga do utrwalania głosek „š” i „ž” (te głoski bardzo lubię ćwiczyć razem). Przy okazji ćwiczeń prawidłowej wymowy rozwijane jest też słownictwo. W kartach pracy są bowiem nie tylko powszechnie znane dzieciom rośliny, ale też te, których zwykle nie znają (lub też znają tylko z widzenia). Jako ciekawostkę powiem, że największym zainteresowaniem moich podopiecznych cieszył się pospolicie występujący w Polsce tasznik (rzecz jasna, ze względu na brzmieniowe podobieństwo do ptasznika).


Karta do utrwalania głosek „š” i „ž” do pobrania:
https://drive.google.com/file/d/0B4Znt_PeD4EEUzA0aXg3M3pOMHhxUDVDMTBNWWI2dGZPdDJR/view

Karta do utrwalania głoski „r” do pobrania:
https://drive.google.com/file/d/0B4Znt_PeD4EEREUtWDgtNE8ta2lWc1pVTmI4V1Z1YWlTYTB3/view

Do utrwalania wyżej podanych głosek przydać się mogą też rymowane wyliczanki. Lubię ćwiczyć z podopiecznymi na takim materiale językowym, ponieważ ćwiczy on nie tylko wybraną głoskę, ale też rozwija poczucie rytmu i uwrażliwia słuchowo (np. na obecne w wyliczance rymy). Dodatkowo naukę wyliczanki można zaproponować nawet tym osobom, które dopiero utrwalają daną głoskę w wyrazach, a nie zawsze udaje się ją prawidłowo powiedzieć we frazie dwuwyrazowej.

Rymowana wyliczanka do utrwalania głoski „r”:

Cytryna, truskawka, gruszka.
Groch, brokuły i pietruszka.
Mrówki, biedronki, źrebaki,
chryzantemy i modraki.

Do pobrania:
https://drive.google.com/file/d/0B4Znt_PeD4EET3FYSmYyMHBNbUkwaW1SRkJNcWM2QlowSENn/view

Rymowana wyliczanka do utrwalania głosek „š” i „ž”:

Żonkil, jeżyna, róża.
Wierzba mała, wierzba duża.
Szałwia, tasznik i pokrzywy.
Ach, przepiękny ogród żywy!

Do pobrania:
https://drive.google.com/file/d/0B4Znt_PeD4EEWF9QMC1aUEdKeV84d1pIbndBVFZKQWZ2X0ZB/view

środa, 17 maja 2017

Kosmos, planety ziemiopodobne – karta pracy

Już niedługo, bo w niedzielę 21 maja będzie Dzień Kosmosu. U mnie już od poniedziałku motywem przewodnim zajęć jest kosmos. Osoby ćwiczące głoski szeregu syczącego zajmują się statkami, skafandrami i ogólnie – kosmosem. Z kolei dzieci utrwalające głoskę „r” rozmawiają ze mną o rakietach, Drodze Mlecznej czy kraterach.

Na zajęciach logopedycznych prowadzone są jednak ćwiczenia nie tylko wymowy, ale też m.in. czytania ze zrozumieniem (rzecz jasna, w zależności od potrzeb konkretnej osoby korzystającej z terapii logopedycznej).

Z okazji zbliżającego się Dnia Kosmosu przygotowałam tekst dotyczący planet ziemiopodobnych oraz kartę z pytaniami do tekstu. Temat wydaje mi się ciekawy, wielu uczniów faktycznie było zainteresowanych czytaniem o planetach, które są podobne do naszej. Materiały powstawały z myślą o pracy z uczniami piątej i szóstej klasy szkoły podstawowej. Nic jednak nie stoi na przeszkodzie, by spróbować je wykorzystać w pracy z osobami trochę młodszymi lub starszymi.

Tekst do pobrania:
https://drive.google.com/file/d/0B4Znt_PeD4EER1J0Q05Idkluel8tZExmZGFYNXd1VHN2ZVln/view
Pytania do tekstu:
https://drive.google.com/file/d/0B4Znt_PeD4EEXzFXV0pMNElINmh1dFlZRElYcVIyUmRNMzJ3/view

Źródła, z których korzystałam przy pisaniu tekstu:


poniedziałek, 15 maja 2017

„Fleksja werbalna w mowie dzieci pięcioletnich” – recenzja


Agnieszka Banaszkiewicz, autorka „Fleksji werbalnej…”, przeprowadziła szereg rozmów z dziećmi pięcioletnimi, by móc zbadać odmianę czasowników w spontanicznych wypowiedziach pięciolatków. Przywoływana publikacja stanowi opis przeprowadzonych badań, a także opracowanie otrzymanych wyników wraz z płynącymi z nich wnioskami.

