15 czerwca uczestniczyłam w organizowanym przez Logopedzi Logopedom webinarium pt. „Wprowadzanie AAC i innych metod alternatywnych dziecku niemówiącemu”. Szkolenie prowadziła pani Marta Zawichrowska.
W programie kursu znalazły się m.in. informacje o tym, kto może potrzebować wsparcia w postaci AAC, w jaki sposób wprowadzać komunikację alternatywną i wspomagającą, a także jak radzić sobie z ewentualnymi trudnościami.
Szkolenie było bardzo ciekawe. Prowadząca nie tylko omawiała możliwości, jakie daje AAC, ale też podawała liczne i bardzo zróżnicowane przykłady z własnej pracy terapeutycznej. Podczas webinarium usłyszałam wiele m.in. o C-EYE – urządzeniu do komunikacji za pomocą ruchów gałek ocznych. Pani Marta Zawichrowska mówiła o tym, jak zacząć pracę przy użyciu C-EYE oraz jak można prowadzić terapię z wykorzystaniem tego urządzenia.
Szkolenie „Wprowadzanie AAC i innych metod alternatywnych dziecku niemówiącemu” było w mojej ocenie bardzo wartościowe, ponieważ przekazywało informacje z zakresu praktycznego zastosowania AAC w terapii. Webinarium nie skupiało się na samych podstawach komunikacji alternatywnej i wspomagającej, nie było też skierowane na zapoznaniu uczestników z konkretną metodą czy konkretnym urządzeniem. Z tego względu doskonale sprawdziło się jako uzupełnienie posiadanej już przeze mnie wiedzy o AAC. Bardzo się cieszę, że podczas szkolenia prowadząca przytaczała tak wiele różnych historii z własnych doświadczeń logopedycznych. Te historie są dowodem na ogrom korzyści, jakie przynosi AAC – zarówno w kwestii samej komunikacji (która jest kluczowa), jak i w kwestii rozwoju komunikacji werbalnej.
wtorek, 26 czerwca 2018
wtorek, 5 czerwca 2018
Lato! Wakacyjne wyspy
Lato się zbliża wielkimi krokami, dlatego dzisiaj dzielę się swoją grą o wyspach, którą niedawno przygotowałam.
Grę wykorzystuję do ćwiczeń aparatu artykulacyjnego oraz do tematycznego wprowadzenia w zajęcia o lecie i wakacjach.
plansza do pobrania:
instrukcja do pobrania:
wklejka do zeszytu dla podopiecznych:
piątek, 1 czerwca 2018
Królestwo – inspiracje i gotowe materiały
W ostatnim tygodniu motywem przewodnim na zajęciach u mnie było królestwo. Temat bardzo przyjemny i interesujący dla dzieci. Właściwie zawsze podczas zajęć okazywało się, że dziecko chce być królem¹ lub inną osobą z rodziny królewskiej, że lubi zamki albo interesuje się bronią. Od jednego trzecioklasisty usłyszałam nawet, że czekał na ten temat, bo uwielbia średniowiecze.
Na początku zajęć była rozgrzewka w postaci ilustrowanej gry do ćwiczenia aparatu artykulacyjnego.
Do pobrania plansza gry:
https://drive.google.com/file/d/0B4Znt_PeD4EEWTVfY3BUbzJzbG4tbnlqc0NPZlRkNEhPZUtB/view
Do pobrania instrukcja gry:
https://drive.google.com/file/d/0B4Znt_PeD4EEWXlhNFhyQmluVmtWTkpmbGpnMDg2TWVhekJZ/view
Dzieci otrzymywały też ode mnie wklejkę do zeszytu, która zawierała pięć z sześciu pojawiających się w grze ćwiczeń. Chętne osoby próbowały ustalić, którego obrazka z gry tym razem nie ma.
Wklejki do pobrania (na jednej kartce A4 znajdują się dwie wklejki w formacie odrobinę mniejszym niż A5 – łatwo się mieszczą do standardowego zeszytu):
https://drive.google.com/file/d/0B4Znt_PeD4EEOE1VVXNqUGlETVoyY1U0YUloeDVFOWxyQlB3/view
Później był czas na utrwalanie ćwiczonej głoski poprzez czytanie (lub powtarzanie) słownictwa związanego tematycznie z królestwem.
Do pobrania przykładowe wklejki z głoską „r” w nagłosie oraz głoską „r” w śródgłosie i wygłosie występującą po samogłosce:
https://drive.google.com/file/d/0B4Znt_PeD4EEUDVsaEdSb3hJY3hTRkY0T1dGcVRYeDBmc01J/view
Nie zabrakło też czasu na tworzenie ilustracji księżniczek. Do stworzenia dworu pełnego księżniczek podczas zajęć wykorzystywałam:
Zadaniem dzieci było zrobienie w zeszycie odbitki pieczątki, dorysowanie żelowymi długopisami włosów, przyklejenie samoprzylepnej korony, a na końcu wylosowanie samoprzylepnej karteczki z imieniem, przeczytanie imienia na głos i przyklejenie podpisu pod księżniczką.
