Pokazywanie postów oznaczonych etykietą recenzja. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą recenzja. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 5 listopada 2023

„OPT (Oral Placement Therapy) for Speech Clarity and Feeding” – recenzja

„OPT (Oral Placement Therapy) for Speech Clarity and Feeding” to książka, którą napisała Sara Rosenfeld Johnson*. Opis wydawcy zawiera informację, że jest to przewodnik, który krok po kroku pozwoli wypełnić przestrzeń między tym, czego nas nauczono a tym, co potrzebujemy wiedzieć. Tytułowe Oral Placement Therapy, czyli terapia pozycji oralnej, to oddziaływanie logopedyczne łączące w sobie stymulację słuchową, wzrokową i dotykową. Jest to rozszerzenie standardowo nauczanych metod terapii logopedycznej o komponent taktylny, który często okazuje się kluczowy w procesie wspierania pacjenta. W związku z tym opis wydawcy uznaję za precyzyjny i zgodny z prawdą.

A co znajduje się wewnątrz książki? Znajdziemy tam rozdziały dotyczące m.in. kolejności działań koniecznych do wykonania, żeby wywołać daną głoskę, zadań fonacyjnych, ćwiczeń podniebienno-gardłowych, usprawniania pracy żuchwy, rozwijaniu sprawności warg oraz języka.

Bardzo podoba mi się zastosowanie układu „od ogółu do szczegółu”, ponieważ dzięki niemu już na początku książki (acz po uwagach wstępnych) dostajemy konkretną listę aktywności, które trzeba wykonać, aby uzyskać daną głoskę u pacjenta. Dopiero w dalszej części umieszczone są informacje bardziej szczegółowe, pozwalające zrozumieć, jak dokładnie dane aktywności muszą być wykonane. Opisy tych aktywności są zresztą bardzo rozbudowane – każda czynność podzielona jest na pomniejsze kroki, dzięki czemu osoba pracująca z pacjentem wg tych zaleceń może dokładnie zlokalizować, w którym miejscu zaczynają się trudności podopiecznego.

Wszystkie te informacje uzupełnione są jeszcze o znajdujący się na końcu słowniczek oraz umieszczoną na stronie 12. tabelę z rozpisanymi cechami poszczególnych głosek, tj. stopniem rozwarcia żuchwy, pozycją języka, układem warg oraz dźwięcznością lub jej brakiem oraz obecnością albo nieobecnością rezonansu nosowego. Tabela ta jest w moim odczuciu źródłem naprawdę dobrze usystematyzowanej wiedzy. Już samo przeanalizowanie dostępnych w niej informacji pozwala szybko zrozumieć, z czego mogą wynikać niektóre trudności podopiecznych, których etiologia do tej pory wydawała się trudna do uchwycenia.

Pamiętać trzeba, że „OPT (Oral Placement Therapy) for Speech Clarity and Feeding” to, jak zresztą słusznie podkreśla wydawca, przewodnik. W związku z czym otrzymamy w nim wiele praktycznych porad, jak krok po kroku prowadzić terapię. Mimo że na końcu książki zamieszczona została bibliografia, w samej treści publikacji nie znajdziemy natomiast wielu odniesień do konkretnych badań czy źródeł. W związku z czym, jeśli ktoś chce wiedzieć nie tylko, że dana technika działa, ale też dlaczego tak się dzieje, konieczne będzie poszukanie odpowiedzi w innych publikacjach.

Konieczne jest też zwrócenie uwagi polskiego czytelnika na to, że książk a „OPT (Oral Placement Therapy) for Speech Clarity and Feeding” napisana jest po angielsku i dotyczy terapii logopedycznej prowadzonej w tym języku. W związku z czym nie można jej bezrefleksyjnie stosować jako instrukcji do zajęć polskojęzycznych. Trzeba pamiętać o różnicach w sposobie realizowania różnych głosek w obu tych językach.

Z mojego punktu widzenia „OPT (Oral Placement Therapy) for Speech Clarity and Feeding” jest bardzo ciekawą publikacją, którą warto przeczytać. Zawiera ona wiele bardzo praktycznych wskazówek, pozwala zrozumieć przyczynę części trudności osób, z którymi pracujemy i lepiej dobrać metody terapeutyczne. Mimo że w książce tej znajdziemy informacje dotyczące pracy w języku angielskim, wiele pomysłów i strategii da się bezproblemowo zastosować w terapii polskojęzycznej. Z kolei tam, gdzie różnice językowe nie pozwalają na bezpośrednie przeniesienie konkretnych technik, pozostaje miejsce na inwencję własną logopedy polskojęzycznego.

Dokładne dane bibliograficzne: 

Rosenfeld Johnson Sarah, 2009, OPT (Oral Placement Therapy) for Speech Clarity and Feeding, TalkTools

* Na okładce książki widnieje zapis „Rosenfeld Johnson”, zaś na stronie edytorskiej „Rosenfeld-Johnson”.

niedziela, 29 stycznia 2023

„Beckman Oral Motor Assessment & Intervention” – recenzja szkolenia

Niedawno uczestniczyłam w dwudniowym szkoleniu „Beckman Oral Motor Assessment & Intervention”, które prowadziła Debra Beckman (kurs był prowadzony w języku angielskim). Ze względu na to, że szkolenia stacjonarne odbywają się jedynie w USA, zdecydowałam się na udział w formie zdalnej. Podczas tych dwóch dni część wykładowa i ćwiczeniowa przeplatały się ze sobą.

Pierwszego dnia większość czasu szkoleniowego została poświęcona na omawianie kwestii spożywania posiłków. Debra Beckman pokazywała różnorodne techniki pomagające w przyjmowaniu pokarmów osobom z tonicznym odruchem kąsania, wzmożonym odruchem wymiotnym czy tendencją do krztuszenia się. Dużo uwagi było też zwróconej na problem występowania refluksu oraz metod wspierania pacjenta z tą przypadłością. Osobom uczestniczącym w szkoleniu zostało zaprezentowanych wiele nagrań pacjentów w różnym wieku mierzącymi się z różnorodnymi trudnościami w zakresie przyjmowania pokarmów.

Z kolei podczas drugiego dnia głównym tematem była już diagnoza i terapia funkcji układu oro-facjalnego. Debra Beckman przedstawiła swój autorski program oceny sprawności ustno-twarzowej oraz metody terapii w przypadku zauważonych nieprawidłowości. Wszystkie procedury były dokładnie omawiane oraz pokazywane na nagraniach. Nagrania te uważam za bardzo wartościową część szkolenia – dzięki temu, że działania diagnostyczne i terapeutyczne były wcześniej sfilmowane, osoba prowadząca mogła w trakcie odtwarzania na bieżąco komentować prezentowane na ekranie aktywności. Po każdej zaprezentowanej i omówionej procedurze następował czas, w którym to osoby uczestniczące w szkoleniu ćwiczyły ich wykonywanie (na sobie lub na osobie towarzyszącej). Debra Beckman stale pomagała uczestnikom, jeśli mieli trudności w wykonaniu zadania.

Do niewątpliwych zalet tego szkolenia, poza liczbą i różnorodnością pokazywanych nagrań, należy też kontakt osoby prowadzącej z uczestnikami webinaru. Na wszystkie zadane przez kursantów pytania Debra Beckman udzieliła odpowiedzi jeszcze w trakcie spotkania. Podczas tego webinaru zaprezentowany został dokładny protokół oceny sprawności układu oro-facjalnego, dzięki czemu uczestnik po zakończeniu kursu posiada wiedzę i gotowe narzędzia do wykorzystania w pracy. Istotną zaletą tego szkolenia był też dołączony do niego skrypt. Zazwyczaj po ukończeniu szkolenia rzadko już zaglądam do skryptu, ale tu jest inaczej. Materiały szkoleniowe zawierają bowiem rozszerzenie wiedzy przekazanej podczas spotkania oraz dobrze opisany i zilustrowany(!) protokół diagnostyczno-terapeutyczny.

Sam skrypt, niestety, udostępniony został jedynie w wersji papierowej. Był on wysyłany, wraz z trzema narzędziami Beckman (szpatułka E-Z, szpatułka BPOP i gryzak), za pośrednictwem firmy kurierskim. Ze względu na to, że w moim przypadku konieczna była dostawa na inny kontynent, koszt kursu wzrósł o ponad 100$. Przesyłka była dobrze opakowana i wszystkie akcesoria dotarły do mnie kilka dni przed rozpoczęciem się kursu.

Koniecznie trzeba zaznaczyć, że spotkanie wymagało od kursanta skupienia i włożenia dużego wysiłku. W czasie trwania webinaru obowiązkowe było włączenie kamery, a samo szkolenie trwało 9,5 godziny dziennie (rozpoczynało się o godzinie 14:00 czasu środkowoeuropejskiego i kończyło pół godziny przed północą). W ten czas wliczone były przerwy (łącznie 1,5 godziny). Przerwa obiadowa (wypadająca w Polsce w godzinach wieczornych) rozpoczynała się i kończyła bardzo punktualnie. Webinar odbywał się na Zoomie, więc nie uniknęłam stałych i uporczywych problemów związanych z użytkowaniem tego programu…

Szkolenie „Beckman Oral Motor Assessment & Intervention” uznaję za bardzo ciekawe i dużo wnoszące do mojej pracy – głównie w zakresie terapii logopedycznej, ale pewne zdobyte umiejętności mają też przełożenie na prowadzoną przeze mnie terapię integracji sensorycznej. Zaprezentowane podczas szkolenia techniki doskonale sprawdzają mi się podczas zajęć z dziećmi, u których występują duże trudności w celowym wykonywaniu ruchów. Dotyczy to zarówno dzieci z trudnościami o charakterze dyspraksji, jak i tych dzieci, u których z uwagi np. na autyzm czy niepełnosprawność intelektualną, utrzymuje się obniżone rozumienie mowy.

piątek, 6 stycznia 2023

„TIPS & TECHNIQUES for the Z-Vibe & Z-Grabber” i „TIPS & TECHNIQUES for Biting & Chewing Skills” – recenzja

„TIPS & TECHNIQUES for the Z-Vibe & Z-Grabber” i „TIPS & TECHNIQUES for Biting & Chewing Skills” to publikacje, których autorem jest Debra C. Lowsky.