Na pochwałę zasługuje dobór grupy badanych. Agnieszka Banaszkiewicz przebadała dzieci różnej płci, mieszkające w różnych miejscowościach (duża i mała miejscowość) w różnych regionach Polski. Autorka bardzo wnikliwie przeanalizowała wypowiedzi badanych dzieci. W książce „Fleksja werbalna …” znajduje się szczegółowy zapis tych analiz, m.in. ilość form osobowych w wypowiedziach dzieci, częstotliwość używania czasu przeszłego, teraźniejszego i przyszłego, a także ilość form dziecięcych, które w języku uznane byłyby za błędy¹.

W podsumowaniu wyników zamieszczonym w rozdziale „Analiza porównawcza mowy dzieci pięcioletnich (ze względu na parametr płci i środowiska)” autorka wykorzystuje jednak mylące określenia – zamiast pisać o punktach procentowych, które faktycznie podaje, pisze o różnicy procentowej². W efekcie badaczka pisze np. o niewielkiej, jednoprocentowej różnicy w ilości form koniugacyjnych użytych przez chłopców i dziewczynki (dziewczynki 19,32%, chłopcy 18,37%), kiedy rzeczywista procentowa przewaga wynosi ~5%.

Mimo wszystko mogę polecić zapoznanie się z treścią książki, ponieważ podejmuje ona temat właściwie nieopracowany jeszcze w logopedii. Zalecam jednak uważne analizowanie podanych przez autorkę wniosków i porównywania ich z zamieszczonymi surowymi danymi.

Przypisy:
1) Autorka zakłada, że fleksja werbalna u dzieci pięcioletnich nie jest jeszcze w pełni wykształcona, dlatego też swoistych form fleksyjnych w mowie pięciolatków nie rozpatruje w kategorii błędów.
2) W publikacji dwukrotnie pojawia się też rzeczownik w bierniku w połączeniu z czasownikiem „używać”. Jest to błąd innego typu i znacznie mniejszego kalibru, jednak czuję się w obowiązku o tym wspomnieć.

Dokładne dane bibliograficzne książki:
Banaszkiewicz Agnieszka, 2011, Fleksja werbalna w mowie dzieci pięcioletnich, Lublin

czwartek, 4 maja 2017

Wiosna

Pory roku to dobra podstawa programów edukacyjnych, zwłaszcza dla dzieci. Dawniej cykliczne zmiany w przyrodzie wyznaczały roczny i dobowy cykl życia człowieka. Obecnie natura i zachodzące w niej przemiany nie mają już aż tak dużego wpływu na funkcjonowanie ludzi, jednak nie pozostają one bez znaczenia. Ilość naturalnego światła czy temperatura powietrza nawet dziś potrafią zaważyć choćby na sposobie spędzenia popołudnia.

Zdobywanie i utrwalanie wiedzy związanej z porami roku (a też, co za tym idzie, z roślinami, zwierzętami, ubraniami…) uważam za istotne w terapii logopedycznej. Dziś zachęcam do obejrzenia i pobrania logopedycznych materiałów na wiosnę.


Gra do ćwiczenia aparatu artykulacyjnego:
https://drive.google.com/file/d/0B4Znt_PeD4EEdWxpYzJqY1Fqa0JYcVRnRjBnN0dhOHZCbEY0/view
Proponowana instrukcja gry:
https://drive.google.com/file/d/0B4Znt_PeD4EEZTdkSU4wWUpxRWJnVzJjdGQyMjd4cWdrVHhz/view
Zestaw ćwiczeń aparatu artykulacyjnego do wklejenia uczniom do zeszytu w formacie A5:
https://drive.google.com/file/d/0B4Znt_PeD4EELTQ3a05LSGtnT3R4Wk9VN1N0ZkRnMlo4T0pZ/view

Przygotowałam też krótką kartę pracy do utrwalenia wiadomości o wiosennej przyrodzie:


Jak pracować z tą kartą? Polecam wskazywać palcem każdy kolejny obrazek i zadawać pytania:

  1. Czy wiosną liście zmieniają kolor i spadają z drzew?
  2. Czy na wiosnę pojawiają się przebiśniegi?
  3. Czy wiosną pada śnieg?
  4. Czy wiosną często są słoneczne dni?
  5. Czy na wiosnę na drzewach pojawiają się zielone liście?
  6. Czy wiosną kwitną tulipany?
  7. Czy wiosną można lepić bałwany?
  8. Czy wiosną można zjeżdżać na sankach?
  9. Czy wiosną można zobaczyć motyla?

