niedziela, 19 sierpnia 2018

„Jak ocenić dojrzałość dziecka do nauki?” – recenzja

Po książkę „Jak ocenić dojrzałość dziecka do nauki?”, której autorką jest Sally Goddard Blythe, sięgnęłam przede wszystkim z chęci poszerzenia swojej wiedzy na temat metod diagnozowania i wygaszania przetrwałych odruchów pierwotnych. Chciałam też jednak dokładniej poznać program ćwiczeń integrujących, które opracowali Sally Goddard Blythe oraz Peter Blythe.

Kiedy zamówiona książka już do mnie dotarła, ze zdziwieniem zauważyłam, że ma ona dość nietypowy format. Jej szerokość wynosi ~21 cm, a wysokość niespełna 25 cm. Oznacza to, że jest mniej więcej szerokości kartki A4, ale jest też od niej istotnie niższa. Zaciekawiona zaczęłam kartkować książkę i z zadowoleniem odkryłam, że w całej książce zostały zastosowane bardzo duże marginesy – ponad 5 cm z zewnętrznej strony! W publikacji fachowej takie marginesy to prawdziwy skarb, który umożliwia łatwe i przyjemne notowanie wszystkich refleksji, które najdą człowieka w trakcie czytania.

Gorzej, jeśli te refleksje i odczucia nie są przyjemne. A, uczciwie mówiąc, tak często bywało u mnie podczas lektury „Jak ocenić dojrzałość dziecka do nauki?”.

Pierwsze nieprzyjemne odczucia pojawiły się zanim jeszcze w ogóle dotarłam do spisu treści. Moją uwagę przykuła wówczas znajdująca się stronę wcześniej informacja, że… „This book is a revised and extended version of (…)”. Na próżno szukałam niżej tłumaczenia na polski.

Kolejną sprawą, która nie przypadła mi do gustu był bardzo nietypowy sposób tworzenia przypisów. Odsyłaczem do przypisów polemicznych były gwiazdki – każdy kolejny taki przypis w tekście zawierał o jedną gwiazdkę więcej niż poprzedni. Sam przypis znajdował się na dole strony i zapisany był mniejszymi literami niż główny tekst. Jako że takich przypisów było bardzo mało, nie pojawił się w problem nadmiernej liczby gwiazdek w tekście. Dużo gorzej było jednak z przypisami bibliograficznymi. Odsyłaczem do nich były co prawda kolejne liczby zapisane w indeksie górnym cyframi arabskimi, ale sam przypis znajdował się na końcu… Rozdziału. Przypisy te nie były zresztą zatytułowane „Przypisy”, ale „Literatura”.

Taki sposób tworzenia przypisów uznaję jednak nie za błędny, ale niefortunny. Co jednak powiedzieć o zdefiniowaniu dysdiadochokinezy jako „umiejętność wykonania szybkich ruchów naprzemiennych” [s. 13]? Umiejętność wykonania szybkich ruchów naprzemiennych to diadochokineza. Przedrostek „dys” oznacza występowanie dysfunkcji, wobec czego „dysdiadochokineza” to niepełna, zaburzona możliwość wykonywania szybkich naprzemiennych ruchów.

Z kolei na stronach numer 42 i 43 opisany został test czworakowania, a dokładniej to etapy nauki czworakowania, następnie sposób, w jaki należy przeprowadzić test i obserwacje, które należy poczynić w trakcie obserwowania, jak dziecko wykonuje zadanie. Dalej jest też podana punktacja:
„2.2.3.3. Punktacja
  • Nie stwierdzono żadnej nieprawidłowości.
  • Odnotowano jedną nieprawidłowość.
  • Stwierdzono dwie nieprawidłowości.
  • Stwierdzono trzy nieprawidłowości.
  • Stwierdzono cztery nieprawidłowości” [s. 43].
Ze względu na brak informacji, ile punktów należy przyznać za dane wykonanie zadania, uznam jednak, że punktacja to nie jest. Choć wszystkie możliwości oceny zostały wypunktowane…

Problematyczna jest też przedstawiona na stronie numer 78 punktacja do testu fiksacji, konwergencji i kontroli ruchów sakadowych:
„3.4.1.2 Punktacja do testu fiksacji, konwergencji i kontroli ruchów sakadowych
0 Prawidłowe odczytanie symboli, bez omyłkowych pominięć, powtórzeń, wodzenia palcem po kartce.
1-3 Punktacja zależy od liczby pominięć, powtórzeń, nieprawidłowych odpowiedzi.
4 Niezdolność do prawidłowego odczytania sekwencji symboli.” [s. 78].