„TIPS & TECHNIQUES for the Z-Vibe & Z-Grabber” liczy łącznie 66, a „TIPS & TECHNIQUES for Biting & Chewing Skills” 36 stron (razem ze stroną edytorską, spisem treści i… Stroną na notatki). Obie książki zostały wydane w oprawie spiralnej, a tekst wydrukowano na stosunkowo grubym i sztywnym matowym papierze. Format obu publikacji to A5.

Format czy oprawa książki nie są kwestiami pierwszorzędnymi, ale mają niebagatelny wpływ na komfort czytelnika. Obie „TIPS&TECHNIQUES” są spisem różnego rodzaju porad i ćwiczeń, w związku z czym czytelnik zainteresowany poradami prawdopodobnie po pierwszym przeczytaniu publikacji będzie do nich jeszcze wracał – być może nawet w trakcie zajęć z pacjentem. Oprawa spiralna bardzo to ułatwia, ponieważ można położyć na biurku publikację otwartą na wybranej stronie, a książka nie zamknie się sama. Terapeuta może też czytać/oglądać materiał razem ze swoim pacjentem – tu znów forma wydania będzie bardzo sprzyjać takiej pracy, ponieważ wybrany przez wydawcę papier jest matowy, więc nawet w sztucznym świetle łatwo będzie przeczytać tekst. Dużą zaletą jest też format książek – A5 zmieści się nawet do małego plecaka czy torebki, dzięki czemu łatwo można zabrać je ze sobą.

W wydaniu  obu „TIPS&TECHNIQUES” bardzo podoba mi się też to, że cały układ treści jest bardzo estetyczny. Tekst jest czytelny i sensownie rozmieszczony na stronach. Wybrane interlinie i przerwy między poszczególnymi podpunktami pozwalają łatwo odnaleźć szukany fragment. Zajmują też dużą powierzchnię strony, dzięki czemu nie ma niepotrzebnie dużych marginesów. W książkach poza tekstem, znajdują się też grafiki ilustrujące sposób wykonania niektórych ćwiczeń. Grafiki te są bardzo czytelne i spójne pod względem stylu. Tekst publikacji jest też spójny pod względem stosowanych w nim zasad typograficznych. W tym temacie koniecznie muszę wspomnieć o stosowanej w tych wydaniach podwójnej spacji po kropce. Zwyczaj ten pochodzi z czasów, kiedy powszechnie używano maszyn do pisania. W polskiej typografii już właściwie nie istnieje, w USA z kolei jest znacznie mocniej zakorzeniony, choć ma już wielkie grono zdecydowanych przeciwników. Z mojego punktu widzenia jest to typograficzny smaczek i jednocześnie element spójności stylu. W korespondencji mailowej, którą wiele lat temu prowadziłam z firmą ARK jej przedstawiciel również stosował podwójną spację po kropce.

Obie książki są jednak nie tylko dobrze złożone i wydane, ale też dobrze napisane pod względem merytorycznym. Tematem publikacji „TIPS&TECHNIQUES for Biting & Chewing Skills” są sposoby uczenia gryzienia i żucia z wykorzystaniem narzędzi marki ARK. W książce znajdziemy więc krótkie rozdzialiki dotyczące m.in. przeglądu dostępnych narzędzi, ćwiczenia siły i stabilności żuchwy czy nauki separacji ruchów języka od ruchów żuchwy. Z kolei tematem „TIPS & TECHNIQUES for the Z-Vibe & Z-Grabber” jest wykorzystanie wibratorów marki ARK w terapii logopedycznej. W książce znajdują się rozdzialiki dotyczące dostępnych na rynku szpatułek do wibratorów oraz zasadności stosowania wibratorów w pracy logopedy. W dalszej części książki umieszczone zostały rozdziały poruszające m.in. tematykę ćwiczeń ust, stabilizacji i gradacji żuchwy, aktywności rozwijających umiejętność unoszenia języka i wykonywania nim ruchów lateralnych czy też podstaw terapii karmienia. Co warto zauważyć, proponowane w obu książkach ćwiczenia są bardzo różnorodne – dzięki temu terapeuta może się posiłkować opisanymi w publikacjach pomysłami nawet wtedy, gdy pacjent z jakiegoś powodu nie chce lub nie może wykonywać jednego z ćwiczeń. Debra C. Lowsky jednocześnie opisywała też, w jaki sposób można łatwo nieznacznie zmodyfikować niektóre aktywności lub też podnieść poziom ich trudności. Jest to ważne, kiedy dane ćwiczenia wykonuje się z pacjentem przez długi czas i niezbędne jest wprowadzenie nawet małych zmian, aby podopieczny logopedy nie był znużony stałym wykonywaniem tych samych czynności.

„TIPS & TECHNIQUES for the Z-Vibe & Z-Grabber” oraz „TIPS & TECHNIQUES for Biting & Chewing Skills” uznaję za bardzo wartościowe publikacje. Są one pełne pomysłów, które korzystnie przełożyły się na prowadzoną przeze mnie terapię. Ze względu na to, że zawierają one głównie opisy ćwiczeń i konkretnych technik terapeutycznych (a nie zawierają chociażby norm rozwoju umiejętności pokarmowych czy sposobów diagnozowania poziomu funkcji pokarmowych), obie książki kierowane jest do logopedów mających już przynajmniej podstawową wiedzę dotyczącą terapii oralno-motorycznej. Myślę, że dla wielu z nich publikacje te mogą być źródłem ciekawych pomysłów na urozmaicenie ćwiczeń w trakcie zajęć terapeutycznych.

Dokładne dane bibliograficzne:

  • Lowsky Debra C., 2005, TIPS & TECHNIQUES for the Z-Vibe & Z-Grabber, ARK Therapeutic Services, Inc. (dodruk 2020 r.)
  • Lowsky Debra C., 2011, TIPS & TECHNIQUES for Biting & Chewing Skills, ARK Therapeutic Services, Inc. (dodruk 2020 r.)

poniedziałek, 31 października 2022

„A sensory motor approach to feeding” – recenzja

„A sensory motor approach to feeding” to książka, którą napisały Lori Overland i Robyn Merkel-Walsh. Tytułowe podejście sensoryczno-motoryczne definiują one jako „podejście obejmujące przetwarzanie sensoryczne i rozwój umiejętności czuciowo-ruchowych w obrębie jamy ustnej, które są niezbędne do tego, by móc spożywać pokarmy w sposób bezpieczny, efektywny i odżywczy” [s. 9, tłum. Z.F.].

W publikacji Lori Overland i Robyn Merkel-Walsh opisują różnorodne przyczyny problemów z przyjmowaniem pokarmów, podają sposoby diagnozowania oraz proponują różne metody terapeutyczne. Z „A sensory motor approach to feeding” dowiedzieć się można m.in. jak przeprowadzić trening karmienia u dziecka z obniżonym napięciem mięśniowym, jak pomóc pacjentowi, który nie umie żuć oraz jakie strategie kompensacyjne można zastosować na wczesnym etapie terapii u dziecka mającego trudność w wykonywaniu ruchów lateralnych języka i przesuwaniem kęsa pokarmu wgłąb jamy ustnej.

Dużą zaletą książki jest bardzo dokładne opisanie krok po kroku poszczególnych proponowanych ćwiczeń i technik. Tam, gdzie było to potrzebne, zostały umieszczone kolorowe ilustracje lub fotografie uzupełniające opis słowny. W publikacji znalazły się też zdjęcia przywoływanych narzędzi terapeutycznych.

Nie zabrakło również miejsca na studia przypadków trojga dzieci z różnorodnymi trudnościami w przyjmowaniu pokarmów. Zostały tam zawarte informacje wstępne o pacjentach, cele terapii dziecka oraz proponowane procedury terapeutyczne. Tu, niestety, układ treści był według mnie niefortunny, ponieważ opisy poszczególnych aspektów pracy z dziećmi umieszczone zostały naprzemiennie – najpierw informacje wstępne dotyczące po kolei każdego dziecka, następnie metody diagnostyczne zastosowane u każdego pacjenta, a później dalsze opisy proponowanych działań terapeutycznych. Uważam, że łatwiejsze w odbiorze byłyby pełne opisy studiów przypadku przedstawione jeden po drugim, choć i obecny układ ostatnich rozdziałów powinien być zrozumiały dla uważnego czytelnika.

Książkę „A sensory motor approach to feeding” uważam za wartą przeczytania. Został w niej dobrze przedstawiony problem trudności w przyjmowaniu pokarmów o różnej etiologii, zostały też zaproponowane sposoby diagnozy i pomysły na interwencje terapeutyczne. Myślę, że publikacja ta najbardziej przyda się osobom, które dopiero zaczynają pracę z dziećmi wymagającymi wsparcia w zakresie karmienia (a warto mieć na uwadze, że wsparcia takiego często wymagają nawet dzieci bez innych stwierdzonych trudności). W przypadku logopedów i pozostałych terapeutów z większym doświadczeniem książka ta może być narzędziem do uzupełnienia i uporządkowania posiadanej wiedzy.

Dokładne dane bibliograficzne:
Overland Lori L. i Merkel-Walsh Robyn, 2013, A sensory motor approach to feeding, Charleston, TalkTools

niedziela, 28 sierpnia 2022

„Nowoczesny warsztat logopedyczny” – recenzja

„Nowoczesny warsztat logopedyczny”, to publikacja, w której autor – Piotr Jaworski – opisuje zastosowanie różnorodnych dostępnych na rynku narzędzi do szeroko pojmowanej terapii orofacjalnej.

Pomysł na książkę jest moim zdaniem rewelacyjny – obecnie w sprzedaży znaleźć można wiele naprawdę różnych akcesoriów, których użycie może znacząco przyspieszyć i uatrakcyjnić terapię. Jednocześnie bardzo trudno jest znaleźć rzetelny opis sposobu ich stosowania. Informacje dostępne na stronach sklepów zajmujących się dystrybucją tych narzędzi są zwykle bardzo zdawkowe. Krótki i mało precyzyjny opis zastosowania danego produktu już kilkukrotnie sprawił, że zrezygnowałam z zakupu drogich akcesoriów, ponieważ nie miałam pewności, jak dokładnie należy ich używać (i w związku z tym – czy przydadzą się w prowadzonej przeze mnie terapii).

W książce „Nowoczesny warsztat logopedyczny” Piotr Jaworski podaje sposoby użycia narzędzi różnych producentów i wskazuje produkty mające analogiczne zastosowanie. Co uważam za szczególnie ważne, prezentuje też fotografie zarówno samych akcesoriów, jak i ich zastosowania w terapii. Logopeda ma więc możliwość przeczytać dokładny opis narzędzi i zobaczyć ich konkretne wykorzystanie.