Karta pracy do pobrania:
https://drive.google.com/file/d/0B4Znt_PeD4EEbFdGVXlfTS1WVFJsd1BhUmJCdVhJSzJwQmpV/view

niedziela, 23 kwietnia 2017

„Realizm intelektualny a realizm wizualny w działalności plastycznej osób z niepełnosprawnością intelektualną” – recenzja

Kinga Krawiecka, doktor nauk humanistycznych w dyscyplinie pedagogika, postanowiła sprawdzić realizm intelektualny oraz realizm wizualny u osób z niepełnosprawnością intelektualną w stopniu lekkim i umiarkowanym. W swoich badaniach prosiła osoby niepełnosprawne intelektualnie o narysowanie drzewa najlepiej jak się potrafi – w celu zbadania realizmu intelektualnego. Drugim zadaniem, tym razem mającym być podstawą do badań realizmu wizualnego, było odwzorowanie ilustracji przedstawiającej drzewa (ilustrację specjalnie do tego badania przygotował R. J. Szaszko). Oba zadania powtórzone były po godzinie, po trzech tygodniach i trzech godzinach.

Pozycja „Realizm intelektualny…” stanowi dokładny opis przeprowadzonych badań wraz z ich wynikami. Opis ten poprzedzony jest wstępem oraz dwoma rozdziałami:„Obraz jednostki z niepełnosprawnością intelektualną w świetle rozważań teoretycznych” (pierwszy rozdział) oraz „Osoba z niepełnosprawnością intelektualną w świecie plastyki – pomiędzy realizmem intelektualnym a realizmem wizualnym” (drugi rozdział).

Długość rozdziałów wstępnych, zwłaszcza tego pierwszego, jest według mnie poważną wadą publikacji. Kinga Krawiecka przeprowadziła badania, których przebiegu i wyniku byłam bardzo ciekawa… Minęło jednak trochę czasu zanim dotarłam do strony numer 165, czyli strony, na której podane zostały pierwsze informacje o sposobie przeprowadzonych badań.

Same procedury badawcze zostały opisane w publikacji w sposób zrozumiały. Nie zabrakło naprawdę szczegółowego opisu poszczególnych badanych elementów oraz testów i metod, które zostały użyte. Autorka solidnie opracowała także otrzymane wyniki oraz podzieliła się z czytelnikiem ciekawymi wnioskami. W aneksie książki znalazły się też przykładowe prace badanych osób oraz modelowa ilustracja, którą odwzorowywali uczestnicy badania.

To, czego naprawdę zabrakło mi w całej obszernej publikacji, w której przebieg badania i sposób oceny prac został przeprowadzony w sposób dokładny, wręcz drobiazgowy… Jest informacja o tym, jakimi kredkami rysowały badane osoby. Autorka napisała jedynie, że były to kredki świecowe. Jednak jako że analizowane były kolory rysunków, warto byłoby zawrzeć też informację przynajmniej o ilości dostępnych kredek i temperaturze ich barwy.

Brak szczegółowych danych na temat narzędzia, którego używały badane osoby to w moim odczuciu spore uchybienie. Długość wstępnych rozdziałów książki też traktuję jako wadę, choć dużo mniejszego kalibru. Za to zdecydowanymi zaletami publikacji są ciekawe podejście do tematu, rzetelne i bardzo skrupulatne opracowanie badań, a także solidne przygotowanie książki pod względem edytorskim.

Książkę „Realizm intelektualny…” zdecydowanie polecam. Mam też nadzieję, że zostaną kiedyś przeprowadzone analogiczne badania z zakresu realizmu intelektualnego i wizualnego u osób w normie intelektualnej.