Pierwsza i ostatnia pozycja są zrozumiałe, ale co w sytuacji, gdy dziecko popełni np. dwa błędy? Ile punktów należy przyznać? 1, 2, a może 3?

Osobną kwestią jest dla mnie wartość diagnostyczna tego testu w warunkach polskich, ponieważ wśród znaków, które dziecko musi nazwać jest „Q”. Zdaję sobie sprawę z tego, że rzadko które dziecko tej litery nie zna, choćby ze względu na powszechną naukę języka angielskiego, ale jednak należy mieć na uwadze, że jest to litera, która w polskim alfabecie nie występuje. Zabrakło mi w publikacji choćby drobnej wzmianki na ten temat. Szczególnie, że na czwartej stronie książki widnieje informacja o osobie, która udzieliła konsultacji merytorycznej.

Czym jednak są nieprecyzyjne instrukcje dotyczące punktacji wobec… Braku punktacji. Na stronie numer 79 został opisany test integracji wzrokowej razem z informacją, jak go przeprowadzić. Nie ma jednak najmniejszej wzmianki o tym, jak go ocenić. Drobną sugestią mogą być jedynie zamieszone na stronie numer 94 arkusze wyników dla testów wykonywanych w grupie 7+. W nich bowiem jest możliwość zaznaczenia, że osoba badana otrzymała: 0 punktów lub 1 jeden punkt lub 2, 3, albo 4 punkty. Jak je jednak przyznawać? Mówiąc szczerze – nie mam najmniejszego pojęcia.

Brak punktacji brakiem punktacji. Przynajmniej wiadomo, jak przeprowadzić test… Czego nie można już powiedzieć o opisanym na stronie numer 80 teście różnicowania dźwięków.

Pierwszym zadaniem dziecka w tym teście jest podanie dźwięków, które odpowiadają kilku wymienionym spółgłoskom. Niech już będzie, że da się przeczytać „b” czy „d” w izolacji, choć tak faktycznie jest to niemożliwe. Zawsze pojawi się choćby krótki dźwięk samogłoskowy.

Drugim zadaniem dziecka jest podanie dźwięków, które odpowiadają zbitkom spółgłoskowym. Na początku podane jest „rz”. Niech już będzie, mamy w języku polskim słowo „marznąć”, w którym faktycznie jest zbitka spółgłoskowa „rz”. Ale jaką zbitką spółgłoskową jest „cz” albo „sz”? W języku polskim ten zapis dwóch liter odpowiada jednemu dźwiękowi mowy.

Trzecim zadaniem dziecka jest podanie dźwięków odpowiadających konkretnym sylabom. Nie mam uwag co do tego zadania, ponieważ wszystkie podane w nim sylaby funkcjonują w języku polskim.

Co może być gorsze od niejasności dotyczących procedury przeprowadzania testu? Brak procedury przeprowadzania testu! Na stronie numer 85 pojawia się taka informacja:
„3.6.3 Zaburzenia percepcji przestrzennej
Zaburzenia percepcji przestrzennej można stwierdzić na podstawie wielkości, kierunku i rozkładu figur na kartce. Niewielkie problemy z postrzeganiem przestrzeni są widoczne w nieregularności w wielkość [sic! – przyp. Z.F.] figur na rycinie 3.9 i rzędach figur odchylających się ku dołowi i na prawo na rycinie 3.10” [s. 85].
I… To tyle na temat percepcji przestrzennej. Dziesięć stron dalej znajdują się arkusze wyników dla testów wykonywanych w grupie 7+, a wśród nich „Tansey – percepcja przestrzenna” oraz „Zaadaptowany test wzrokowo-motoryczny Bender Gestalt – percepcja przestrzenna”. Wynik każdego testu zaznaczyć należy na pięciostopniowej skali (od 0 do 4).