Mam jednak i pewnie zastrzeżenia co do tej publikacji. Dotyczą one przede wszystkim sfery edytorskiej. Przykładowo, na stronie nr 47 autor pisze „logopeda (…) da sobie rady”, gdzie z kontekstu zdaniowego wynika, że nie ma on na myśli dawania sobie przez logopedę (dobrych) rad, ale o to, że logopeda da sobie radę, poradzi sobie. W tekście w żaden sposób nie zostały też wyróżnione (np. cudzysłowem czy kursywą) oznaczenia głosek czy tytuły przywoływanych przez autora publikacji.

Z drugiej strony, autor pisze o „podawaniu w wątpliwość” (s. 25), co jako odbiorcę bardzo mnie cieszy, ponieważ obecnie bardzo często czytać można o, niepoprawnym z punktu widzenia językowego, „poddawaniu w wątpliwość”. Pod względem językowym bardzo mi też przypadł do gustu początek książki oraz sposób wprowadzenia tabelki podsumowującej na końcu publikacji.

Osobną kwestią jest wspomnienie przez autora, że atrakcyjne wizualnie gryzaki logopedyczne z ozdobami imitującymi kamienie szlachetne są dla dziewcząt (s. 43). Myślę, że w obecnych czasach nie trzeba już dzielić akcesoriów i zabawek na dziewczęce i chłopięce – niech każdy korzysta z tego, co mu się podoba.

Jak zatem oceniam książkę? Uważam ją za zbiór wartościowej wiedzy fachowej, którą trudno jest znaleźć w innych źródłach. Jest to publikacja, którą zdecydowanie warto przeczytać. Dobrze wprowadza ona w świat szpatułek, gryzaków i innych akcesoriów. Pomaga zrozumieć, do czego służą i jak można je wykorzystać w terapii. Myślę, że może być ona przydatna zarówno dla studentów logopedii, jak i czynnych zawodowo logopedów.

Dokładne dane bibliograficzne:
Jaworski Piotr, 2017, Nowoczesny warsztat logopedyczny, Jaworzno, Pjtherapeutic (wydanie drugie).

wtorek, 7 lipca 2020

„Badanie logopedyczne dzieci w wieku 2-8 lat” – opinia o szkoleniu

Uczestniczyłam dzisiaj w szkoleniu „Badanie logopedyczne dzieci w wieku 2-8 lat”, które w Logostrefie prowadziła Anna Zając.

Prowadząca mówiła w trakcie spotkania o tym, co warto diagnozować podczas spotkania z dzieckiem, jak przeprowadzić taką diagnozę oraz w jaki sposób opisać wyniki badania. Anna Zając wielokrotnie odwoływała się podczas webinaru do osobistych doświadczeń – opowiadała o różnych dzieciach, z którymi miała okazję pracować. Tego typu informacje uważam za bardzo cenne, ponieważ pomagają one lepiej zrozumieć trudności dzieci i tym samym dają szansę na udzielenie większego wsparcia terapeutycznego.

W czasie szkolenia Anna Zając dokładnie omawiała sposób, w jaki można zdiagnozować dziecko. Proponowane przez prowadzącą metody uznaję za wartościowe i warte poznania, ponieważ pozwalają one podczas spotkania diagnostycznego ocenić różne aspekty mowy i wymowy dziecka w sposób, który nie jest nadmiernie obciążający – ani dla dziecka, ani dla terapeuty.

Szkolenie miało jasną i uporządkowaną strukturę, a podczas całego webinaru Anna Zając bardzo dokładnie zapoznała uczestników kursu z tematem przewodnim spotkania. Zdecydowanie polecam je wszystkim zainteresowanym.

sobota, 9 maja 2020

„Warsztat logopedy: pomoce i pomocnicy” – szkolenie

Uczestniczyłam wczoraj w webinarium pt. „Warsztat logopedy: pomoce i pomocnicy”, który prowadziła Aleksandra Rosińska.

Szkolenie dotyczyło przede wszystkim sposobów przygotowywania i organizacji materiału dydaktycznego oraz prostych metod tworzenia pomocy logopedycznych, które można wykorzystać podczas terapii przez internet.

Webinarium oceniam bardzo dobrze. Program spotkania zawierał wszystko to, co powinien. Prowadząca w sposób ciekawy pokazała proste i darmowe narzędzia pomagające opracować materiał językowy na zajęcia oraz stworzyć materiał wizualny możliwy do wykorzystania zarówno na żywo, jak i online. Aleksandra Rosińska mówiła również o prawach autorskich i źródłach grafik, które można bezpłatnie wykorzystywać w robionych przez siebie pomocach. Jest to szalenie ważny temat, o którym – mam wrażenie – nadal mówi się za mało, więc bardzo dobrze, że pojawił się podczas szkolenia.

Szkolenie zdecydowanie polecam. Bardzo też przypadł mi do gustu sposób, w jaki Aleksandra Rosińska prowadziła webinar, więc na pewno wybiorę się też na inne prowadzone przez nią szkolenia.

poniedziałek, 27 kwietnia 2020

„Rozwój mowy – perspektywa neurobiologiczna” – szkolenie

Uczestniczyłam wczoraj w Cognitusie w szkoleniu online pt. „Rozwój mowy – perspektywa neurobiologiczna”, które prowadziła Krystyna Rymarczyk.

Wczorajszy webinar mnie po prostu zachwycił, a kursantką jestem szalenie wymagającą. Prowadząca przez 3 godziny opowiadała o tym, gdzie zlokalizowane i jak zorganizowane są w mózgu ośrodki mowy, jak dojrzewają różne struktury mózgowe kluczowe dla rozwoju mowy oraz jak mózg ludzki radzi sobie z uszkodzeniami tych struktur w zależności od tego, kiedy zadziałał czynnik szkodliwy.

To wszystko zresztą poparte było wynikami konkretnych badań i eksperymentów. Prowadząca omawiała je bardzo wnikliwie i pokazywała ich znaczenie dla rozumienia różnych zaburzeń mowy i języka, głównie afazji i tzw. SLI.

Szkolenie było absolutnie wspaniałe – zarówno w kwestii merytorycznej, jak i w kwestii samego sposobu przekazania wiedzy. Krystyna Rymarczyk zrobiła to po prostu świetnie. Polecam ten webinar, bo był naprawdę wartościowy.

niedziela, 26 kwietnia 2020

„Połykanie i pozycja spoczynkowa języka” – szkolenie

Uczestniczyłam wczoraj w Dobrej Kadrze w szkoleniu on-line pt. „Połykanie i pozycja spoczynkowa języka”, które prowadziła Iwona Michalak-Widera.

W trakcie webinaru prowadząca bardzo dużo mówiła zarówno o fizjologicznym niemowlęcym, jak i o fizjologicznym dojrzałym typie połykania. W programie szkolenia znalazło się też obszerne wyjaśnienie patofizjologii przetrwałego niemowlęcego sposobu połykania.

Szkolenia, które prowadzi Iwona Michalak-Widera są moim zdaniem wyjątkowe ze względu na bardzo dużą ilość podawanych konkretnych ćwiczeń i rozwiązań. Tak było i na tym szkoleniu. Prowadząca przedstawiła wiele różnych sposobów diagnozowania sposobu połykania i jeszcze więcej sposobów prowadzenia terapii w przypadku stwierdzenia nieprawidłowości.

To bardzo przydatne, bo tak naprawdę wielu logopedów bada u dzieci ich sposób przełykania, ale napotyka przy tym na bardzo różne trudności. Szkolenie „Połykanie i pozycja spoczynkowa języka” pozwalało zaznajomić się z licznymi sprawdzonymi strategiami pracy z pacjentami. Lubię szkolenia, które poza teorią dają konkretne umiejętności czy konkretne rozwiązania.

To, co jeszcze bardzo cenię w szkoleniach, które prowadzi Iwona Michalak-Widera, to stałe podkreślanie zarówno indywidualności każdego pacjenta, jak i logopedy. Prowadząca zawsze zwraca uwagę na to, że dobrych metod terapeutycznych jest wiele, ale skuteczność ich działania zależy również od tego, czy terapeuta jest do nich przekonany. Iwona Michalak-Widera jest typem prelegentki naprawdę mocno przekonanej o kompetencjach swoich słuchaczy i zachęcającej ich do szukania własnych rozwiązań. Niesamowicie mnie to cieszy, bo wiem, że podczas pracy z pacjentem często nie wystarcza sama wiedza książkowa. Trzeba samodzielnie szukać rozwiązań i poznawać rozwiązania, które wypracowali inni specjaliści.

Szkolenie szczerze polecam.

poniedziałek, 12 sierpnia 2019

„Crash Course Neurologia” – recenzja

„Crash Course Neurologia”, której autorką jest Mahinda Yogarajah, to książka opisująca podstawy wielu różnych chorób i zaburzeń neurologicznych oraz metody diagnozy neurologicznej. Grupą docelową podręcznika są studenci medycyny, a sam podręcznik w założeniu ma pełnić rolę repetytorium. Mimo że nie studiuję medycyny, zdecydowałam się zapoznać z treścią książki „Crash Course Neurologia” mając nadzieję, że zawarte w niej informacje będą przydatne w mojej pracy jako terapeuta integracji sensorycznej.

No i nie zawiodłam się.

Do szczególnie ważnych rozdziałów dla terapeuty integracji sensorycznej należą rozdział 4. – „zaburzenia »wyższych« czynności korowych”, rozdział 13. – „zaburzenia czynności móżdżku”, rozdział 17. – „zaburzenia chodu” oraz rozdział 34. – „Wpływ niedoborów witamin i substancji toksycznych na układ nerwowy”.

W rozdziale „zaburzenia »wyższych« czynności korowych” zawarte są informacje na temat funkcji kory mózgowej w płacie czołowym, skroniowym, ciemieniowym i potylicznym wraz z opisem efektów uszkodzenia każdego z nich. Gdzie szukać przyczyn trudności pacjenta, u którego obecne są odruchy prymitywne takie jak np. odruch chwytny? A co jest przyczyną trudności pacjenta niemogącego rozpoznać przedmiotów na podstawie samego dotyku? Wszystkiego tego dowiedzieć się można z czwartego rozdziału „Crash Course Neurologia”.