Dokładne dane bibliograficzne książki:
Krawiecka Kinga, 2014, Realizm intelektualny a realizm wizualny w działalności plastycznej osób z niepełnosprawnością intelektualną, Warszawa

piątek, 14 kwietnia 2017

Logopedyczny las


Drzewa to bardzo logopedyczne rośliny. W sam raz nadają się do ćwiczeń różnicujących głoski szeregu szumiącego i syczącego. Drzewa mają bowiem korzenie, a na niektórych drzewach rosszyszki. Są też drzewa, z których gałązek wyrastają listki, zaś na samych gałązkach ptaszki czasem budują gniazda, składają w nich swoje jajeczka, a potem z tych jajek wykluwają się pisklęta (rzecz jasna, poprzez rozbicie skorupki jajka).

5 kwietnia był Dzień Leśnika i Drzewiarza, dlatego na początku poprzedniego tygodnia królował na moich zajęciach las. Las jednak przyjemny jest cały czas, więc nic nie stoi na przeszkodzie, by w innym terminie zabrać pacjentów do logopedycznego lasu.



Co robić w logopedycznym lesie?

Spacerować i ćwiczyć aparat artykulacyjny (do pobrania gra, instrukcja do gry oraz ćwiczenia do wklejenia do zeszytu w formacie A5):

Szukać roślin (do pobrania zestaw wyrazów, w których ukryły się nazwy roślin – doskonałe zadanie zwłaszcza dla starszych pacjentów):

środa, 5 kwietnia 2017

„Cztery pory roku. Zabawy plastyczne ze scenariuszami zajęć” – recenzja

W pracy logopedycznej lubię wykorzystywać elementy plastyki, dlatego chętnie kupiłam „Cztery pory roku. Zabawy plastyczne ze scenariuszami zajęć”, których autorką jest Emilia Koronka.

Książka wydana jest w grubej oprawie, a sama treść książki zamieszczona jest na lekko błyszczącym papierze. Co ważne, papier nie jest na tyle błyszczący, by mocno odbijać światło lampki. Całą książkę przeglądałam przy sztucznym świetle i nie miałam żadnych problemów z brakiem czytelności stron.

Dużym plusem publikacji jest podanie z imienia i nazwiska nie tylko autorki książki, ale też projektanta okładki, autora zdjęć, korektora oraz osoby odpowiedzialnej za opracowanie graficzne i skład. Sama książka jest zresztą naprawdę solidna pod względem graficzno-edytorskim.

Treść książki, zgodnie z tytułem, podzielona jest na cztery części nazwane porami roku. Pierwszą porą roku jest jesień, więc układ treści można uznać za szkolny. Dla każdej z pór roku autorka przygotowała ponad 20 pomysłów na prace plastyczne (po 26 dla jesieni, wiosny i lata oraz 30 dla zimy).

Każdy pomysł na pracę plastyczną umieszczony jest na osobnej stronie. Układ każdego wpisu jest zresztą analogiczny: najpierw podane są inspiracje, a więc to, z czym dziecko powinno się zapoznać przed wykonaniem zadania, następnie podawane są czynności, które powinno zrobić dziecko, by wykonać konkretną pracę plastyczną, a na końcu wypisane są dane bibliograficzne wykorzystanej literatury. Na dole każdej ze stron jest też przykładowe wykonanie zadania plastycznego.

Spójność wszystkich proponowanych przez autorkę zabaw plastycznych uważam za ogromną zaletę i jednocześnie przejaw dobrego opracowania prezentowanych treści. Dużym mankamentem „Czterech pór roku…” jest jednak to, że – wbrew tytułowi – nie zawiera on scenariuszy zajęć.

Kiedy myślę o scenariuszu zajęć, mam w głowie obraz mniej lub bardziej dokładnego konspektu. Pomysłu, jak przeprowadzić zajęcia, w jakiej kolejności wprowadzać treść… A także garści porad, na co trzeba zwrócić uwagę, co może sprawić dziecku trudność. Tymczasem opisy wykonania danych zadań są u autorki zwyczajnie skąpe. Niektóre zawierają dosłownie jednozdaniową instrukcję przygotowania pracy(!). Autorka zresztą już we wstępie książki pisała: „(…) Nie opisuję dokładnie przebiegu zabawy. Podaję tylko jej zarys i pokazuję efekt”.

Nie mam nic przeciwko formie książki, którą wybrała autorka. Sama zresztą kupiłam „Cztery pory roku…” z myślą o zaczerpnięciu inspiracji, a nie wykorzystaniu gotowych, dokładnych konspektów lekcji. Uważam jednak, że nazywanie kilkuzdaniowych instrukcji scenariuszami zajęć to spore nadużycie, które zwyczajnie wprowadza klienta w błąd.