Poza oczywistym walorem logopedycznym w postaci konieczności prawidłowego wymówienia imienia (zawierającego ćwiczoną głoskę), to zadanie miało jeszcze kilka dodatkowych zalet. Przede wszystkim, ćwiczyło sekwencyjne wykonywanie zadania, ponieważ każdą księżniczkę należało wykonać w tej samej kolejności. Ponadto, tworzenie księżniczek związane było z ćwiczeniem motoryki małej poprzez rysowanie drobnych elementów oraz odklejanie samoprzylepnych koron i podpisów (słowo honoru, wcale nie jest to banalne zadanie). Niewątpliwym atutem zadania była też duża swoboda twórcza pozostawiona dzieciom. Co prawda moi podopieczni otrzymywali konkretne materiały przeznaczone do wykonania pracy plastycznej, ale sposób wykorzystania tych materiałów zależał już od dzieci.
Do utrwalania prawidłowej wymowy oraz rozwijania słownictwa związanego z królestwem wykorzystałam też prosty materiał typu „powtórz i pokoloruj”. Zadaniem dziecka jest powtórzenie słowa, które wypowiada logopeda, a następnie pokolorowanie ilustracji brokatowym flamastrem. Rysunki stanowią też dobry punkt wyjścia do rozmowy z dzieckiem. Ćwiczenie sprzyja nie tylko poznawaniu bądź utrwalaniu słów, ale także rozwijaniu wyobraźni („Jak sądzisz, kto poza królem mieszka w zamku?”, „A ile w tym zamku może być komnat?”, „Ciekawe, jak rodzina królewska korzysta ze swojego majątku?”).
Do pobrania królewski materiał „powtórz i pokoloruj” (na jednej stronie A4 są dwa materiały nieznacznie mniejszego formatu niż A5 – idealnie mieszczą się w zwykłym zeszycie):
https://drive.google.com/file/d/0B4Znt_PeD4EEYTRBNnIzZXdoSW9WMkJNeWJYMUliaVE5Ymtv/view
Wyobraźnię i kompetencje narracyjne można też rozwijać przy pomocy kostek z serii „Story Cubes”. W przypadku zajęć tematycznych o królestwie polecam wersję „Baśnie”.
W zestawie znajdują się trzy sześcienne kostki z ilustracją na każdym boku. Jak bawić się kostkami? Możliwości jest naprawdę wiele. Jednak główną zasadą zwykle jest tworzenie historii. Nie układanie wymyślonej przez kogoś historyjki obrazkowej (która zasadniczo ma tylko jedną właściwą kolejność), ale tworzenie własnej opowieści na podstawie kilku drobnych i nieprecyzyjnych ilustracji. Dokładniejsze pomysły przedstawiam poniżej.
Na początku zajęć była rozgrzewka w postaci ilustrowanej gry do ćwiczenia aparatu artykulacyjnego.
Do pobrania plansza gry:
https://drive.google.com/file/d/0B4Znt_PeD4EEWTVfY3BUbzJzbG4tbnlqc0NPZlRkNEhPZUtB/view
Do pobrania instrukcja gry:
https://drive.google.com/file/d/0B4Znt_PeD4EEWXlhNFhyQmluVmtWTkpmbGpnMDg2TWVhekJZ/view
Dzieci otrzymywały też ode mnie wklejkę do zeszytu, która zawierała pięć z sześciu pojawiających się w grze ćwiczeń. Chętne osoby próbowały ustalić, którego obrazka z gry tym razem nie ma.
Wklejki do pobrania (na jednej kartce A4 znajdują się dwie wklejki w formacie odrobinę mniejszym niż A5 – łatwo się mieszczą do standardowego zeszytu):
https://drive.google.com/file/d/0B4Znt_PeD4EEOE1VVXNqUGlETVoyY1U0YUloeDVFOWxyQlB3/view
Później był czas na utrwalanie ćwiczonej głoski poprzez czytanie (lub powtarzanie) słownictwa związanego tematycznie z królestwem.
Do pobrania przykładowe wklejki z głoską „r” w nagłosie oraz głoską „r” w śródgłosie i wygłosie występującą po samogłosce:
https://drive.google.com/file/d/0B4Znt_PeD4EEUDVsaEdSb3hJY3hTRkY0T1dGcVRYeDBmc01J/view
Nie zabrakło też czasu na tworzenie ilustracji księżniczek. Do stworzenia dworu pełnego księżniczek podczas zajęć wykorzystywałam:
- pieczątki z buziami;
- długopisy żelowe;
- samoprzylepne korony wykonane z papieru samoprzylepnego dziurkaczem ozdobnym;
- samoprzylepne karteczki z imionami zawierającymi ćwiczoną głoskę/ćwiczone głoski.
![]() |
| Tutaj użyłam flamastrów zamiast wcześniej wspomnianych długopisów żelowych. |
Zadaniem dzieci było zrobienie w zeszycie odbitki pieczątki, dorysowanie żelowymi długopisami włosów, przyklejenie samoprzylepnej korony, a na końcu wylosowanie samoprzylepnej karteczki z imieniem, przeczytanie imienia na głos i przyklejenie podpisu pod księżniczką.