Z kolei w rozdziale „zaburzenia czynności móżdżku” znaleźć można odpowiedzi na pytania o funkcje móżdżku i objawy jego uszkodzenia. Są w nim też informacje o sposobie interpretowania próby „palec – nos” oraz sposobie klinicznego zaobserwowania hipotonii mięśni (do wykonania próby nie jest potrzebny żaden dodatkowy sprzęt, więc terapeuta integracji sensorycznej może ją przeprowadzić w swojej sali bez względu na to, jak jest ona wyposażona).

O badaniu czynności móżdżku warto poczytać również w rozdziale „zaburzenia chodu”. To tam umieszczona została m.in. wzmianka o tym, co bywa niekiedy jedynym przejawem nieznacznej ataksji móżdżkowej. W tej części książki zawarte są też między innymi wiadomości o możliwych przyczynach trudności w chodzeniu „stopa za stopą” oraz sposobie przeprowadzania próby Romberga i interpretowaniu jej wyników. Chodzenie wydaje się prostą i oczywistą czynnością, a dostarcza ono terapeucie wiele bardzo istotnych informacji o ewentualnych trudnościach pacjenta.

Co podejrzewać u pacjenta, który zgłasza występujące od niedawna nieprawidłowe czucie w obrębie stóp? A co u pacjenta prawidłowo czującego dotyk na skórze, ale nieprawidłowo odbierającego bodźce związane z wibracją i ułożeniem ciała (propriocepcją)? Otóż okazuje się, że podejrzewać można niedobory witamin, co dobrze opisane jest w rozdziale „Wpływ niedoborów witamin i substancji toksycznych na układ nerwowy”.

Do niewątpliwych zalet i cech wyróżniających „Crash Course Neurologia” należy też rozdział „Samoocena”, w którym czytelnik może sprawdzić, jak dobrze przyswoił wiedzę zawartą w podręczniku. Co ważne, w repetytorium są nie tylko podane właściwe odpowiedzi na pytania testowe, ale umieszczone jest też dokładne wyjaśnienie, które pomaga lepiej zrozumieć, dlaczego dana odpowiedź jest prawidłowa.

„Crash Course Neurologia” to pozycja książkowa, w której widać duży wkład w treść redaktora wydania polskiego oraz tłumacza – w książce znaleźć można liczne przypisy umieszczone przez te osoby. Niekiedy są to wręcz przypisy wchodzące w polemikę z informacjami zawartymi w oryginalnej wersji podręcznika.

Czy książka „Crash Course Neurologia” ma też wady? W gruncie rzeczy największą wadą jest… Papier, na którym jest wydrukowana. Lekko odbija on światło, co utrudnia czytanie go blisko lampy, a dodatkowo jest jeszcze śliski, przez co tusz zakreślaczy nie wchłania się estetycznie i pozostawia ciemne plamy w miejscu oderwania zakreślacza od kartki.

„Crash Course Neurologia” to pozycja książkowa, którą z czystym sumieniem polecam terapeutom integracji sensorycznej. Warto jednak pamiętać, że nie jest to podręcznik, lecz bardziej repetytorium. W treści publikacji niewiele jest informacji o budowie ośrodkowego układu nerwowego, ale zawarte są wiadomości o jego funkcjonowaniu i sposobach diagnozowania ewentualnych nieprawidłowości w tym zakresie. Z tego względu wcześniej warto zapoznać się z klasycznymi podręcznikami dotyczącymi neurofizjologii, a dopiero później sięgnąć po „Crash Course Neurologia”.

Dokładne dane bibliograficzne:
Yogarajah Mahinda, 2016, Crash Course Neurologia, Wrocław, Edra Urban & Partner (wydanie czwarte), tłum. Turaj Wojciech

poniedziałek, 15 lipca 2019

„Integracja sensoryczna w rozwoju dziecka. Podstawy neurofizjologiczne” – recenzja

„Integracja sensoryczna w rozwoju dziecka. Podstawy neurofizjologiczne”, której autorką jest Maria Borkowska to stosunkowo nowa na rynku pozycja książkowa.

Sama integracja sensoryczna nadal jest dość młodą dziedziną, a na polskim rynku wciąż zauważalny jest brak rzetelnych publikacji na jej temat. Publikacji tych co prawda stale przybywa, jednak ciągle odczuwałam niedosyt książki, która w sposób prosty wyjaśniałaby podstawy integracji sensorycznej, ale jednocześnie przekazywałaby solidną dawkę wiedzy. Takiej książki, którą mogłabym polecić swoim kursantom lub dociekliwym rodzicom moich podopiecznych.

„Integracja sensoryczna w rozwoju dziecka. Podstawy neurofizjologiczne" jest taką właśnie pozycją. Maria Borkowska w sposób prosty i dobrze zorganizowany podała oraz omówiła naprawdę sporą dawkę informacji. Na nieco ponad dwustu stronach formatu zbliżonego do A4 autorka m.in. opisała budowę ośrodkowego układu nerwowego oraz przedstawiła wiadomości na temat odbieranych przez człowieka bodźców i ich wzajemnych powiązań.

Na szczególną uwagę zasługują ryciny zawarte w książce. Są one duże i czytelne. W porównaniu do tych, które widywałam w podręcznikach do neurologii, to są one gigantyczne oraz niesamowicie wręcz przejrzyste. Dodatkowym atutem jest to, że zawierają jedynie polskojęzyczne (a nie łacińskie) nazwy przedstawianych struktur anatomicznych.

W książce znalazły się też jednak wiadomości wymagające sprostowania. Na stronie nr 74 zamieszczona jest informację, że jądra podstawne są istotą białą – w rzeczywistości są one jednak istotą szarą. Na stronie numer 132 z kolei w opisie odruchu Galanta jako reakcję odruchową podany został wyprost (zamiast ugięcia) nogi po stronie drażnionej.

Całą książkę uznaję jednak za bardzo udaną i uważam, że mogę ją polecać zarówno swoim kursantom, jak i rodzicom dzieci, którzy chcą się dowiedzieć więcej o neurofizjologicznych podstawach integracji sensorycznej. Maria Borkowska w sposób prosty i zrozumiały opisała ten niezmiernie bogaty w informacje temat. „Integracja sensoryczna w rozwoju dziecka. Podstawy neurofizjologiczne” powinna odpowiedzieć na potrzeby tych wszystkich, którzy oczekują solidnej dawki wiedzy bez konieczności sięgania po nią do opasłych tomów podręczników do neurologii i fizjologii.

PS Wysłałam już do wydawnictwa Harmonia informacje o znalezionych przeze mnie w książce nieścisłościach i bardzo szybko(!) otrzymałam satysfakcjonującą mnie odpowiedź.

Dokładne dane bibliograficzne:
Borkowska Maria, 2018, Integracja sensoryczna w rozwoju dziecka. Podstawy neurofizjologiczne, Gdańsk, Grupa Wydawnicza „Harmonia” (wydanie pierwsze)

niedziela, 14 kwietnia 2019

„Odruchy oralne u noworodków i niemowląt. Diagnoza i stymulacja” – recenzja

„Odruchy oralne u noworodków i niemowląt. Diagnoza i stymulacja” to nowa na rynku książka, której autorką jest Mira Rządzka.

W publikacji autorka opisuje wyniki przeprowadzonych przez siebie badań Prymitywnych Noworodkowych Reakcji Oralnych (PNR) w trzech grupach dzieci: bez stwierdzonych deficytów rozwojowych, ze stwierdzonym zespołem Downa oraz ze stwierdzonym zakażeniem wirusem cytomegalii.

Do niewątpliwych zalet publikacji należy solidny i rzetelny opis odruchów noworodkowych (PNR-ów) wraz ze sposobem ich wywołania oraz informacjami dotyczącymi rozwoju tych odruchów w późniejszych miesiącach życia dziecka. Wiedza ta zamieszczona została w formie zwykłego tekstu oraz w formie tabelarycznej.

Autorka zamieściła w książce również sposób postępowania zastosowany w terapii dzieci przejawiających nieprawidłową (nadmierną bądź niedostatecznie mocną) reakcję odruchową. Podany zostały też odsetek noworodków i niemowląt, u których postępowanie to przyniosło oczekiwany efekt.

Szczególnie ciekawy w mojej ocenie jest rozdział 5.3 zatytułowany „Istota oraz dojrzewanie ssania i połykania”. Rozpoczyna się on słowami „PNR ssania i połykania wydaje się najlepiej poznaną odruchową reakcją. Pomimo to istnieje wiele rozbieżności dotyczących jego mechanizmów” [Rządzka: 2019, s. 74]. W dalszej części artykułu autorka przytacza bardzo interesujące opisy mechanizmu ssania i połykania, jakie podają różni specjaliści. Mira Rządzka odwołuje się też do wyników konkretnych badań naukowych oraz wspomina o własnych obserwacjach i wysnutych z nich wnioskach.

Wart odnotowania jest też następny rozdział zatytułowany „Ssanie a karmienie alternatywne”. Wszystkim tym, którzy ciekawi są, czy karmienie dziecka butelką powoduje u niego zaburzenia orofacjalno-artykulacyjne polecam sięgnięcie do omawianej publikacji. Podobnie jak osobom, które zastanawia, czy ssanie smoczka na wczesnym etapie rozwoju nauki ssania może mieć negatywny wpływ na ssanie odżywcze. Wspomnę tylko, że informacje zawarte w tym rozdziale mogą być kojące dla wielu rodziców.

Zwieńczeniem całej publikacji jest „Karta badania prymitywnych noworodkowych reakcji oralnych (PNR)”, którą stworzyła i opracowała dr n. o zdr. Mira Rządzka. „Karta…” ta zajmuje 3 strony książkowe i zawiera: opis sposobu wykonania badania, opis oczekiwanej reakcji badanego dziecka oraz miejsce na zaznaczenie zaobserwowanej reakcji. „Karta…” jest naprawdę czytelna i dobrze opracowana. Jedyne, co budzi moją wątpliwość to rozmiar samego narzędzia diagnostycznego – format książki, w której się on znajduje jest większy niż A5, ale istotnie mniejszy niż A4. Oznacza to, że może się pojawić problem z kserowaniem narzędzia, gdyż dwie strony „Karty…” niekoniecznie zmieszczą się na papierze formatu A4. Z kolei po wykonaniu kserokopii każdej strony na osobnej kartce pozostanie dużo wolnego miejsca dookoła odbitego tekstu.