Ja akurat z recenzowanej książki jestem zadowolona, ponieważ dostarczyła mi ciekawych pomysłów, które mogę dostosować do swoich zajęć. Bardzo cenię sobie publikacje, które są spójne i poddane dobrej korekcie edytorskiej, dlatego na „Cztery pory roku…” patrzę z dużą przyjemnością. Publikacja jest solidna i rzetelna. Tyle tylko, że jej tytuł nie współgra z jej treścią…


Dokładne dane bibliograficzne książki:
Koronka Emilia, 2015, Cztery pory roku. Zabawy plastyczne ze scenariuszami zajęć, Płock

sobota, 1 kwietnia 2017

Logopedyczni lokatorzy

W ostatnim tygodniu królowały u mnie budowle i budynki. To oznacza, że już w grze do ćwiczenia aparatu artykulacyjnego znalazły się m.in. domek, mostek nad rzeczką oraz zamek. Dalej też było ciekawie.

Podczas zajęć wykorzystałam pobraną ze strony www.pixabay.com ilustrację domu, który posiada sześć pustych okien. Zadaniem dziecka było powtórzyć podane przeze mnie słowo, a następnie… Narysować lokatora w wybranym przez siebie oknie.

I tak oto część dzieci z zadowoleniem rysowała w oknach członków swojej rodziny, inne dzieci radośnie umieszczały w oknach koty, psy, a nawet żyrafy… Pojawił się nawet dom strachów, którego mieszkańcami byli duch, wampir i inne upiory.



Szczerze polecam zabawę „logopedyczni lokatorzy”. Daje ona szansę na powtórzenie materiału w sposób, który jest dla dziecka atrakcyjny. Dodatkowo jeszcze pobudza kreatywność młodego pacjenta i, co uznaję za szczególnie wartościowe, tworzy okazję do spontanicznej rozmowy dotyczącej stworzonych przez dziecko lokatorów.

Szablon domu do pobrania:
https://drive.google.com/file/d/0B4Znt_PeD4EESWhFOWRxMmNUZGpYTldHZlJtLUFJSk4wQVFj/view

środa, 29 marca 2017

Autyzm – scenariusz zajęć nt. autyzmu

Już niedługo 2 kwietnia – Światowy Dzień Świadomości Autyzmu. Jest to dobry czas, by przeprowadzić z dziećmi zajęcia zwiększające wiedzę na temat tego zaburzenia. Jak to zrobić? Dzisiaj przedstawię swoją propozycję scenariusza zajęć dla młodszych klas szkoły podstawowej.

Celem zajęć jest:

  • przekazanie podstawowej wiedzy na temat autyzmu,
  • zwiększenie zrozumienia i poszanowania dla różnic między ludźmi,
  • uwrażliwienie na trudności, z którymi spotykają się osoby z autyzmem i rozbudzenie zrozumienia dla trudnych zachowań, które mogą w związku z tym przejawiać,
  • doświadczenie różnych sytuacji, które pomogą zrozumieć trudności w rozumieniu świata, jakie mogą mieć osoby z autyzmem.


Potrzebne rekwizyty:
  • karty dialogowe (ja polecam karty „Saga” wydawnictwa Klanza, ale myślę, że inne też się sprawdzą),
  • gra „Nos w nos” producenta Granna lub zapachowe olejki wraz z obrazkami ilustrującymi zapachy olejków.

Przebieg zajęć:

BURZA MÓZGÓW

Siadamy z dziećmi w kole na dywanie. Zadajemy dzieciom pytanie: „Co wiecie o autyzmie?” i czekamy na ich wypowiedzi.