Poza oczywistym walorem logopedycznym w postaci konieczności prawidłowego wymówienia imienia (zawierającego ćwiczoną głoskę), to zadanie miało jeszcze kilka dodatkowych zalet. Przede wszystkim, ćwiczyło sekwencyjne wykonywanie zadania, ponieważ każdą księżniczkę należało wykonać w tej samej kolejności. Ponadto, tworzenie księżniczek związane było z ćwiczeniem motoryki małej poprzez rysowanie drobnych elementów oraz odklejanie samoprzylepnych koron i podpisów (słowo honoru, wcale nie jest to banalne zadanie). Niewątpliwym atutem zadania była też duża swoboda twórcza pozostawiona dzieciom. Co prawda moi podopieczni otrzymywali konkretne materiały przeznaczone do wykonania pracy plastycznej, ale sposób wykorzystania tych materiałów zależał już od dzieci.
Do utrwalania prawidłowej wymowy oraz rozwijania słownictwa związanego z królestwem wykorzystałam też prosty materiał typu „powtórz i pokoloruj”. Zadaniem dziecka jest powtórzenie słowa, które wypowiada logopeda, a następnie pokolorowanie ilustracji brokatowym flamastrem. Rysunki stanowią też dobry punkt wyjścia do rozmowy z dzieckiem. Ćwiczenie sprzyja nie tylko poznawaniu bądź utrwalaniu słów, ale także rozwijaniu wyobraźni („Jak sądzisz, kto poza królem mieszka w zamku?”, „A ile w tym zamku może być komnat?”, „Ciekawe, jak rodzina królewska korzysta ze swojego majątku?”).
Do pobrania królewski materiał „powtórz i pokoloruj” (na jednej stronie A4 są dwa materiały nieznacznie mniejszego formatu niż A5 – idealnie mieszczą się w zwykłym zeszycie):
https://drive.google.com/file/d/0B4Znt_PeD4EEYTRBNnIzZXdoSW9WMkJNeWJYMUliaVE5Ymtv/view
Wyobraźnię i kompetencje narracyjne można też rozwijać przy pomocy kostek z serii „Story Cubes”. W przypadku zajęć tematycznych o królestwie polecam wersję „Baśnie”.
W zestawie znajdują się trzy sześcienne kostki z ilustracją na każdym boku. Jak bawić się kostkami? Możliwości jest naprawdę wiele. Jednak główną zasadą zwykle jest tworzenie historii. Nie układanie wymyślonej przez kogoś historyjki obrazkowej (która zasadniczo ma tylko jedną właściwą kolejność), ale tworzenie własnej opowieści na podstawie kilku drobnych i nieprecyzyjnych ilustracji. Dokładniejsze pomysły przedstawiam poniżej.
- Samodzielne tworzenie historii – dziecko rzuca kostkami, mówi, jakie rysunki wylosowało i na ich podstawie układa opowiadanie.
- Naprzemienne tworzenie historii – dziecko rzuca kostkami, mówi, jakie rysunki wylosowało i układa początek opowiadania związany z jedną ilustracją. Drugie dziecko lub logopeda układa dalszy ciąg związany z kolejną ilustracją, a zakończenie historii związane z ostatnim obrazkiem przedstawia trzecie dziecko albo to, które rozpoczęło opowiadanie.
- Tworzenie serii historii – dziecko rzuca kostkami, mówi, jakie rysunki wylosowało i na ich podstawie układa opowiadanie… Potem analogicznie postępuje drugie dziecko lub logopeda, ale ma już trudniej, ponieważ musi powiązać swoją historię z opowiadaniem poprzedniej osoby. W ten sam sposób powstają kolejne części opowieści. Możliwe jest też dodawanie dalszych zasad do gry – ostatnio jeden z moich podopiecznych zaproponował, żebyśmy tworzyli swoje części historii w taki sposób, by moje były wesołe, a jego smutne.
- Tworzenie różnych historii na podstawie tych samych ilustracji – dziecko rzuca kostkami, mówi, jakie rysunki wylosowało i na ich podstawie układa opowiadanie… Potem drugie dziecko tworzy własne opowiadanie korzystając z obrazków wylosowanych przez poprzedniego uczestnika zabawy.
Przypisy:
1. Jedną ze stale ciekawiących mnie kwestii językoznawczych jest to, kim dla współczesnego użytkownika języka polskiego jest „królowa”. Zgodnie z tradycją oraz budową słowotwórczą jest to 'żona króla' (mężczyzny). Jednak w wielu słyszanych przeze mnie wypowiedziach „królowa” może oznaczać także 'kobietę na stanowisku króla' czy wręcz 'króla-kobietę'. Swoich podopiecznych staram się zawsze wyczulać na kwestię używanego słownictwa. Kiedy jest taka potrzeba, wyjaśniam, że kobieta również może być królem (p. Jadwiga Andegaweńska).
wtorek, 22 maja 2018
„Terapia Ręki w Teorii Integracji Sensorycznej”
W sobotę 19 maja byłam w Sensum Mobile – Centrum Procesów Sensorycznych na szkoleniu certyfikacyjnym pt. „Terapia Ręki w Teorii Integracji Sensorycznej”.