Treść całej publikacji jest naprawdę dobrze uporządkowana i zorganizowana. Mimo to zauważalna jest też pewna drobna niekonsekwencja w układzie zamieszczonych informacji. W podrozdziałach 4.1.1-4.1.10 autorka podaje problemy wynikające z wygórowanej i obniżonej reakcji odruchowej dziecka (każdy podrozdział dotyczy innego odruchu). W niektórych podrozdziałach najpierw pojawia się informacja o skutkach nadmiernego odruchu, a dopiero po niej informacja o skutkach zbyt słabej reakcji odruchowej, a kiedy indziej kolejność jest odwrotna. Trudno jednak traktować to w kategorii błędu, a co najwyżej pewnej niespójności, która nie wpływa negatywnie na wartość zamieszczonych w książce wiadomości.

Książkę oceniam bardzo dobrze. Dotyczyła ona tematyki dość rzadko poddawanej wnikliwym analizom. Dodatkowo Mira Rządzka w sposób szczegółowy opisała własne badania i wyciągnięte z nich wnioski, a ponadto często odwoływała się do współczesnych badań medycznych. Co ważne, w swojej pracy odnosiła się też (niekiedy krytycznie) do wielu dostępnych na polskim rynku publikacji poruszających temat noworodkowych odruchów oralnych.

„Odruchy oralne u noworodków i niemowląt. Diagnoza i stymulacja” to pozycja książkowa, którą zdecydowanie polecam wszystkim neurologopedom, rodzicom (i stałym opiekunom) noworodków i niemowląt mających trudności w zakresie przyjmowania pokarmów, jak również terapeutom integracji sensorycznej pracującym z dziećmi poniżej pierwszego roku życia.

Dokładne dane bibliograficzne:
Rządzka Mira, 2019, Odruchy oralne u noworodków i niemowląt. Diagnoza i stymulacja, Kraków, Oficyna Wydawnicza „Impuls”

niedziela, 18 listopada 2018

Makaton III

Tydzień temu piątek i sobotę (9 i 10 listopada) byłam na szkoleniu Makatonu III stopnia w Poznaniu.

Widok z okna sali szkoleniowej. Dobrze, że zdjęcie zrobiłam już w piątek, bo w sobotę była tak duża mgła, że z okna nie było widać niczego.
Makaton jest metodą komunikacji alternatywnej i wspomagającej. W jego skład wchodzą gesty i symbole graficzne. Możliwe jest stosowanie zarówno samych gestów lub symboli, jak
stosowanie gestów i symboli łącznie.

Wielokrotnie pisałam już, że jestem wielką miłośniczką Makatonu. Wynika to z faktu, że jest to dobrze opracowana i wciąż rozwijana metoda komunikacji dostosowana do warunków życia w Polsce. Makatońskie gesty są przemyślane i tam, gdzie to możliwe, inspirowane popularnymi gestami funkcjonującymi wśród użytkowników języka polskiego. Makatońskie piktogramy również związane są z realiami życia w Polsce.

Szkolenie III stopnia, na którym ostatnio byłam obejmowało m.in. naukę znaków z poziomów 5-8 (słownictwo z niższych poziomów, to bardziej podstawowe, pojawiało się na wcześniejszych szkoleniach). Część zajęć poświęcona była też sposobom tłumaczenia tekstów kultury na makatoński. Wbrew pozorom nie jest to zadanie łatwe, ponieważ wymaga nie tylko samego przetłumaczenia tekstu, ale też jego zinterpretowania i, niekiedy, również uproszenia. Trzeba przecież pamiętać, że Makatonem często porozumiewają się osoby mające mniejszą kompetencję komunikacyjną niż ich rówieśnicy. Na szkoleniu III stopnia było też więcej informacji na temat gramatyki w Makatonie. Cieszy mnie to niezmiernie, ponieważ właśnie zajęcia o makatońskiej gramatyce najlepiej pokazują, że Makaton to nie tylko zbiór gestów czy grafik, ale język, a więc system posiadający zarówno elementy budulcowe (gesty, obrazki), jak i konkretne zasady ich łączenia.


Szkolenie było po prostu świetne i naprawdę cieszę się, że mogłam w nim uczestniczyć. Wszystkim zainteresowanym tematyką komunikacji alternatywnej i wspomagającej polecam poznanie Makatonu.

niedziela, 19 sierpnia 2018

„Jak ocenić dojrzałość dziecka do nauki?” – recenzja

Po książkę „Jak ocenić dojrzałość dziecka do nauki?”, której autorką jest Sally Goddard Blythe, sięgnęłam przede wszystkim z chęci poszerzenia swojej wiedzy na temat metod diagnozowania i wygaszania przetrwałych odruchów pierwotnych. Chciałam też jednak dokładniej poznać program ćwiczeń integrujących, które opracowali Sally Goddard Blythe oraz Peter Blythe.

Kiedy zamówiona książka już do mnie dotarła, ze zdziwieniem zauważyłam, że ma ona dość nietypowy format. Jej szerokość wynosi ~21 cm, a wysokość niespełna 25 cm. Oznacza to, że jest mniej więcej szerokości kartki A4, ale jest też od niej istotnie niższa. Zaciekawiona zaczęłam kartkować książkę i z zadowoleniem odkryłam, że w całej książce zostały zastosowane bardzo duże marginesy – ponad 5 cm z zewnętrznej strony! W publikacji fachowej takie marginesy to prawdziwy skarb, który umożliwia łatwe i przyjemne notowanie wszystkich refleksji, które najdą człowieka w trakcie czytania.

Gorzej, jeśli te refleksje i odczucia nie są przyjemne. A, uczciwie mówiąc, tak często bywało u mnie podczas lektury „Jak ocenić dojrzałość dziecka do nauki?”.

Pierwsze nieprzyjemne odczucia pojawiły się zanim jeszcze w ogóle dotarłam do spisu treści. Moją uwagę przykuła wówczas znajdująca się stronę wcześniej informacja, że… „This book is a revised and extended version of (…)”. Na próżno szukałam niżej tłumaczenia na polski.

Kolejną sprawą, która nie przypadła mi do gustu był bardzo nietypowy sposób tworzenia przypisów. Odsyłaczem do przypisów polemicznych były gwiazdki – każdy kolejny taki przypis w tekście zawierał o jedną gwiazdkę więcej niż poprzedni. Sam przypis znajdował się na dole strony i zapisany był mniejszymi literami niż główny tekst. Jako że takich przypisów było bardzo mało, nie pojawił się w problem nadmiernej liczby gwiazdek w tekście. Dużo gorzej było jednak z przypisami bibliograficznymi. Odsyłaczem do nich były co prawda kolejne liczby zapisane w indeksie górnym cyframi arabskimi, ale sam przypis znajdował się na końcu… Rozdziału. Przypisy te nie były zresztą zatytułowane „Przypisy”, ale „Literatura”.

Taki sposób tworzenia przypisów uznaję jednak nie za błędny, ale niefortunny. Co jednak powiedzieć o zdefiniowaniu dysdiadochokinezy jako „umiejętność wykonania szybkich ruchów naprzemiennych” [s. 13]? Umiejętność wykonania szybkich ruchów naprzemiennych to diadochokineza. Przedrostek „dys” oznacza występowanie dysfunkcji, wobec czego „dysdiadochokineza” to niepełna, zaburzona możliwość wykonywania szybkich naprzemiennych ruchów.

Z kolei na stronach numer 42 i 43 opisany został test czworakowania, a dokładniej to etapy nauki czworakowania, następnie sposób, w jaki należy przeprowadzić test i obserwacje, które należy poczynić w trakcie obserwowania, jak dziecko wykonuje zadanie. Dalej jest też podana punktacja:
„2.2.3.3. Punktacja
  • Nie stwierdzono żadnej nieprawidłowości.
  • Odnotowano jedną nieprawidłowość.
  • Stwierdzono dwie nieprawidłowości.
  • Stwierdzono trzy nieprawidłowości.
  • Stwierdzono cztery nieprawidłowości” [s. 43].
Ze względu na brak informacji, ile punktów należy przyznać za dane wykonanie zadania, uznam jednak, że punktacja to nie jest. Choć wszystkie możliwości oceny zostały wypunktowane…

Problematyczna jest też przedstawiona na stronie numer 78 punktacja do testu fiksacji, konwergencji i kontroli ruchów sakadowych:
„3.4.1.2 Punktacja do testu fiksacji, konwergencji i kontroli ruchów sakadowych
0 Prawidłowe odczytanie symboli, bez omyłkowych pominięć, powtórzeń, wodzenia palcem po kartce.
1-3 Punktacja zależy od liczby pominięć, powtórzeń, nieprawidłowych odpowiedzi.
4 Niezdolność do prawidłowego odczytania sekwencji symboli.” [s. 78].

Pierwsza i ostatnia pozycja są zrozumiałe, ale co w sytuacji, gdy dziecko popełni np. dwa błędy? Ile punktów należy przyznać? 1, 2, a może 3?

Osobną kwestią jest dla mnie wartość diagnostyczna tego testu w warunkach polskich, ponieważ wśród znaków, które dziecko musi nazwać jest „Q”. Zdaję sobie sprawę z tego, że rzadko które dziecko tej litery nie zna, choćby ze względu na powszechną naukę języka angielskiego, ale jednak należy mieć na uwadze, że jest to litera, która w polskim alfabecie nie występuje. Zabrakło mi w publikacji choćby drobnej wzmianki na ten temat. Szczególnie, że na czwartej stronie książki widnieje informacja o osobie, która udzieliła konsultacji merytorycznej.

Czym jednak są nieprecyzyjne instrukcje dotyczące punktacji wobec… Braku punktacji. Na stronie numer 79 został opisany test integracji wzrokowej razem z informacją, jak go przeprowadzić. Nie ma jednak najmniejszej wzmianki o tym, jak go ocenić. Drobną sugestią mogą być jedynie zamieszone na stronie numer 94 arkusze wyników dla testów wykonywanych w grupie 7+. W nich bowiem jest możliwość zaznaczenia, że osoba badana otrzymała: 0 punktów lub 1 jeden punkt lub 2, 3, albo 4 punkty. Jak je jednak przyznawać? Mówiąc szczerze – nie mam najmniejszego pojęcia.

Brak punktacji brakiem punktacji. Przynajmniej wiadomo, jak przeprowadzić test… Czego nie można już powiedzieć o opisanym na stronie numer 80 teście różnicowania dźwięków.