Poza wyżej opisanymi nieścisłościami, błędami i brakami, w publikacji znalazły się też drobniejsze uchybienia. Na przykład to, że integracja wzrokowo-ruchowa otrzymała w nawiasie anglojęzyczny skrótowiec „VMI”, kiedy pozostałe przywoływane skrótowce były tworzone od nazw polskich np. „TOB” od „tonicznego odruchu błędnikowego”. Również kursywa była w całym tekście stosowana w sposób co najmniej zastanawiający, ponieważ kursywą zapisywane były wyrazy, na które czytelnik ma zwrócić szczególną uwagę. Lepszym rozwiązaniem byłoby jednak podkreślenie lub wytłuszczenie wyrazów. Albo zapisanie ich wielkimi literami. Albo zwiększenie odległości między literami tego wyrazu. Albo nawet wstawienie wykrzyknika w nawiasie zaraz za słowem, którego czytelnik nie powinien pominąć.

W tym wszystkim najgorsze jest, że publikacja wcale nie jest zła do cna. Duża część zawartych w niej informacji jest naprawdę wartościowa i pozwala np. terapeucie integracji sensorycznej poszerzyć swoją wiedzę oraz umiejętności w zakresie diagnozy przetrwałych odruchów. Zaprezentowane w książce testy mogą być doskonałym uzupełnieniem obserwacji klinicznej dziecka. Niemniej liczba błędów i niedopatrzeń w tej publikacji jest po prostu porażająca.

Smaczku dodaje jeszcze fakt, że już na okładce czytanej i recenzowanej przeze mnie książki widnieje informacja, że jest to wydanie drugie… Poprawione.

Dokładne dane bibliograficzne:
Goddard Blythe Sally, 2015, Jak ocenić dojrzałość dziecka do nauki?, Warszawa, Wydawnictwo Naukowe PWN SA, tłum. Magdalena Marcińska

poniedziałek, 13 sierpnia 2018

Filcowa kanapka

Przygotowałam ostatnio filcowy zestaw składników potrzebnych do zrobienia kanapki.

W skład zestawu wchodzą: kromka chleba, plasterek czerwonego pomidora, plasterek ogórka, liść sałaty, plasterek czerwonej cebuli oraz po jednym kawałki zielonej i żółtej papryki.


Jakie walory terapeutyczne ma taka kanapka? Na zajęciach logopedycznych sprawdzi się do utrwalania prawidłowej wymowy głosek. Osoby ćwiczące głoski syczące („s”, „z”, „c” i „dz”) będą zwracały szczególną uwagę na sałatę, cebulę oraz plasterki pomidora i ogórka. Za to osoby pracujące nad głoską „r” zajmą się przede wszystkim ogórkiem, pomidorem oraz dwoma kawałkami papryki. Jeszcze większe pole do popisu będą mieli ci, którzy utrwalają poprawną wymowę głoski „k” – ją bowiem skrywają kanapka, plasterek pomidor(k)a, ogórek, papryka, cebul(k)a… A nawet i listek sałaty.


Z kolei podczas terapii integracji sensorycznej przygotowywanie kanapki może się przydać osobom z nadwrażliwością dotykową. Taką filcową kanapkę z dodatkami można też wykorzystywać w terapii dzieci z wybiórczością pokarmową (szczególnie spowodowanej nadwrażliwością dotykową, smakową lub węchową).

Dlaczego?

Przede wszystkim, dlatego, że są to zabawki. Dziecko jest od początku świadome, że nie są to produkty jadalne, wobec czego znika niezwykle stresująca dla dziecka sytuacja, w której w coraz większym napięciu czeka ono na konieczność zjedzenia niechcianej potrawy.

Atutem filcowych składników jest zresztą nie tylko fakt, że są one niejadalne, ale też to, że mają przewidywalną fakturę oraz pozbawione są zapachu (i smaku) typowego dla produktów, które imitują. Filcowe warzywa, w przeciwieństwie do prawdziwych, nie mogą też kapać i rozpadać się na kawałki. Dzięki temu dziecko z wybiórczością pokarmową mającą swoje źródło w nadwrażliwości zapachowej, smakowej czy dotykowej może bezpiecznie i w komfortowych warunkach zacząć oswajać się z niejadanymi produktami.