Sam tytuł szkolenia był dla mnie zresztą pewnym zaskoczeniem… Na stronie internetowej organizatora szkolenie widnieje w kilku miejscach jedynie jako „Terapia Ręki”. Pełen tytuł szkolenia pojawił się dopiero w mailu potwierdzającym, że znalazłam się na liście uczestników.
Z kursu jestem jednak bardzo zadowolona. Otrzymałam na nim solidną dawkę wiedzy dotyczącej rozwoju dziecka oraz czynników wpływających na ten rozwój (głównie w aspekcie pracy ręki). Szkolenie było też dla mnie doskonałym rozszerzeniem wiedzy, którą zdobyłam na kursie na terapeutę integracji sensorycznej. Mam jednak świadomość, że gdybym nie posiadała wiedzy z tamtego kursu, to podczas szkolenia „Terapia Ręki w Teorii Integracji Sensorycznej” mogłabym mieć trudności z szybkim przyswojeniem części wiadomości.
Na szkoleniu poruszone były bardzo istotne zagadnienia dotyczące kluczowych dla pracy ręki odruchów oraz metod badania, czy zostały one wygaszone (zintegrowane). Prowadzący szkolenie również w sposób szczegółowy opisywał sytuacje, które często mogą prowadzić do stawiania błędnych diagnoz (np. nadmierne napięcie mięśniowe w ręce u dziecka mającego jednocześnie obniżone napięcie w pozostałych mięśniach). Prowadzący wyjaśniał przyczyny takich sytuacji oraz polecał konkretne postępowanie terapeutyczne. Na szkoleniu była też zwrócona uwaga na miejsce pracy dziecka (nie tylko podczas zajęć z terapii ręki). Był tu jednak rozdźwięk między zalecaną organizacją miejsca pracy a miejscem, które zostało przygotowane dla kursantów. Wszyscy siedzieliśmy na wygodnych, acz wysokich krzesłach (moje stopy nie dotykały podłogi), które miały z prawej strony doczepiony ruchomy stoliczek. Stoliczek ten po podniesieniu go znajdował się zaledwie kilka centymetrów nad moimi nogami. Jego blat nie był też ustawiony równolegle do powierzchni podłogi. Nie byłby to szczególny problem, gdyby podczas kursu nie trzeba było robić notatek. Sama jednak podczas szkolenia zapisałam prawie 10 stron A4.
Szkolenie jednak z całą pewnością mogę polecić, choć ze względu na jego program uważam, że warto je odbyć dopiero po ukończeniu szkolenia na terapeutę integracji sensorycznej.
Sam tytuł szkolenia był dla mnie zresztą pewnym zaskoczeniem… Na stronie internetowej organizatora szkolenie widnieje w kilku miejscach jedynie jako „Terapia Ręki”. Pełen tytuł szkolenia pojawił się dopiero w mailu potwierdzającym, że znalazłam się na liście uczestników.
Z kursu jestem jednak bardzo zadowolona. Otrzymałam na nim solidną dawkę wiedzy dotyczącej rozwoju dziecka oraz czynników wpływających na ten rozwój (głównie w aspekcie pracy ręki). Szkolenie było też dla mnie doskonałym rozszerzeniem wiedzy, którą zdobyłam na kursie na terapeutę integracji sensorycznej. Mam jednak świadomość, że gdybym nie posiadała wiedzy z tamtego kursu, to podczas szkolenia „Terapia Ręki w Teorii Integracji Sensorycznej” mogłabym mieć trudności z szybkim przyswojeniem części wiadomości.
Na szkoleniu poruszone były bardzo istotne zagadnienia dotyczące kluczowych dla pracy ręki odruchów oraz metod badania, czy zostały one wygaszone (zintegrowane). Prowadzący szkolenie również w sposób szczegółowy opisywał sytuacje, które często mogą prowadzić do stawiania błędnych diagnoz (np. nadmierne napięcie mięśniowe w ręce u dziecka mającego jednocześnie obniżone napięcie w pozostałych mięśniach). Prowadzący wyjaśniał przyczyny takich sytuacji oraz polecał konkretne postępowanie terapeutyczne. Na szkoleniu była też zwrócona uwaga na miejsce pracy dziecka (nie tylko podczas zajęć z terapii ręki). Był tu jednak rozdźwięk między zalecaną organizacją miejsca pracy a miejscem, które zostało przygotowane dla kursantów. Wszyscy siedzieliśmy na wygodnych, acz wysokich krzesłach (moje stopy nie dotykały podłogi), które miały z prawej strony doczepiony ruchomy stoliczek. Stoliczek ten po podniesieniu go znajdował się zaledwie kilka centymetrów nad moimi nogami. Jego blat nie był też ustawiony równolegle do powierzchni podłogi. Nie byłby to szczególny problem, gdyby podczas kursu nie trzeba było robić notatek. Sama jednak podczas szkolenia zapisałam prawie 10 stron A4.