Pierwszym zadaniem dziecka w tym teście jest podanie dźwięków, które odpowiadają kilku wymienionym spółgłoskom. Niech już będzie, że da się przeczytać „b” czy „d” w izolacji, choć tak faktycznie jest to niemożliwe. Zawsze pojawi się choćby krótki dźwięk samogłoskowy.

Drugim zadaniem dziecka jest podanie dźwięków, które odpowiadają zbitkom spółgłoskowym. Na początku podane jest „rz”. Niech już będzie, mamy w języku polskim słowo „marznąć”, w którym faktycznie jest zbitka spółgłoskowa „rz”. Ale jaką zbitką spółgłoskową jest „cz” albo „sz”? W języku polskim ten zapis dwóch liter odpowiada jednemu dźwiękowi mowy.

Trzecim zadaniem dziecka jest podanie dźwięków odpowiadających konkretnym sylabom. Nie mam uwag co do tego zadania, ponieważ wszystkie podane w nim sylaby funkcjonują w języku polskim.

Co może być gorsze od niejasności dotyczących procedury przeprowadzania testu? Brak procedury przeprowadzania testu! Na stronie numer 85 pojawia się taka informacja:
„3.6.3 Zaburzenia percepcji przestrzennej
Zaburzenia percepcji przestrzennej można stwierdzić na podstawie wielkości, kierunku i rozkładu figur na kartce. Niewielkie problemy z postrzeganiem przestrzeni są widoczne w nieregularności w wielkość [sic! – przyp. Z.F.] figur na rycinie 3.9 i rzędach figur odchylających się ku dołowi i na prawo na rycinie 3.10” [s. 85].
I… To tyle na temat percepcji przestrzennej. Dziesięć stron dalej znajdują się arkusze wyników dla testów wykonywanych w grupie 7+, a wśród nich „Tansey – percepcja przestrzenna” oraz „Zaadaptowany test wzrokowo-motoryczny Bender Gestalt – percepcja przestrzenna”. Wynik każdego testu zaznaczyć należy na pięciostopniowej skali (od 0 do 4).

Poza wyżej opisanymi nieścisłościami, błędami i brakami, w publikacji znalazły się też drobniejsze uchybienia. Na przykład to, że integracja wzrokowo-ruchowa otrzymała w nawiasie anglojęzyczny skrótowiec „VMI”, kiedy pozostałe przywoływane skrótowce były tworzone od nazw polskich np. „TOB” od „tonicznego odruchu błędnikowego”. Również kursywa była w całym tekście stosowana w sposób co najmniej zastanawiający, ponieważ kursywą zapisywane były wyrazy, na które czytelnik ma zwrócić szczególną uwagę. Lepszym rozwiązaniem byłoby jednak podkreślenie lub wytłuszczenie wyrazów. Albo zapisanie ich wielkimi literami. Albo zwiększenie odległości między literami tego wyrazu. Albo nawet wstawienie wykrzyknika w nawiasie zaraz za słowem, którego czytelnik nie powinien pominąć.

W tym wszystkim najgorsze jest, że publikacja wcale nie jest zła do cna. Duża część zawartych w niej informacji jest naprawdę wartościowa i pozwala np. terapeucie integracji sensorycznej poszerzyć swoją wiedzę oraz umiejętności w zakresie diagnozy przetrwałych odruchów. Zaprezentowane w książce testy mogą być doskonałym uzupełnieniem obserwacji klinicznej dziecka. Niemniej liczba błędów i niedopatrzeń w tej publikacji jest po prostu porażająca.

Smaczku dodaje jeszcze fakt, że już na okładce czytanej i recenzowanej przeze mnie książki widnieje informacja, że jest to wydanie drugie… Poprawione.

Dokładne dane bibliograficzne:
Goddard Blythe Sally, 2015, Jak ocenić dojrzałość dziecka do nauki?, Warszawa, Wydawnictwo Naukowe PWN SA, tłum. Magdalena Marcińska

środa, 2 maja 2018

„Studia logopedyczno-lingwistyczne” – recenzja

„Studia logopedyczno-lingwistyczne” to zbiór tekstów wydany z okazji 70-lecia urodzin profesora Edwarda Łuczyńskiego. Na tom ten składają się różnorodne teksty dotyczące szeroko pojmowanej logopedii oraz lingwistyki – podział na teksty logopedyczne oraz językoznawcze jest zresztą obecny w samym układzie tekstów.

Korzyścią płynącą z braku tematu przewodniego całego zbioru jest bogactwo zagadnień poruszanych w jego poszczególnych rozdziałach. Na niecałych 500 stronach tomu znajduje się (poza wstępem i notą od profesora Edwarda Łuczyńskiego) 18 rozdziałów. Dotyczą one m.in. historii logopedii, bilingwilizmu, kompetencji składniowej osób niemówiących, błędów językowych o podłożu słowotwórczym czy też nazwisk pochodzenia niemieckiego utworzonych od przezwisk związanych z wyglądem zewnętrznym… Teksty te jednak w żaden sposób nie są ze sobą powiązane, co nasuwa skojarzenie z czasopismem, a nie pozycją książkową.

W tomie „Studia logopedyczno-lingwistyczne” zamieszczonych jest kilka artykułów, które chciałabym szczególnie polecić. Artykuły te to (w kolejności, w jakiej są opublikowane w zbiorze): „Kompetencja składniowa osób niemówiących” (Mirosław Michalik i Ewa Przebinda), „Wczesna interwencja w przypadku jąkania u dziecka z przyśpieszonym rozwojem mowy – studium przypadku 22-miesięcznego chłopca” (Maria Faściszewska), „O prawach językowych” (Bogdan Walczak) oraz „Składnia w przebudowie – casus grup liczebnikowo-rzeczownikowych” (Beata Milewska).

„Kompetencja składniowa osób niemówiących” to temat, który poruszyli Mirosław Michalik i Ewa Przebinda. Autorzy w sposób jasny i klarowny pisali o trudnościach związanych z kształtowaniem się świadomości gramatyki u osób niemówiących oraz o trudnościach związanych z badaniem struktury gramatycznej osób korzystających z AAC (komunikacji alternatywnej i wspomagającej). Bardzo wartościowa jest tez dalsza część artykułu, w której poruszona została tematyka rozwijania kompetencji składniowej u użytkowników AAC. Autorzy przywołali m.in. możliwość stosowania kodu kolorów oraz konkretnego układu słownictwa w książce komunikacyjnej. Cały tekst został dodatkowo uzupełniony o ilustracje przedstawiające różne sposoby korzystania z symboli MÓWik podczas pracy z osobą korzystającą z AAC.

W artykule pt. „Wczesna interwencja w przypadku jąkania u dziecka z przyśpieszonym rozwojem mowy – studium przypadku 22-miesięcznego chłopca” Maria Faściszewska opisuje terapię logopedyczną chłopca, który zaczął się jąkać przed ukończeniem drugiego roku życia. Artykuł ten warto przeczytać ze względu na dobrze ukazaną w nim konieczność przeprowadzenia bardzo dokładnego wywiadu logopedycznego uwzględniającego nie tylko (wy)mowę dziecka, ale przede wszystkim sposób komunikowania się z dzieckiem jego najbliższego otoczenia. W przywoływanym tekście znajduje się też klarowny opis prowadzonych oddziaływań terapeutycznych. Warto zauważyć, że duża część tych oddziaływań prowadzona była w środowisku domowym przez rodziców odpowiednio poinstruowanych przez logopedę. Efekty terapii były też na bieżąco monitorowane – zarówno w warunkach gabinetowych, jak i w środowisku domowym dziecka (rodzice dostarczali wcześniej przygotowane nagrania).

„O prawach językowych” to artykuł, w którym Bogdan Walczak przywołuje różnorodne definicje prawa językowego (oraz reguł językowych), a następnie dość szczegółowo omawia jedno z praw językowych. Tym wszystkim, których zastanawia, dlaczego właściwie zawsze mówimy „panie i panowie” (a nie „panowie i panie”) polecam przejrzenie tego artykułu.

„Składnia w przebudowie – casus grup liczebnikowo-rzeczownikowych” jest tekstem, w którym Beata Milewska opisała zmiany zachodzące we współczesnej polszczyźnie w zakresie łączenia liczebników i rzeczowników. Autorka przywołuje w artykule m.in. rozszerzanie się konstrukcji charakterystycznej dla liczebników od pięciu „wzwyż” na liczebniki dwa, trzy i cztery – połączenie liczebników pięć, sześć itp. z rzeczownikiem w dopełniaczu (np. „pięć lat”, „sześć kobiet”) zaczyna się pojawiać także w połączeniu liczebników dwa, trzy i cztery z rzeczownikami (np. „dwa lat”). Temat, którego podjęła się Beata Milewska nie jest prosty – zmiany opisywane przez autorkę zachodzą we współczesnym języku, co istotnie utrudnia ich obserwowanie i analizowanie. Dodatkowo same grupy liczebnikowo-rzeczownikowe są zagadnieniem dość obszernym i zróżnicowanym. Z tekstem „Składnia w przebudowie – casus grup liczebnikowo-rzeczownikowych” warto się jednak zapoznać… A podczas jego czytania nie tylko zaznajomić się z opisywanymi przemianami składniowymi, ale też pokusić się o refleksję dotyczącą własnego języka i sprawdzić, czy jest się w grupie użytkowników tradycyjnych czy nowych, dopiero wchodzących do polszczyzny form gramatycznych.

„Studia logopedyczno-lingwistyczne” są zbiorem wielu ciekawych artykułów. Istotnym mankamentem całej pozycji jest brak, choćby subtelnie zaznaczonego, tematu przewodniego. Z kolei wartymi odnotowania zaletami są różnorodność poruszanych w artykułach tematów oraz wysoka wartość merytoryczna tekstów. Dodatkowo, cały tom jest dobrze sformatowany pod względem edytorskim, dzięki czemu czytanie go było po prostu przyjemne.

Dokładne dane bibliograficzne:
Milewski Stanisław, Kaczorowska-Bray Katarzyna, Kamińska Barbara (red.), 2017, Studia logopedyczno-lingwistyczne, Gdańsk, Grupa Wydawnicza Harmonia

niedziela, 11 lutego 2018

„GORA Gesty obrazujące ruchy artykulatorów” – recenzja

„GORA Gesty Obrazujące Ruchy Artykulatorów” jest publikacją, w której Gabriela Lorens, Aleksandra Karwowska oraz Izabela Więcek-Poborczyk prezentują autorską metodę wizualizacji ułożenia aparatu artykulacyjnego w czasie wypowiadania poszczególnych głosek języka polskiego.