Zabawa w robienie kanapki ma też szansę pokazać typową sytuację żywieniową, która dla nikogo nie wiąże się ze stresem. Ktoś musi kanapkę przygotować, ktoś też ją potem „zjada”. Niekoniecznie musi być to zresztą dziecko. Na początku terapii kanapkę może „zjadać” rodzic, terapeuta, lalka, pluszowy miś… Po jakimś czasie dziecko może być już gotowe do udawania, że je przygotowaną kanapkę. W zabawie dobre jest to, że wszyscy jej uczestnicy mają wpływ na jej przebieg. Dziecko świadome swoich możliwości oddziaływania na rzeczywistość zabawy może chętniej w niej uczestniczyć i wymyślać nowe elementy fabuły. Może też bezpiecznie skonfrontować się z sytuacją, która poza zabawą wywołuje lęk.

Rzecz jasna, zabawy sztucznymi produktami spożywczymi nie są obowiązkowym elementem terapii wybiórczości jedzenia. Nie mogą też być jedynym i docelowym działaniem terapeutycznym. Mogą jednak być istotnym wsparciem procesu terapeutycznego… Oraz zwyczajnie źródłem radości.

czwartek, 19 lipca 2018

Filcowa książeczka – warzywa i owoce

Internet pełen jest zdjęć filcowych książeczek. Te zwane są zresztą różnie – filcowymi, kreatywnymi, cichymi… W zależności od tego, jaką ich właściwość chce twórca podkreślić.

Tu na marginesie chciałabym zresztą dodać, że nieszczególnie podoba mi się nazywanie książeczek kreatywnymi, cichymi czy jakimikolwiek innymi, jeśli używany przymiotnik odnosi się nie do cechy książki, ale do warunków, w jakich należy z nią pracować czy też cech, jakie ma ona wzbudzić w jej użytkowniku.

Swoją czterostronicową filcową księgę tworzyłam z myślą o wykorzystaniu jej podczas zajęć logopedycznych oraz zajęć z zakresu integracji sensorycznej. Bardzo lubię materiały tematyczne i widzę, jak korzystnie wpływają one na przebieg terapii, dlatego i moja filcowa książka koncentruje się na jednym temacie – warzyw i owoców.


Na pierwszej stronie jest nietypowe pole uprawne. Rosną na nim: marchew i pietruszka (górny rząd), cebula i ziemniak (środkowy rząd) oraz rzodkiewka i burak (najniższy rząd). Na tym logopedyczno-sensorycznym polu dziecko może przede wszystkim zebrać wszystkie warzywa. Zadaniem znacznie trudniejszym jest późniejsze umieszczenie warzyw z powrotem w grządkach.


Na drugiej stronie jest jabłoń, z której należy zebrać kolorowe jabłka. Tym razem zbiory są trudniejsze, ponieważ jabłka przytwierdzone są do drzewa na rzep, a więc należy użyć więcej siły, by wejść w posiadanie jabłka.


Jednak jabłka odmiany logopedyczno-sensoryczno-rzepowej można nie tylko zebrać. Można również je… Upiec.


Na trzeciej stronie książeczki znajduje się piekarnik.


Piekarnik można otworzyć, a następnie na znajdujących się w nim rzepowych płomieniach umieścić jabłko do upieczenia (drzwiczki piekarnika zamykają się na magnes).


A co z pozostałymi jabłkami? Te znajdą swoje miejsce na ostatniej stronie, na której jest po prostu szafka (rzecz jasna, z rzepowymi półkami).


Wszystkie kartki są umieszczone w segregatorze dzięki czemu książkę będzie łatwo w przyszłości rozbudować. Możliwe też będzie zmienianie kolejności stron.