PO BURZY MÓZGÓW

Wyjaśniamy, czym jest autyzm. Mówimy, że to zaburzenie rozwoju, którego objawami są zwykle:
  • unikanie kontaktu z innymi ludźmi, więc osoba autystyczna raczej sama nie rozpocznie rozmowy,
  • trudności z patrzeniem w oczy drugiej osoby, mimo że się słucha tego, co ona mówi,
  • nierozumienie panujących zasad, które utrudnia np. prawidłowe granie w klasy czy przechodzenie na pasach tylko na zielonym świetle,
  • niemówienie lub używanie bardzo niewielu słów, przykładowo, zamiast mówić „proszę, podaj mi wodę” osoba autystyczna może powiedzieć tylko „woda”,
  • samotne bawienie się w szeregowanie przedmiotów, układanie wież z klocków, ustawianie wszystkich zabawek obok siebie,
  • oraz niechęć do zmian, np. pójścia do szkoły inną drogą albo spędzenia wieczoru na imprezie urodzinowej rodzeństwa.
Ważne jest, by w swojej wypowiedzi odnosić się do tego, co wcześniej mówiły dzieci. Najlepiej, jeśli pamiętamy, kto podał jaką cechę autystyczną.
Na koniec naszej wypowiedzi warto wyraźnie zaznaczyć, że nie każda osoba z autyzmem będzie miała wszystkie wymienione wcześniej trudności. Każdy autystyk jest inny, ponieważ każdy człowiek jest inny.

KAŻDY CZŁOWIEK JEST INNY – DOŚWIADCZENIE RÓŻNIC

Kładziemy przed dziećmi karty dialogowe rewersem do góry. Talię najlepiej podzielić na dwie w miarę równe części i umieścić je obok siebie. Mówimy dzieciom, że teraz po kolei każdy będzie losować kartę i na podstawie znajdującej się na niej ilustracji mówił szczerze, co lubi. Najlepiej, jeśli my zaczniemy pierwsi i pokażemy w praktyce, na czym polega zadanie. Przykładowe możliwości to: wylosowanie ilustracji jabłka i podanie informacji, że lubimy owoce, wylosowanie kruka i podanie informacji, że lubimy spacery i obserwowanie natury.
Po każdej wypowiedzi dziecka należy zadać pytanie pozostałym – „Kto z Was też lubi…?”.
W kolejnej rundzie zadania każdy ma na podstawie wylosowanej ilustracji powiedzieć, w czym jest dobry. Przykładowo, po wylosowaniu ilustracji mędrca można podać informację, że jest się dobrym w rozwiązywaniu zagadek albo ma się dużą wiedzę na temat roślin.

CZASEM WSZYSCY JESTEŚMY ZAGUBIENI – DOŚWIADCZANIE ZAGUBIENIA

Wyjaśniamy dzieciom, że osoby z autyzmem mogą mieć problemy ze zrozumieniem rzeczywistości, która je otacza. Mimo że mają prawidłowy wzrok, nie zawsze wszystko dostrzegają. Mimo że mają prawidłowy słuch, mogą nie reagować na mocne hałasy lub denerwować się nawet przy cichych dźwiękach. Mimo że mają prawidłowy węch, mogą nie móc zrozumieć, co wąchają.
Kiedy dzieci zaczną zadawać pytania o to, jak to możliwe, prosimy je, by usiadły w kole. Następnie wyjmujemy jeden z pojemników zapachowych z gry „Nos w nos” i po kolei dajemy do powąchania każdemu dziecku. Zadaniem dzieci jest powiedzieć, jaki zapach poczuły. Aromaty z gry są dość specyficzne, więc zwykle skuteczność w odgadywaniu zapachów jest niewielka albo nawet zerowa. Zadanie należy wykonać dla kilku zapachów. Później należy pokazać dzieciom ilustracje do konkretnych zapachów (w przypadku gry „Nos w nos” proponuję znajdujące się w opakowaniu ilustracje jabłek, listków mięty, róży, dymiącego ogniska, mydła oraz trawy). Po tym, jak dzieci zobaczą ilustracje, jeszcze raz dajemy dzieciom do powąchania kubełek z aromatem (tym razem każde dziecko otrzymuje do powąchania inny zapach). Tym razem skuteczność w ustalaniu, jaki zapach się czuje powinna być znacząco wyższa.

PODSUMOWANIE

Prosimy dzieci, by przypomniały, jakie zachowania i trudności mogą przejawiać osoby z autyzmem. Korygujemy ewentualne błędy i nieporozumienia.
Później pytamy dzieci o to, czy każdy jest taki sam. Podczas komentowania wypowiedzi dzieci staramy się wspominać o tym, co mówiły różne osoby podczas zadania z kartami dialogowymi.
Kiedy wypowiedzą się wszystkie chętne dzieci, prosimy o to, by wypowiedziały się jeszcze na temat zadania z zapachami – czy było łatwo? Czy osobie z autyzmem, która codziennie doświadcza podobnych trudności łatwo jest zrozumieć świat?