Szkolenie jednak z całą pewnością mogę polecić, choć ze względu na jego program uważam, że warto je odbyć dopiero po ukończeniu szkolenia na terapeutę integracji sensorycznej.
poniedziałek, 14 maja 2018
„Muzyka i zabawa w Makatonie”
Byłam wczoraj na szkoleniu „Muzyka i zabawa w Makatonie”. Makaton to metoda komunikacji alternatywnej i wspomagającej zawierająca zarówno słownictwo w formie ilustracji, jak i słownictwo gestowe. Kurs, który wczoraj odbyłam, dotyczył wykorzystania Makatonu w sytuacjach zabawowych – m.in. podczas wspólnego śpiewania oraz czytania uczestniczącego.
Bardzo odpowiadał mi układ szkolenia. Tak jak i na innych szkoleniach Makatonu, w których uczestniczyłam, na zmianę pojawiały się treści teoretyczne oraz zadania praktyczne. Dzięki temu na bieżąco można było przećwiczyć i utrwalić nabywane umiejętności.
Były jednak i takie elementy szkolenia, które nieszczególnie mi odpowiadały. Pierwszym jest sugestia osoby prowadzącej szkolenie, by o przygotowanie adaptera umożliwiającego aktywowanie zabawek na baterie za pomocą switcha poprosić męża. Nie doszukuję się tutaj żadnych złych intencji, ale po usłyszeniu tego musiałam wziąć głębszy oddech…
Drugą kwestią była konieczność samodzielnego przyniesienia na szkolenie białej kartki formatu A4, nożyczek i plasteliny lub masy mocującej. Informacja o tym widniała na stronie Makatonu, więc zapisywałam się na szkolenie ze świadomością, że jest taki wymóg. Mimo wszystko, był on dla mnie niezrozumiały, skoro organizator szkolenia i tak zapewniał pozostałe materiały szkoleniowe.
Z kursu jestem jednak bardzo zadowolona. „Muzyka i zabawa w Makatonie” to szkolenie przekazujące wartościowe treści w bardzo lubianej przeze mnie formie krótkich, naprzemiennych wykładów oraz warsztatów/ćwiczeń. Podczas całego spotkania poznałam kilka nowych piosenek, które z powodzeniem można wykorzystać w terapii. Zobaczyłam też różnorodne akcesoria wykorzystywane podczas pracy z osobami używających AAC (komunikacji alternatywnej i wspomagającej), m.in. komunikator GoTalk9+. A co najważniejsze, usłyszałam o czytaniu uczestniczącym, czyli takim czytaniu, w którym dziecko nie jest biernym słuchaczem, ale aktywnym uczestnikiem. Dziecko nie musi umieć czytać, nie musi nawet posługiwać się mową głosową. Zadaniem dziecka może być obracanie kartek w odpowiednim momencie, powtarzanie jednej rymującej się w całym utworze frazy albo przyklejanie do kartek książki tematycznych obrazków mocowanych na rzep.
„Muzyka i zabawa w Makatonie” to kolejne makatońskie szkolenie, które śmiało mogę polecić.
Bardzo odpowiadał mi układ szkolenia. Tak jak i na innych szkoleniach Makatonu, w których uczestniczyłam, na zmianę pojawiały się treści teoretyczne oraz zadania praktyczne. Dzięki temu na bieżąco można było przećwiczyć i utrwalić nabywane umiejętności.
Były jednak i takie elementy szkolenia, które nieszczególnie mi odpowiadały. Pierwszym jest sugestia osoby prowadzącej szkolenie, by o przygotowanie adaptera umożliwiającego aktywowanie zabawek na baterie za pomocą switcha poprosić męża. Nie doszukuję się tutaj żadnych złych intencji, ale po usłyszeniu tego musiałam wziąć głębszy oddech…
Drugą kwestią była konieczność samodzielnego przyniesienia na szkolenie białej kartki formatu A4, nożyczek i plasteliny lub masy mocującej. Informacja o tym widniała na stronie Makatonu, więc zapisywałam się na szkolenie ze świadomością, że jest taki wymóg. Mimo wszystko, był on dla mnie niezrozumiały, skoro organizator szkolenia i tak zapewniał pozostałe materiały szkoleniowe.
Z kursu jestem jednak bardzo zadowolona. „Muzyka i zabawa w Makatonie” to szkolenie przekazujące wartościowe treści w bardzo lubianej przeze mnie formie krótkich, naprzemiennych wykładów oraz warsztatów/ćwiczeń. Podczas całego spotkania poznałam kilka nowych piosenek, które z powodzeniem można wykorzystać w terapii. Zobaczyłam też różnorodne akcesoria wykorzystywane podczas pracy z osobami używających AAC (komunikacji alternatywnej i wspomagającej), m.in. komunikator GoTalk9+. A co najważniejsze, usłyszałam o czytaniu uczestniczącym, czyli takim czytaniu, w którym dziecko nie jest biernym słuchaczem, ale aktywnym uczestnikiem. Dziecko nie musi umieć czytać, nie musi nawet posługiwać się mową głosową. Zadaniem dziecka może być obracanie kartek w odpowiednim momencie, powtarzanie jednej rymującej się w całym utworze frazy albo przyklejanie do kartek książki tematycznych obrazków mocowanych na rzep.