Zdaję sobie sprawę z tego, że wykonanie książeczki nie jest idealne, ale tak naprawdę szyciem zajmuję się w wolnych chwilach krócej niż rok. Wcześniej moim największym dokonaniem było przyszycie sobie palca do dwóch kawałków materiału, które usiłowałam zszyć ze sobą. No i w efekcie zszyłam je dosłownie ze sobą…

środa, 27 czerwca 2018

Lokatorzy, czyli logopedyczne absurdy

W zeszłym roku pisałam o absurdach i zamieściłam absurdalną pomoc logopedyczną, którą moi podopieczni bardzo polubili. W tym roku nadszedł czas na przygotowanie nowego szalonego miasta, do którego będą mogły wjechać nowe szalone samochody.

Tegoroczne Szaleństwowo prezentuje się w ten sposób:


Zasady zabawy się nie zmieniły: dziecko koloruje szalone miasto w najbardziej absurdalny sposób, a następnie powtarza słowa/frazy/zdania i po każdym przykleja samoprzylepny samochodzik (u mnie samochodziki są zrobione z papieru samoprzylepnego przy pomocy ozdobnego dziurkacza DpCraft – wielkość dziurkacza to 2,5 cm).

Szablon miasta do pobrania:
https://drive.google.com/file/d/0B4Znt_PeD4EEWUVDVEFOWFJkTXdBSHFLUFVTc1UxZzFZU0Ew/view

W tym roku jednak przygotowałam coś jeszcze… Lokatorów. Kim są mieszkańcy Szaleństwowa? Kosmitami? Piratami? Każdy może sam zdecydować, kto będzie mieszkać w jego szalonym mieście.


Szablon z lokatorami do pobrania:
https://drive.google.com/file/d/0B4Znt_PeD4EEUFF1WFdpTEdRV2F2LXFGdHVsUVAteDBZOGZV/view

Zabawa w tworzenie lokatorów ma walor logopedyczny, jeśli po stworzeniu postaci, dziecko wybierze dla niej imię zawierające ćwiczoną głoskę. Ja miałam wcześniej przygotowane zestawy imion wydrukowane na samoprzylepnych karteczkach.


A na końcu pozostaje już tylko przyklejenie samoprzylepnych wąsów. Ja swoje wykonałam dziurkaczem ozdobnym DpCraft (rozmiar 7,5 cm).

wtorek, 26 czerwca 2018

„Wprowadzanie AAC i innych metod alternatywnych dziecku niemówiącemu”

15 czerwca uczestniczyłam w organizowanym przez Logopedzi Logopedom webinarium pt. „Wprowadzanie AAC i innych metod alternatywnych dziecku niemówiącemu”. Szkolenie prowadziła pani Marta Zawichrowska.

W programie kursu znalazły się m.in. informacje o tym, kto może potrzebować wsparcia w postaci AAC, w jaki sposób wprowadzać komunikację alternatywną i wspomagającą, a także jak radzić sobie z ewentualnymi trudnościami.

Szkolenie było bardzo ciekawe. Prowadząca nie tylko omawiała możliwości, jakie daje AAC, ale też podawała liczne i bardzo zróżnicowane przykłady z własnej pracy terapeutycznej. Podczas webinarium usłyszałam wiele m.in. o C-EYE – urządzeniu do komunikacji za pomocą ruchów gałek ocznych. Pani Marta Zawichrowska mówiła o tym, jak zacząć pracę przy użyciu C-EYE oraz jak można prowadzić terapię z wykorzystaniem tego urządzenia.

Szkolenie „Wprowadzanie AAC i innych metod alternatywnych dziecku niemówiącemu” było w mojej ocenie bardzo wartościowe, ponieważ przekazywało informacje z zakresu praktycznego zastosowania AAC w terapii. Webinarium nie skupiało się na samych podstawach komunikacji alternatywnej i wspomagającej, nie było też skierowane na zapoznaniu uczestników z konkretną metodą czy konkretnym urządzeniem. Z tego względu doskonale sprawdziło się jako uzupełnienie posiadanej już przeze mnie wiedzy o AAC. Bardzo się cieszę, że podczas szkolenia prowadząca przytaczała tak wiele różnych historii z własnych doświadczeń logopedycznych. Te historie są dowodem na ogrom korzyści, jakie przynosi AAC – zarówno w kwestii samej komunikacji (która jest kluczowa), jak i w kwestii rozwoju komunikacji werbalnej.

wtorek, 5 czerwca 2018

Lato! Wakacyjne wyspy

Lato się zbliża wielkimi krokami, dlatego dzisiaj dzielę się swoją grą o wyspach, którą niedawno przygotowałam.