czwartek, 16 marca 2017

„Metody i narzędzia diagnostyczne w logopedii” – recenzja

Diagnoza stanowi fundament późniejszych oddziaływań terapeutycznych, dlatego też bardzo ważne jest prawidłowe przeprowadzenie procesu diagnostycznego i postawienie właściwego rozpoznania. Chcąc poszerzyć swoją wiedzę z zakresu logopedycznych czynności sprawdzających, zakupiłam i przeczytałam „Metody i narzędzia diagnostyczne w logopedii”, których redaktorkami są Marlena Kurowska i Ewa Wolańska. Książka ta stanowi zbiór krótszych bądź dłuższych artykułów związanych z diagnozą logopedyczną.

Jestem czytelnikiem wybrednym i wymagającym. Cenię sobie nie tylko wartość merytoryczną tego, co czytam, ale także oczekuję ciekawego stylu pisania. Dodatkowo jeszcze jestem szczególnie wyczulona na błędy typograficzne, nawet podwójne spacje przy wyjustowanym tekście. Tych podwójnych spacji w „Metodach i narzędziach…” znalazłam ponad 5 (!). Pojawiły się też literówki, niekonsekwentne stosowanie minusów i półpauz oraz dwukrotne pominięcie zamknięcia nawiasu. Jak na liczącą niewiele ponad 300 stron pozycję tworzoną przy użyciu współczesnych narzędzi ilość błędów jest zwyczajnie porażająca. Próbowałam się doszukać w książce informacji o osobie lub instytucji odpowiadającej za korektę, jednak na próżno. W wielu sytuacjach gotowa byłabym to wszystko zignorować, ale nie wtedy, gdy chodzi o publikację naukową. Nie wtedy, gdy autorami tekstów są pracownicy znanych i cenionych uniwersytetów. Nie wtedy, gdy autorami niektórych tekstów są osoby posiadające wykształcenie polonistyczne. A już na pewno nie wtedy, gdy na okładce publikacji widnieje tekst: „Z Prac Towarzystwa Kultury Polskiego”!

Drugą kwestią, która znacząco obniżyła moją przyjemność płynącą z czytania publikacji jest rażąca niekonsekwencja w stosowaniu rodzaju przypisów. Część artykułów posiada w tekście przypisy bibliograficzne, a pod tekstem przypisy polemiczne¹, a w części artykułów przypisy dolne są używane jako przypisy bibliograficzne i polemiczne w jednym.

Treść książki jest już (na szczęście!) znacząco lepsza niż jej forma. Z dużym zaciekawieniem czytałam m.in. o analityczno-fonetycznej metodzie realizacji fonemów, o której pisała Danuta Pluta-Wojciechowska, a także o anomii, którą opisywała Małgorzata Rutkiewicz-Hanczewska oraz o rozumieniu tekstu w pragnozji, co z kolei zawarła w swoim tekście Justyna Wojciechowska. Dobrych artykułów jest w tej książce zresztą dużo więcej.

To właśnie dzięki wartości merytorycznej „Metody i narzędzia…” są pozycją godną polecenia. Szczególnie, że książka podejmuje tematykę ważną w pracy niemalże każdego logopedy. Nie ocenię jednak tej publikacji lepiej ze względu na partackie przygotowanie jej pod względem edytorskim.

Dokładne dane bibliograficzne książki:
Metody i narzędzia diagnostyczne w logopedii, 2015, Warszawa, red. Kurowska Marlena, Wolańska Ewa

Przypisy:
1. Ten sposób tworzenia przypisów jest według mnie przyjemniejszy. Raz, że rozdziela pozycje bibliograficzne od dodatkowych przemyśleń autora tworzonych niejako na marginesie danej publikacji, a dwa, że zwyczajnie jest czytelniejszy. Do szewskiej pasji doprowadza mnie skakanie do bibliografii w celu ustalenia, jaką pozycją jest nagminnie cytowane „Op. cit.”…

czwartek, 9 marca 2017

Logopeda po pracy…

W ostatnią sobotę, czyli 4 marca byłam na konferencji logopedycznej „Jak skutecznie wspierać rozwój mowy u dzieci - wyzwania stojące przed współczesnym logopedą”.