„Muzyka i zabawa w Makatonie” to kolejne makatońskie szkolenie, które śmiało mogę polecić.
niedziela, 6 maja 2018
Żabki, żabki…
Jakiś czas temu zawitały u mnie w gabinecie żabki logopedyczne.
Przygotowałam ilustrację liści lilii wodnej unoszących się – rzecz jasna – na tafli wody oraz zestaw żabek (uwaga, liści jest siedem, a żabek osiem). Wszystkie materiały zostały zalaminowane, a żabki dodatkowo jeszcze wycięte tak, by nie było (no, było jak najmniej) białych kawałków papieru dookoła nich. Zarówno na liście, jak i na spód żabek przykleiłam taśmę magnetyczną, a samą ilustrację tafli wody na koniec zawiesiłam mniej więcej na wysokości głowy dzieci przychodzących do mnie na zajęcia.
Zabawa żabkami jest prosta – dziecko powtarza słowo podane przez logopedę, a następnie przyczepia do listka żabkę. Można też wypróbować wariant, w którym w zabawie bierze udział tylko jedna żabka, która po każdym prawidłowym powtórzeniu słowa przeskakuje o jeden liść dalej.
Do pobrania tafla wody oraz żabki:
https://drive.google.com/file/d/0B4Znt_PeD4EEdElPR2J3MGxxNktvRWtkWWotOEhwQW9XdDVZ/view
Przygotowałam ilustrację liści lilii wodnej unoszących się – rzecz jasna – na tafli wody oraz zestaw żabek (uwaga, liści jest siedem, a żabek osiem). Wszystkie materiały zostały zalaminowane, a żabki dodatkowo jeszcze wycięte tak, by nie było (no, było jak najmniej) białych kawałków papieru dookoła nich. Zarówno na liście, jak i na spód żabek przykleiłam taśmę magnetyczną, a samą ilustrację tafli wody na koniec zawiesiłam mniej więcej na wysokości głowy dzieci przychodzących do mnie na zajęcia.
Zabawa żabkami jest prosta – dziecko powtarza słowo podane przez logopedę, a następnie przyczepia do listka żabkę. Można też wypróbować wariant, w którym w zabawie bierze udział tylko jedna żabka, która po każdym prawidłowym powtórzeniu słowa przeskakuje o jeden liść dalej.
Do pobrania tafla wody oraz żabki:
https://drive.google.com/file/d/0B4Znt_PeD4EEdElPR2J3MGxxNktvRWtkWWotOEhwQW9XdDVZ/view
środa, 2 maja 2018
„Studia logopedyczno-lingwistyczne” – recenzja
„Studia logopedyczno-lingwistyczne” to zbiór tekstów wydany z okazji 70-lecia urodzin profesora Edwarda Łuczyńskiego. Na tom ten składają się różnorodne teksty dotyczące szeroko pojmowanej logopedii oraz lingwistyki – podział na teksty logopedyczne oraz językoznawcze jest zresztą obecny w samym układzie tekstów.
Korzyścią płynącą z braku tematu przewodniego całego zbioru jest bogactwo zagadnień poruszanych w jego poszczególnych rozdziałach. Na niecałych 500 stronach tomu znajduje się (poza wstępem i notą od profesora Edwarda Łuczyńskiego) 18 rozdziałów. Dotyczą one m.in. historii logopedii, bilingwilizmu, kompetencji składniowej osób niemówiących, błędów językowych o podłożu słowotwórczym czy też nazwisk pochodzenia niemieckiego utworzonych od przezwisk związanych z wyglądem zewnętrznym… Teksty te jednak w żaden sposób nie są ze sobą powiązane, co nasuwa skojarzenie z czasopismem, a nie pozycją książkową.
W tomie „Studia logopedyczno-lingwistyczne” zamieszczonych jest kilka artykułów, które chciałabym szczególnie polecić. Artykuły te to (w kolejności, w jakiej są opublikowane w zbiorze): „Kompetencja składniowa osób niemówiących” (Mirosław Michalik i Ewa Przebinda), „Wczesna interwencja w przypadku jąkania u dziecka z przyśpieszonym rozwojem mowy – studium przypadku 22-miesięcznego chłopca” (Maria Faściszewska), „O prawach językowych” (Bogdan Walczak) oraz „Składnia w przebudowie – casus grup liczebnikowo-rzeczownikowych” (Beata Milewska).