Grę wykorzystuję do ćwiczeń aparatu artykulacyjnego oraz do tematycznego wprowadzenia w zajęcia o lecie i wakacjach.

plansza do pobrania:
instrukcja do pobrania:
wklejka do zeszytu dla podopiecznych:

piątek, 1 czerwca 2018

Królestwo – inspiracje i gotowe materiały

W ostatnim tygodniu motywem przewodnim na zajęciach u mnie było królestwo. Temat bardzo przyjemny i interesujący dla dzieci. Właściwie zawsze podczas zajęć okazywało się, że dziecko chce być królem¹ lub inną osobą z rodziny królewskiej, że lubi zamki albo interesuje się bronią. Od jednego trzecioklasisty usłyszałam nawet, że czekał na ten temat, bo uwielbia średniowiecze.

Na początku zajęć była rozgrzewka w postaci ilustrowanej gry do ćwiczenia aparatu artykulacyjnego.


Do pobrania plansza gry:
https://drive.google.com/file/d/0B4Znt_PeD4EEWTVfY3BUbzJzbG4tbnlqc0NPZlRkNEhPZUtB/view
Do pobrania instrukcja gry:
https://drive.google.com/file/d/0B4Znt_PeD4EEWXlhNFhyQmluVmtWTkpmbGpnMDg2TWVhekJZ/view

Dzieci otrzymywały też ode mnie wklejkę do zeszytu, która zawierała pięć z sześciu pojawiających się w grze ćwiczeń. Chętne osoby próbowały ustalić, którego obrazka z gry tym razem nie ma.


Wklejki do pobrania (na jednej kartce A4 znajdują się dwie wklejki w formacie odrobinę mniejszym niż A5 – łatwo się mieszczą do standardowego zeszytu):
https://drive.google.com/file/d/0B4Znt_PeD4EEOE1VVXNqUGlETVoyY1U0YUloeDVFOWxyQlB3/view

Później był czas na utrwalanie ćwiczonej głoski poprzez czytanie (lub powtarzanie) słownictwa związanego tematycznie z królestwem.
Do pobrania przykładowe wklejki z głoską „r” w nagłosie oraz głoską „r” w śródgłosie i wygłosie występującą po samogłosce:
https://drive.google.com/file/d/0B4Znt_PeD4EEUDVsaEdSb3hJY3hTRkY0T1dGcVRYeDBmc01J/view

Nie zabrakło też czasu na tworzenie ilustracji księżniczek. Do stworzenia dworu pełnego księżniczek podczas zajęć wykorzystywałam:
  • pieczątki z buziami;
  • długopisy żelowe;
  • samoprzylepne korony wykonane z papieru samoprzylepnego dziurkaczem ozdobnym;
  • samoprzylepne karteczki z imionami zawierającymi ćwiczoną głoskę/ćwiczone głoski.

Tutaj użyłam flamastrów
zamiast wcześniej wspomnianych długopisów żelowych.

Zadaniem dzieci było zrobienie w zeszycie odbitki pieczątki, dorysowanie żelowymi długopisami włosów, przyklejenie samoprzylepnej korony, a na końcu wylosowanie samoprzylepnej karteczki z imieniem, przeczytanie imienia na głos i przyklejenie podpisu pod księżniczką.


Poza oczywistym walorem logopedycznym w postaci konieczności prawidłowego wymówienia imienia (zawierającego ćwiczoną głoskę), to zadanie miało jeszcze kilka dodatkowych zalet. Przede wszystkim, ćwiczyło sekwencyjne wykonywanie zadania, ponieważ każdą księżniczkę należało wykonać w tej samej kolejności. Ponadto, tworzenie księżniczek związane było z ćwiczeniem motoryki małej poprzez rysowanie drobnych elementów oraz odklejanie samoprzylepnych koron i podpisów (słowo honoru, wcale nie jest to banalne zadanie). Niewątpliwym atutem zadania była też duża swoboda twórcza pozostawiona dzieciom. Co prawda moi podopieczni otrzymywali konkretne materiały przeznaczone do wykonania pracy plastycznej, ale sposób wykorzystania tych materiałów zależał już od dzieci.