Program konferencji był napięty, ale wszystko przebiegło zgodnie z planem. Wyszłam po 10 godzinach z zapełnionym w całości notatnikiem od Dobrej Kadry. No i z głową pełną różnych refleksji, np. tych dotyczących wczesnej nauki czytania. Zgadzam się z tym, co mówiła w swoim wystąpieniu dr Łucja Skrzypiec – gotowość do nauki czytania u wielu dzieci występuje kilka lat przed rozpoczęciem edukacji w szkole podstawowej, warto więc uczyć czytania zanim dziecko zacznie edukację szkolną. A już z pewnością należy odpowiadać na pytania dziecka: „A co tu jest napisane?”. Łatwiej, przyjemniej i sensowniej jest przecież uczyć się czegoś, co jest ciekawe i przydatne.

środa, 22 lutego 2017

Kilka słów o tym, jak zaznaczam w książkach fragmenty, do których chcę jeszcze wrócić

Czytanie zawsze sprawiało mi przyjemność. Zaczynałam, rzecz jasna, od czytania krótkich utworów dla dzieci. Z czasem w moje ręce coraz częściej wpadały utwory obszerniejsze i trudniejsze w zrozumieniu. Do tej pory bardzo dobrze pamiętam, jak będąc uczennicą pierwszej klasy szkoły podstawowej w ciszy i z bardzo dużym zainteresowaniem czytałam w świetlicy szkolnej książkę „Drapieżcy i drapieżniki”, której autorką jest Barbara Polak.

W którymś momencie pojawiła się potrzeba zaznaczania najważniejszych lub z innego powodu istotnych dla mnie fragmentów czytanej książki. Ułatwiało to pracę na lekcji, jeśli książka była lekturą szkolną. Dawało też szansę na zachowanie łatwego dostępu do słów z książki, które wydały mi się szczególnie wartościowe.

Sposób zaznaczania cytatów, który przyjęłam sobie w liceum sprawdza się u mnie do tej pory. Fragment utworu, który mnie interesuje podkreślam ołówkiem lub też zaznaczam zakreślaczem (pod warunkiem, że książka jest moja!), a do samej kartki dodatkowo przyklejam samoprzylepną etykietę. Kiedy fragmentów do oznaczenia jest więcej niż kilka dodatkowo wprowadzam kolory. Każdy kolor zaznaczenia tekstu i etykiety związany jest z inną kategorią, do której przyporządkowuję cytat. Na samym początku książki wklejam wtedy kartkę samoprzylepną z legendą kolorów.


Ten sam sposób oznaczania cytatów mam wtedy, gdy czytam książkę fabularną w wersji elektronicznej. Nieoceniony jest tu program Okular, w którym można zaznaczyć fragment tekstu na dowolny wybrany przez siebie kolor. Dzięki tej funkcjonalności w pierwszym tomie „Emancypantek” Bolesława Prusa mam 80, a w drugim tomie aż 133 zaznaczone cytaty. W każdej chwili mogę wrócić do utworu, który z dużą przyjemnością przeczytałam na studiach i łatwo odnaleźć najciekawsze jego fragmenty.

Przez długi czas jednak nie mogłam znaleźć sobie sposobu zaznaczania cytatów w literaturze fachowej. Samo zaznaczenie ich w tekście wraz z informacją o numerze strony, na której się znajdują to jednak trochę za mało. Szczególnie, że nie raz mam swoje własne refleksje, które chcę dodatkowo zanotować, a dwa, że teksty naukowe często odwołują się do innych tekstów, które chciałabym później poznać.


Wczoraj zaczęłam czytać „Metody i narzędzia diagnostyczne w logopedii” pod redakcją Marleny Kurowskiej i Ewy Wolańskiej. Przyszedł mi wtedy pomysł na rozbudowanie mojego sposobu zaznaczania istotnych fragmentów publikacji. Teraz, jak i wcześniej, zaznaczam interesujący mnie fragment na kolorowo. Jeśli mam refleksje z nim związane, zapisuję je krótko na marginesie. Po zaznaczeniu fragmentu tekstu dodatkowo otwieram pierwszą białą stronę w książce i tworzę podpunkt z lapidarną informacją o tym, o czym jest cytowany fragment i zapisuję sobie jego stronę. Za to, jeśli w trakcie czytania publikacji znajdę informację o innej, z którą chciałabym się później zapoznać, to zapisuję ją sobie w podpunkcie na ostatniej białej stronie książki i dodaję niewielką wzmiankę o tym, czego mogę później chcieć w niej szukać.