„Kompetencja składniowa osób niemówiących” to temat, który poruszyli Mirosław Michalik i Ewa Przebinda. Autorzy w sposób jasny i klarowny pisali o trudnościach związanych z kształtowaniem się świadomości gramatyki u osób niemówiących oraz o trudnościach związanych z badaniem struktury gramatycznej osób korzystających z AAC (komunikacji alternatywnej i wspomagającej). Bardzo wartościowa jest tez dalsza część artykułu, w której poruszona została tematyka rozwijania kompetencji składniowej u użytkowników AAC. Autorzy przywołali m.in. możliwość stosowania kodu kolorów oraz konkretnego układu słownictwa w książce komunikacyjnej. Cały tekst został dodatkowo uzupełniony o ilustracje przedstawiające różne sposoby korzystania z symboli MÓWik podczas pracy z osobą korzystającą z AAC.
W artykule pt. „Wczesna interwencja w przypadku jąkania u dziecka z przyśpieszonym rozwojem mowy – studium przypadku 22-miesięcznego chłopca” Maria Faściszewska opisuje terapię logopedyczną chłopca, który zaczął się jąkać przed ukończeniem drugiego roku życia. Artykuł ten warto przeczytać ze względu na dobrze ukazaną w nim konieczność przeprowadzenia bardzo dokładnego wywiadu logopedycznego uwzględniającego nie tylko (wy)mowę dziecka, ale przede wszystkim sposób komunikowania się z dzieckiem jego najbliższego otoczenia. W przywoływanym tekście znajduje się też klarowny opis prowadzonych oddziaływań terapeutycznych. Warto zauważyć, że duża część tych oddziaływań prowadzona była w środowisku domowym przez rodziców odpowiednio poinstruowanych przez logopedę. Efekty terapii były też na bieżąco monitorowane – zarówno w warunkach gabinetowych, jak i w środowisku domowym dziecka (rodzice dostarczali wcześniej przygotowane nagrania).
„O prawach językowych” to artykuł, w którym Bogdan Walczak przywołuje różnorodne definicje prawa językowego (oraz reguł językowych), a następnie dość szczegółowo omawia jedno z praw językowych. Tym wszystkim, których zastanawia, dlaczego właściwie zawsze mówimy „panie i panowie” (a nie „panowie i panie”) polecam przejrzenie tego artykułu.
„Składnia w przebudowie – casus grup liczebnikowo-rzeczownikowych” jest tekstem, w którym Beata Milewska opisała zmiany zachodzące we współczesnej polszczyźnie w zakresie łączenia liczebników i rzeczowników. Autorka przywołuje w artykule m.in. rozszerzanie się konstrukcji charakterystycznej dla liczebników od pięciu „wzwyż” na liczebniki dwa, trzy i cztery – połączenie liczebników pięć, sześć itp. z rzeczownikiem w dopełniaczu (np. „pięć lat”, „sześć kobiet”) zaczyna się pojawiać także w połączeniu liczebników dwa, trzy i cztery z rzeczownikami (np. „dwa lat”). Temat, którego podjęła się Beata Milewska nie jest prosty – zmiany opisywane przez autorkę zachodzą we współczesnym języku, co istotnie utrudnia ich obserwowanie i analizowanie. Dodatkowo same grupy liczebnikowo-rzeczownikowe są zagadnieniem dość obszernym i zróżnicowanym. Z tekstem „Składnia w przebudowie – casus grup liczebnikowo-rzeczownikowych” warto się jednak zapoznać… A podczas jego czytania nie tylko zaznajomić się z opisywanymi przemianami składniowymi, ale też pokusić się o refleksję dotyczącą własnego języka i sprawdzić, czy jest się w grupie użytkowników tradycyjnych czy nowych, dopiero wchodzących do polszczyzny form gramatycznych.
„Studia logopedyczno-lingwistyczne” są zbiorem wielu ciekawych artykułów. Istotnym mankamentem całej pozycji jest brak, choćby subtelnie zaznaczonego, tematu przewodniego. Z kolei wartymi odnotowania zaletami są różnorodność poruszanych w artykułach tematów oraz wysoka wartość merytoryczna tekstów. Dodatkowo, cały tom jest dobrze sformatowany pod względem edytorskim, dzięki czemu czytanie go było po prostu przyjemne.
Dokładne dane bibliograficzne:
Milewski Stanisław, Kaczorowska-Bray Katarzyna, Kamińska Barbara (red.), 2017, Studia logopedyczno-lingwistyczne, Gdańsk, Grupa Wydawnicza Harmonia
Korzyścią płynącą z braku tematu przewodniego całego zbioru jest bogactwo zagadnień poruszanych w jego poszczególnych rozdziałach. Na niecałych 500 stronach tomu znajduje się (poza wstępem i notą od profesora Edwarda Łuczyńskiego) 18 rozdziałów. Dotyczą one m.in. historii logopedii, bilingwilizmu, kompetencji składniowej osób niemówiących, błędów językowych o podłożu słowotwórczym czy też nazwisk pochodzenia niemieckiego utworzonych od przezwisk związanych z wyglądem zewnętrznym… Teksty te jednak w żaden sposób nie są ze sobą powiązane, co nasuwa skojarzenie z czasopismem, a nie pozycją książkową.