Do utrwalania prawidłowej wymowy oraz rozwijania słownictwa związanego z królestwem wykorzystałam też prosty materiał typu „powtórz i pokoloruj”. Zadaniem dziecka jest powtórzenie słowa, które wypowiada logopeda, a następnie pokolorowanie ilustracji brokatowym flamastrem. Rysunki stanowią też dobry punkt wyjścia do rozmowy z dzieckiem. Ćwiczenie sprzyja nie tylko poznawaniu bądź utrwalaniu słów, ale także rozwijaniu wyobraźni („Jak sądzisz, kto poza królem mieszka w zamku?”, „A ile w tym zamku może być komnat?”, „Ciekawe, jak rodzina królewska korzysta ze swojego majątku?”).

Do pobrania królewski materiał „powtórz i pokoloruj” (na jednej stronie A4 są dwa materiały nieznacznie mniejszego formatu niż A5 – idealnie mieszczą się w zwykłym zeszycie):
https://drive.google.com/file/d/0B4Znt_PeD4EEYTRBNnIzZXdoSW9WMkJNeWJYMUliaVE5Ymtv/view

Wyobraźnię i kompetencje narracyjne można też rozwijać przy pomocy kostek z serii „Story Cubes”. W przypadku zajęć tematycznych o królestwie polecam wersję „Baśnie”.


W zestawie znajdują się trzy sześcienne kostki z ilustracją na każdym boku. Jak bawić się kostkami? Możliwości jest naprawdę wiele. Jednak główną zasadą zwykle jest tworzenie historii. Nie układanie wymyślonej przez kogoś historyjki obrazkowej (która zasadniczo ma tylko jedną właściwą kolejność), ale tworzenie własnej opowieści na podstawie kilku drobnych i nieprecyzyjnych ilustracji. Dokładniejsze pomysły przedstawiam poniżej.
  1. Samodzielne tworzenie historii – dziecko rzuca kostkami, mówi, jakie rysunki wylosowało i na ich podstawie układa opowiadanie.
  2. Naprzemienne tworzenie historii – dziecko rzuca kostkami, mówi, jakie rysunki wylosowało i układa początek opowiadania związany z jedną ilustracją. Drugie dziecko lub logopeda układa dalszy ciąg związany z kolejną ilustracją, a zakończenie historii związane z ostatnim obrazkiem przedstawia trzecie dziecko albo to, które rozpoczęło opowiadanie.
  3. Tworzenie serii historii – dziecko rzuca kostkami, mówi, jakie rysunki wylosowało i na ich podstawie układa opowiadanie… Potem analogicznie postępuje drugie dziecko lub logopeda, ale ma już trudniej, ponieważ musi powiązać swoją historię z opowiadaniem poprzedniej osoby. W ten sam sposób powstają kolejne części opowieści. Możliwe jest też dodawanie dalszych zasad do gry – ostatnio jeden z moich podopiecznych zaproponował, żebyśmy tworzyli swoje części historii w taki sposób, by moje były wesołe, a jego smutne.
  4. Tworzenie różnych historii na podstawie tych samych ilustracji – dziecko rzuca kostkami, mówi, jakie rysunki wylosowało i na ich podstawie układa opowiadanie… Potem drugie dziecko tworzy własne opowiadanie korzystając z obrazków wylosowanych przez poprzedniego uczestnika zabawy.
Przypisy:
1. Jedną ze stale ciekawiących mnie kwestii językoznawczych jest to, kim dla współczesnego użytkownika języka polskiego jest „królowa”. Zgodnie z tradycją oraz budową słowotwórczą jest to 'żona króla' (mężczyzny). Jednak w wielu słyszanych przeze mnie wypowiedziach „królowa” może oznaczać także 'kobietę na stanowisku króla' czy wręcz 'króla-kobietę'. Swoich podopiecznych staram się zawsze wyczulać na kwestię używanego słownictwa. Kiedy jest taka potrzeba, wyjaśniam, że kobieta również może być królem (p. Jadwiga Andegaweńska).