W książce autorki zawarły informacje na temat fonemów w języku, umieściły też opis budowy i funkcji aparatu artykulacyjnego oraz bardzo szczegółową charakterystykę głosek języka polskiego. Osobne (pod)rozdziały zostały też poświęcone samym gestom i zasadom ich wprowadzania. Nie zabrakło również krótkiego przeglądu innych metod gestowych, które są stosowane w terapii mowy.

Kluczowa część publikacji, a więc opis realizacji samych gestów GORA zaczyna się dopiero na stronie numer 77. Na wcześniejszych stronach umieszczone zostały wszystkie informacje, które są niezbędne do zrozumienia potrzeby stworzenia tych gestów oraz do zrozumienia/przypomnienia, jakie ruchy wykonuje aparat artykulacyjny podczas wypowiadania konkretnych głosek. Opis głosek języka polskiego jest tak dokładny i rzetelny, że mógłby stanowić lekturę obowiązkową dla studentów logopedii. Dodatkowym walorem tej części książki są kolorowe i bardzo czytelne ilustracje prezentujące układ artykulatorów podczas wymawiania poszczególnych dźwięków.

Równie czytelna i dobrze opracowana jest też część publikacji dotycząca realizacji gestów GORA. Każdemu gestowi poświęcona jest jedna strona – na górze umieszczone są fotografie prezentujące osobę wykonującą gest, a poniżej znajduje się dokładny opis wykonania tego gestu oraz cechy artykulacyjne omawianej głoski. W pierwszej kolejności opisane są głoski podstawowe – główne warianty fonemów języka polskiego. W dalszej części znajdują się informacje o gestach obrazujących ruchy artykulatorów podczas wymawiania głosek np. udziąsłowionych.

Końcowa część książki również zawiera przemyślaną strukturę. Autorki przedstawiają w niej zaburzenia mowy i języka, w których terapii można wykorzystać gesty GORA. Dalej opisują też inne metody gestowe wykorzystywane w terapii logopedycznej (np. fonogesty) oraz przedstawiają konkretne scenariusze zajęć z wykorzystaniem gestów GORA.

Całą publikację oceniam bardzo dobrze. Zawiera ona wszystkie informacje, które są potrzebne do zrozumienia metody GORA oraz do nauczenia się jej stosowania. Książka jest dobrze opracowana i sformatowana, dzięki czemu jej struktura jest bardzo przejrzysta. Jedynie w opisie gestu obrazującego ruch artykulatorów w czasie wymawiania głoski „u̯” fotografie umieszczone są w niewłaściwej kolejności, co może być mylące dla czytelnika.

„GORA Gesty obrazujace ruchy artykulatorow” jest świetnie opracowaną publikacją, którą mogę polecić właściwie wszystkim logopedom. Prawidłowa edycja tekstu sprawia, że książkę czyta się z dużą przyjemnością, a same gesty GORA z pewnością można wykorzystać w terapii wielu różnych zaburzeń mowy i języka.

Dokładne dane bibliograficzne:
Lorens Gabriela, Karwowska Aleksandra, Więcek-Poborczyk Izabela, 2017, GORA Gesty Obrazujące Ruchy Artykulatorów, Gdańsk

środa, 9 sierpnia 2017

„Język i logopedia” – recenzja

„Język i logopedia” to zbiór krótkich artykułów z zakresu językoznawstwa i logopedii. Recenzowany tom nie zawiera tematu przewodniego, prezentowane w nim artykuły dotyczą różnych kwestii logopedycznych i językoznawczych. Znajduje się w nim m.in. tekst o gatunkach książkowych, studium przypadku pacjenta z encefalopatią i artykuł o zmienności w afazji. Zasięg tematyczny jak na pozycję mającą mniej niż 200 stron jest więc dość duży. Owa różnorodność tematyczna zbioru była zresztą tym, co na początku budziło moje największe wątpliwości. Wydawała mi się ona właściwa dla czasopisma prezentującego nowości naukowe, a nie pozycji książkowej.

Tom „Język i logopedia” broni się jednak wysoką jakością zamieszczonych w nim artykułów. Teksty, które według mnie zasługują na szczególną uwagę, to (w kolejności, w której pojawiają się w zbiorze): „Galizyzmy w języku polskim i niemieckim” (Hans Christian Leschützky, Liliana Madelska), „Studium przypadku pacjenta z encefalopatią – diagnoza logopedyczna” (Monika Kamińska, Iwona Sołtys), „Czy i w jakim stopniu narzędzia służące do diagnozy logopedycznej odzwierciedlają strukturę języka?” (Natalia Siudzińska, Marzena Stępień) oraz „Jąkanie rozwojowe a zaburzenia czynności językowych związanych z prawą półkulą mózgu” (Krzysztof Szamburski, Sylwia Zaręba).

„Galizyzmy w języku polskim i niemieckim” to mający bardzo przejrzystą strukturę artykuł dotyczący zapożyczeń z języka francuskiego, które obecnie funkcjonują w języku polskim i niemieckim. Autorzy tekstu, Hans Christian Leschützky i Liliana Madelska nie tylko w prosty i jednocześnie ciekawy sposób wprowadzają wiedzę o typach zapożyczeń/transferów w różnych językach, ale też podejmują temat kulturowego podejścia Niemców i Polaków do galicyzmów, szczególnie w wymowie cudzoziemców. To wszystko okraszone jest jeszcze ciekawostkami z języka inslandzkiego oraz interesującym pokazaniem różnicy między adopcją a adaptacją ksenizmów.

„Studium przypadku pacjenta z encefalopatią – diagnoza logopedyczna” to z kolei artykuł dotyczący próby zdiagnozowania zaburzeń językowych mężczyzny, u którego stwierdzono zamartwicę i zespół niedokrwienno-niedotleniowy, gdy ten był niemowlęciem. I choć ubawiło mnie w artykule stwierdzenie, że opisywany 23-latek „rzadko ma kontakt z rówieśnikami, woli przebywać w otoczeniu dorosłych”, to całą resztę tekstu uważam za bardzo wartościową. Autorki tekstu i badań logopedycznych, Monika Kamińska i Iwona Sołtys w sposób bardzo szczegółowy przebadały swojego pacjenta. Szczególnie ważne jest według mnie to, ile prób językowych musiały wykonać, a także jak dużo czasu potrzebne było, by dobrze poznać funkcjonowanie badanego mężczyzny i móc prawidłowo ocenić jego trudności językowe. Autorki tekstu, choć nie napisały tego wprost, pokazały też, że proces (re)diagnozowania logopedycznego trwa cały czas – konieczne jest bowiem stałe ocenianie stanu mowy pacjenta, notowanie postępów i ewentualnych regresów, aby prowadzona terapia przynosiła efekty.

„Czy i w jakim stopniu narzędzia służące do diagnozy logopedycznej odzwierciedlają strukturę języka?” pytają Natalia Siudzińska i Marzena Stępień, a następnie dokonują przeglądu testów logopedycznych dostępnych na polskim rynku. Przeprowadzona analiza jest wnikliwa, a wysnute przez autorki wnioski bardzo trafne. Autorki przedstawiły też opis narzędzia diagnostycznego, które ich zdaniem przydałoby się w praktyce logopedycznej. Opis ten jest według mnie bardzo interesujący, ponieważ zwraca uwagę choćby na potrzebę diagnozowania pacjenta w sytuacji naturalnej, a także na możliwość jednoczesnego badania różnych aspektów mowy pacjenta.

„Jąkanie rozwojowe a zaburzenia czynności językowych związanych z prawą półkulą mózgu” to temat, którym zajęli się Krzysztof Szamburski i Sylwia Zaręba. Autorzy artykułu przebadali osoby jąkające się oraz osoby, które nigdy się nie jąkały Baterią Testów do Badania Funkcji Językowych i Komunikacyjnych Prawej Półkuli Mózgu (RHLB-PL). Celem badania było ustalenie, czy osoby z niepłynnością mówienia w inny sposób niż osoby niedotknięte tą przypadłością realizują czynności językowe związane z prawą półkulą mózgu.

Do recenzowanego tomu „Język i logopedia” mam jednak też pewne uwagi. W artykule „Zmienność w afazji” na stronie numer 174 Bożena Strachalska pisze: „»Poszukiwania« odnotowano u wszystkich osób (…) nawet u J.F. – osoby, u której nie było żadnego wyrazu realizowanego niezmiennie prawidłowo (…)”, a już na kolejnej stronie, w podsumowaniu, twierdzi, że u „wszystkich osób wystąpiły też realizacje niezmienne sprawdzanych wyrazów (tj. 6-krotne realizacje takie same), ale były to wyłącznie realizacje prawidłowe (…)”.

Wiele do życzenia pozostawia też strona edytorska zbioru. Już na początku, bo w spisie treści nazwisko „Krasowicz-Kupis” jest, nie wiedzieć czemu, zapisane nie z łącznikiem, ale z półpauzą (szczęście, że chociaż bez spacji dookoła znaku). W publikacji pojawiły się nadmiarowe spacje (dla równowagi, w innych miejscach ich brakowało) oraz myślnik błędnie użyty jako dywiz, np. „ICD – 10” (s. 82) czy „przedniojęzykowo – zębowe” (s. 84). W treści tomu był także nieprawidłowy zapis nazwiska Carla Wernickego w dopełniaczu, tj. „Wernicke'go” (s. 114) oraz błąd fleksyjny skutkujący powstaniem słowa „przekonywujące” (s. 133). W różnych tekstach też w różny sposób umieszczane były przypisy bibliograficzne. Raz w nawiasie kwadratowym, raz w okrągłym. Raz z inicjałem autora przywoływanej publikacji, raz tylko z samym nazwiskiem… Smaczku dodaje fakt, że na czwartej stronie na samej górze tekst dumnie głosi: „Praca finansowana przez Instytut Polonistyki Stosowanej” (!).

Ze względu na wysoką jakość wielu artykułów zamieszczonych w tomie „Język i logopedia” mogę polecić zapoznanie się z jego treścią. Formę, zwłaszcza w niektórych artykułach¹, lepiej próbować zignorować, choć to dość kuriozalne rozwiązanie. W przypadku pracy finansowanej przez Instytut Polonistyki Stosowanej oczekuję jednak polszczyzny stosowanej poprawnie, również w zakresie polskiej typografii.