W tomie „Studia logopedyczno-lingwistyczne” zamieszczonych jest kilka artykułów, które chciałabym szczególnie polecić. Artykuły te to (w kolejności, w jakiej są opublikowane w zbiorze): „Kompetencja składniowa osób niemówiących” (Mirosław Michalik i Ewa Przebinda), „Wczesna interwencja w przypadku jąkania u dziecka z przyśpieszonym rozwojem mowy – studium przypadku 22-miesięcznego chłopca” (Maria Faściszewska), „O prawach językowych” (Bogdan Walczak) oraz „Składnia w przebudowie – casus grup liczebnikowo-rzeczownikowych” (Beata Milewska).
„Kompetencja składniowa osób niemówiących” to temat, który poruszyli Mirosław Michalik i Ewa Przebinda. Autorzy w sposób jasny i klarowny pisali o trudnościach związanych z kształtowaniem się świadomości gramatyki u osób niemówiących oraz o trudnościach związanych z badaniem struktury gramatycznej osób korzystających z AAC (komunikacji alternatywnej i wspomagającej). Bardzo wartościowa jest tez dalsza część artykułu, w której poruszona została tematyka rozwijania kompetencji składniowej u użytkowników AAC. Autorzy przywołali m.in. możliwość stosowania kodu kolorów oraz konkretnego układu słownictwa w książce komunikacyjnej. Cały tekst został dodatkowo uzupełniony o ilustracje przedstawiające różne sposoby korzystania z symboli MÓWik podczas pracy z osobą korzystającą z AAC.
W artykule pt. „Wczesna interwencja w przypadku jąkania u dziecka z przyśpieszonym rozwojem mowy – studium przypadku 22-miesięcznego chłopca” Maria Faściszewska opisuje terapię logopedyczną chłopca, który zaczął się jąkać przed ukończeniem drugiego roku życia. Artykuł ten warto przeczytać ze względu na dobrze ukazaną w nim konieczność przeprowadzenia bardzo dokładnego wywiadu logopedycznego uwzględniającego nie tylko (wy)mowę dziecka, ale przede wszystkim sposób komunikowania się z dzieckiem jego najbliższego otoczenia. W przywoływanym tekście znajduje się też klarowny opis prowadzonych oddziaływań terapeutycznych. Warto zauważyć, że duża część tych oddziaływań prowadzona była w środowisku domowym przez rodziców odpowiednio poinstruowanych przez logopedę. Efekty terapii były też na bieżąco monitorowane – zarówno w warunkach gabinetowych, jak i w środowisku domowym dziecka (rodzice dostarczali wcześniej przygotowane nagrania).
„O prawach językowych” to artykuł, w którym Bogdan Walczak przywołuje różnorodne definicje prawa językowego (oraz reguł językowych), a następnie dość szczegółowo omawia jedno z praw językowych. Tym wszystkim, których zastanawia, dlaczego właściwie zawsze mówimy „panie i panowie” (a nie „panowie i panie”) polecam przejrzenie tego artykułu.
„Składnia w przebudowie – casus grup liczebnikowo-rzeczownikowych” jest tekstem, w którym Beata Milewska opisała zmiany zachodzące we współczesnej polszczyźnie w zakresie łączenia liczebników i rzeczowników. Autorka przywołuje w artykule m.in. rozszerzanie się konstrukcji charakterystycznej dla liczebników od pięciu „wzwyż” na liczebniki dwa, trzy i cztery – połączenie liczebników pięć, sześć itp. z rzeczownikiem w dopełniaczu (np. „pięć lat”, „sześć kobiet”) zaczyna się pojawiać także w połączeniu liczebników dwa, trzy i cztery z rzeczownikami (np. „dwa lat”). Temat, którego podjęła się Beata Milewska nie jest prosty – zmiany opisywane przez autorkę zachodzą we współczesnym języku, co istotnie utrudnia ich obserwowanie i analizowanie. Dodatkowo same grupy liczebnikowo-rzeczownikowe są zagadnieniem dość obszernym i zróżnicowanym. Z tekstem „Składnia w przebudowie – casus grup liczebnikowo-rzeczownikowych” warto się jednak zapoznać… A podczas jego czytania nie tylko zaznajomić się z opisywanymi przemianami składniowymi, ale też pokusić się o refleksję dotyczącą własnego języka i sprawdzić, czy jest się w grupie użytkowników tradycyjnych czy nowych, dopiero wchodzących do polszczyzny form gramatycznych.
„Studia logopedyczno-lingwistyczne” są zbiorem wielu ciekawych artykułów. Istotnym mankamentem całej pozycji jest brak, choćby subtelnie zaznaczonego, tematu przewodniego. Z kolei wartymi odnotowania zaletami są różnorodność poruszanych w artykułach tematów oraz wysoka wartość merytoryczna tekstów. Dodatkowo, cały tom jest dobrze sformatowany pod względem edytorskim, dzięki czemu czytanie go było po prostu przyjemne.
Dokładne dane bibliograficzne:
Milewski Stanisław, Kaczorowska-Bray Katarzyna, Kamińska Barbara (red.), 2017, Studia logopedyczno-lingwistyczne, Gdańsk, Grupa Wydawnicza Harmonia
Subskrybuj:
Posty (Atom)