Dokładne dane bibliograficzne całego tomu:
Zaron Zofia, Porayski-Pomsta Józef (red.), 2013, Język i logopedia, Warszawa

Przypisy:
1. Te zawierające najwięcej błędów nie są autorstwa pracowników IPS-u.

poniedziałek, 15 maja 2017

„Fleksja werbalna w mowie dzieci pięcioletnich” – recenzja


Agnieszka Banaszkiewicz, autorka „Fleksji werbalnej…”, przeprowadziła szereg rozmów z dziećmi pięcioletnimi, by móc zbadać odmianę czasowników w spontanicznych wypowiedziach pięciolatków. Przywoływana publikacja stanowi opis przeprowadzonych badań, a także opracowanie otrzymanych wyników wraz z płynącymi z nich wnioskami.

Na pochwałę zasługuje dobór grupy badanych. Agnieszka Banaszkiewicz przebadała dzieci różnej płci, mieszkające w różnych miejscowościach (duża i mała miejscowość) w różnych regionach Polski. Autorka bardzo wnikliwie przeanalizowała wypowiedzi badanych dzieci. W książce „Fleksja werbalna …” znajduje się szczegółowy zapis tych analiz, m.in. ilość form osobowych w wypowiedziach dzieci, częstotliwość używania czasu przeszłego, teraźniejszego i przyszłego, a także ilość form dziecięcych, które w języku uznane byłyby za błędy¹.

W podsumowaniu wyników zamieszczonym w rozdziale „Analiza porównawcza mowy dzieci pięcioletnich (ze względu na parametr płci i środowiska)” autorka wykorzystuje jednak mylące określenia – zamiast pisać o punktach procentowych, które faktycznie podaje, pisze o różnicy procentowej². W efekcie badaczka pisze np. o niewielkiej, jednoprocentowej różnicy w ilości form koniugacyjnych użytych przez chłopców i dziewczynki (dziewczynki 19,32%, chłopcy 18,37%), kiedy rzeczywista procentowa przewaga wynosi ~5%.

Mimo wszystko mogę polecić zapoznanie się z treścią książki, ponieważ podejmuje ona temat właściwie nieopracowany jeszcze w logopedii. Zalecam jednak uważne analizowanie podanych przez autorkę wniosków i porównywania ich z zamieszczonymi surowymi danymi.

Przypisy:
1) Autorka zakłada, że fleksja werbalna u dzieci pięcioletnich nie jest jeszcze w pełni wykształcona, dlatego też swoistych form fleksyjnych w mowie pięciolatków nie rozpatruje w kategorii błędów.
2) W publikacji dwukrotnie pojawia się też rzeczownik w bierniku w połączeniu z czasownikiem „używać”. Jest to błąd innego typu i znacznie mniejszego kalibru, jednak czuję się w obowiązku o tym wspomnieć.

Dokładne dane bibliograficzne książki:
Banaszkiewicz Agnieszka, 2011, Fleksja werbalna w mowie dzieci pięcioletnich, Lublin

niedziela, 23 kwietnia 2017

„Realizm intelektualny a realizm wizualny w działalności plastycznej osób z niepełnosprawnością intelektualną” – recenzja

Kinga Krawiecka, doktor nauk humanistycznych w dyscyplinie pedagogika, postanowiła sprawdzić realizm intelektualny oraz realizm wizualny u osób z niepełnosprawnością intelektualną w stopniu lekkim i umiarkowanym. W swoich badaniach prosiła osoby niepełnosprawne intelektualnie o narysowanie drzewa najlepiej jak się potrafi – w celu zbadania realizmu intelektualnego. Drugim zadaniem, tym razem mającym być podstawą do badań realizmu wizualnego, było odwzorowanie ilustracji przedstawiającej drzewa (ilustrację specjalnie do tego badania przygotował R. J. Szaszko). Oba zadania powtórzone były po godzinie, po trzech tygodniach i trzech godzinach.

Pozycja „Realizm intelektualny…” stanowi dokładny opis przeprowadzonych badań wraz z ich wynikami. Opis ten poprzedzony jest wstępem oraz dwoma rozdziałami:„Obraz jednostki z niepełnosprawnością intelektualną w świetle rozważań teoretycznych” (pierwszy rozdział) oraz „Osoba z niepełnosprawnością intelektualną w świecie plastyki – pomiędzy realizmem intelektualnym a realizmem wizualnym” (drugi rozdział).

Długość rozdziałów wstępnych, zwłaszcza tego pierwszego, jest według mnie poważną wadą publikacji. Kinga Krawiecka przeprowadziła badania, których przebiegu i wyniku byłam bardzo ciekawa… Minęło jednak trochę czasu zanim dotarłam do strony numer 165, czyli strony, na której podane zostały pierwsze informacje o sposobie przeprowadzonych badań.

Same procedury badawcze zostały opisane w publikacji w sposób zrozumiały. Nie zabrakło naprawdę szczegółowego opisu poszczególnych badanych elementów oraz testów i metod, które zostały użyte. Autorka solidnie opracowała także otrzymane wyniki oraz podzieliła się z czytelnikiem ciekawymi wnioskami. W aneksie książki znalazły się też przykładowe prace badanych osób oraz modelowa ilustracja, którą odwzorowywali uczestnicy badania.

To, czego naprawdę zabrakło mi w całej obszernej publikacji, w której przebieg badania i sposób oceny prac został przeprowadzony w sposób dokładny, wręcz drobiazgowy… Jest informacja o tym, jakimi kredkami rysowały badane osoby. Autorka napisała jedynie, że były to kredki świecowe. Jednak jako że analizowane były kolory rysunków, warto byłoby zawrzeć też informację przynajmniej o ilości dostępnych kredek i temperaturze ich barwy.

Brak szczegółowych danych na temat narzędzia, którego używały badane osoby to w moim odczuciu spore uchybienie. Długość wstępnych rozdziałów książki też traktuję jako wadę, choć dużo mniejszego kalibru. Za to zdecydowanymi zaletami publikacji są ciekawe podejście do tematu, rzetelne i bardzo skrupulatne opracowanie badań, a także solidne przygotowanie książki pod względem edytorskim.

Książkę „Realizm intelektualny…” zdecydowanie polecam. Mam też nadzieję, że zostaną kiedyś przeprowadzone analogiczne badania z zakresu realizmu intelektualnego i wizualnego u osób w normie intelektualnej.

Dokładne dane bibliograficzne książki:
Krawiecka Kinga, 2014, Realizm intelektualny a realizm wizualny w działalności plastycznej osób z niepełnosprawnością intelektualną, Warszawa

środa, 5 kwietnia 2017

„Cztery pory roku. Zabawy plastyczne ze scenariuszami zajęć” – recenzja

W pracy logopedycznej lubię wykorzystywać elementy plastyki, dlatego chętnie kupiłam „Cztery pory roku. Zabawy plastyczne ze scenariuszami zajęć”, których autorką jest Emilia Koronka.

Książka wydana jest w grubej oprawie, a sama treść książki zamieszczona jest na lekko błyszczącym papierze. Co ważne, papier nie jest na tyle błyszczący, by mocno odbijać światło lampki. Całą książkę przeglądałam przy sztucznym świetle i nie miałam żadnych problemów z brakiem czytelności stron.

Dużym plusem publikacji jest podanie z imienia i nazwiska nie tylko autorki książki, ale też projektanta okładki, autora zdjęć, korektora oraz osoby odpowiedzialnej za opracowanie graficzne i skład. Sama książka jest zresztą naprawdę solidna pod względem graficzno-edytorskim.

Treść książki, zgodnie z tytułem, podzielona jest na cztery części nazwane porami roku. Pierwszą porą roku jest jesień, więc układ treści można uznać za szkolny. Dla każdej z pór roku autorka przygotowała ponad 20 pomysłów na prace plastyczne (po 26 dla jesieni, wiosny i lata oraz 30 dla zimy).

Każdy pomysł na pracę plastyczną umieszczony jest na osobnej stronie. Układ każdego wpisu jest zresztą analogiczny: najpierw podane są inspiracje, a więc to, z czym dziecko powinno się zapoznać przed wykonaniem zadania, następnie podawane są czynności, które powinno zrobić dziecko, by wykonać konkretną pracę plastyczną, a na końcu wypisane są dane bibliograficzne wykorzystanej literatury. Na dole każdej ze stron jest też przykładowe wykonanie zadania plastycznego.

Spójność wszystkich proponowanych przez autorkę zabaw plastycznych uważam za ogromną zaletę i jednocześnie przejaw dobrego opracowania prezentowanych treści. Dużym mankamentem „Czterech pór roku…” jest jednak to, że – wbrew tytułowi – nie zawiera on scenariuszy zajęć.

Kiedy myślę o scenariuszu zajęć, mam w głowie obraz mniej lub bardziej dokładnego konspektu. Pomysłu, jak przeprowadzić zajęcia, w jakiej kolejności wprowadzać treść… A także garści porad, na co trzeba zwrócić uwagę, co może sprawić dziecku trudność. Tymczasem opisy wykonania danych zadań są u autorki zwyczajnie skąpe. Niektóre zawierają dosłownie jednozdaniową instrukcję przygotowania pracy(!). Autorka zresztą już we wstępie książki pisała: „(…) Nie opisuję dokładnie przebiegu zabawy. Podaję tylko jej zarys i pokazuję efekt”.

Nie mam nic przeciwko formie książki, którą wybrała autorka. Sama zresztą kupiłam „Cztery pory roku…” z myślą o zaczerpnięciu inspiracji, a nie wykorzystaniu gotowych, dokładnych konspektów lekcji. Uważam jednak, że nazywanie kilkuzdaniowych instrukcji scenariuszami zajęć to spore nadużycie, które zwyczajnie wprowadza klienta w błąd.

Ja akurat z recenzowanej książki jestem zadowolona, ponieważ dostarczyła mi ciekawych pomysłów, które mogę dostosować do swoich zajęć. Bardzo cenię sobie publikacje, które są spójne i poddane dobrej korekcie edytorskiej, dlatego na „Cztery pory roku…” patrzę z dużą przyjemnością. Publikacja jest solidna i rzetelna. Tyle tylko, że jej tytuł nie współgra z jej treścią…


Dokładne dane bibliograficzne książki:
Koronka Emilia, 2015, Cztery pory roku. Zabawy plastyczne ze scenariuszami zajęć, Płock